W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Nowe lubuskie miasto, które było miastem

2017-12-21 10:01:52, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Graniczący z powiększoną o gminne rogatki Zieloną Górą – Otyń od 1 stycznia 2018 r. będzie miastem. Powinienem napisać, że znowu będzie miastem. To tak, jak stało się w 1994 r. z Torzymiem i Lubniewicami, które po wojnie utraciły status miasta i dopiero w RP je odzyskały. Na przywrócenie praw miejskich czekają: Pszczew, Brójce, Trzciel, Trzemeszno Lubuskie, Górzyca, Słońsk, Trzebiechów, Łagów, Brody, Trzebiel, Przewóz... Gdyby nie kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z figurą Matki Bożej Klenickiej, podniesiony do rangi sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju, o Otyniu niewielu by słyszało. Bohaterka mojej powieści „Porąbany” (2016) była tam. Oto, co ją spotkało.

   Jutro rano przyjadę z Tadeuszem, postanowiła, a teraz prosto do komendy. Jednak gdy przed jej autem wyrósł znak wskazujący drogę do Otynia, wbrew wcześniejszej decyzji skręciła kierownicą seata w prawo. Na parkingu przed nowym marketem mogła jeszcze zawrócić, tyle że wtedy zobaczyła następny znak, a na nim informację, ile kilometrów z tego miejsca jest do Zielonej Góry. Teraz ekspresowa „trójka” jako międzynarodowa trasa E65 z Malmö w Szwecji do Chani na greckiej Krecie omija Otyń, choć dawniej przecinała miasteczko na dwie nierówne części. Wtedy samochody z zagranicznymi tabliczkami stały wzdłuż wąskich uliczek wokół przysadzistego ratusza. W gospodzie, gdzie kelnerki podawały golonkę z chrzanem i naprawdę świeżutki chleb, zawsze brakowało miejsca. Nie podobało się to miejscowym piwoszom, którzy musieli okupować ławki przed dwoma sklepami spożywczymi.

Ilona Mrozińska dawno nie była w centrum Otynia, toteż nie pamiętała, czy posterunek jest w ratuszu, czy może przybyło urzędników i policjanci przenieśli się do domu kultury albo do szkoły.

‒ U nas komisariat? Ze trzy lata będzie jak zlikwidowali. Teraz mamy dzielnicowego. Jak wygląda i jak się nazywa, nie wiem. Gdzie go szukać? Jakaś wywieszka powinna być na tablicy przy ratuszu ‒ podpowiedziała kobieta na przystanku autobusowym.

Przy ratuszu stała oszklona tablica. W jej dolnym rogu komisarz znalazła informację, że telefon komórkowy dzielnicowego jest dostępny tylko w godzinach pełnienia służby. Od której do której pracuje policjant, tego nie wiedziała, mimo to włączyła swoją komórkę i wystukała dziewięć cyferek wypisanych na tablicy ogłoszeń. Nikt się nie odezwał.

‒ Gdyby teraz coś się wydarzyło w miasteczku, na przykład wypadek, to jak wezwać policję? – To pytanie zadała mężczyźnie w podkoszulku siedzącemu na ławce w cieniu domu.

‒ Dziewięć, dziewięć, siedem ‒ odpowiedział przez nos. ‒ Można próbować na sto dwanaście, ale szkoda czasu.

‒ Od dawna mieszka pan w Otyniu?

‒ Od takiego. ‒ Przygarbił się i wyciągniętą ręką zarysował linię na wysokości swoich kolan. Komisarz domyśliła się, że od dziecka. ‒ To pewnie zna pan takiego, który siedział w więzieniu za gwałt.

‒ Od nas?

‒ Z Otynia.

‒ W ciupie? Ile dostał? ‒ dociekał, unosząc rozwichrzone brwi, a ona kiwała głową. ‒ Poczekaj, pani. Lesiu! ‒ zawołał do brzuchacza o słomianych włosach, zmierzającego w stronę kościoła. ‒ Kto od nas kiblował za gwałt?

Brzuchacz zatrzymał się w pół kroku, wbił wzrok w bruk i ręce splótł na szyi, jakby to miało mu przypomnieć, kto był skazany.

‒ Ten, co mieszkał z Iśką od Muchy. Ale on za pobicie.

‒ Michał? Nie. A Bruzda nie siedział za gwałt?‒ spytał mężczyzna, zapalając papierosa.

‒ Wizów Eda! ‒ wykrzyknął brzuchacz i zadowolony odwrócił się do Mrozińskiej.

‒ Pani do niego?

‒ Być może ‒ odpowiedziała komisarz dla świętego spokoju.

‒ Lepiej sobie pani z nami pogada. Z nim nie da rady.

‒ Wyjechał?

‒ Na zawsze ‒ odpowiedział brzuchacz. Dostrzegłszy pytające oczy Mrozińskiej, pokazał ręką przed siebie i dodał: ‒ Wynieśli go nogami do przodu.

‒ Umarł?

‒ Pierwszego dnia, jak wyszedł z kicia, pochlał w gospodzie i wleciał pod tira. ‒ Brzuchacz śmielej spojrzał na Mrozińską. ‒ Po co on pani?

Na poczekaniu mogła wymyślić jakąkolwiek opowiastkę, na przykład że jest z biura penitencjarnego i sprawdza, co robią ci, którzy zostali warunkowo zwolnieni po odbyciu więcej niż połowy kary lub że prowadzi badania socjologiczne na zlecenie ministerstwa.

‒ Gdzie zobaczę posążek Matki Bożej Klenickiej? ‒ spytała, zastanawiając się, czy czegoś nie pomyliła. Skoro obraz Matki Bożej Częstochowskiej wisi w Częstochowie, to posążek Matki Bożej Klenickiej musi być w Klenicy.

‒ W sanktuarium ‒ odpowiedział ten w podkoszulku i pokazał ręką na nową wieżę kościoła.

‒ Właśnie idę w tamtą stronę. Mogę panią odprowadzić ‒ zaoferował brzuchacz.

‒ Chociaż mieszkam niedaleko, bo w Zielonej Górze, dotąd nie miałam okazji obejrzeć cudownego posążka ‒ przyznała troszkę zawstydzona. Pomyślała, że powinna pojechać do Rokitna, gdzie jest obraz Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej i po drodze zobaczyć sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski.

Brzuchacz nie zareagował. Gdy w milczeniu doszli do bramy, wyjaśnił, że w dzień kościół jest zamknięty, a wszystkiego o figurze może się dowiedzieć z ulotki zawieszonej w gablocie.

Zaczęła czytać o tym, że figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem ma cechy rzeźby gotyckiej. Prawdopodobnie została wykonana z drewna lipowego pod koniec czternastego wieku w pobliskiej Klenicy. Przedstawia Maryję trzymającą w lewej ręce Dzieciątko. Głowa Bogarodzicy w miedziano-złocistej szacie jest nakryta dużą koroną z gwiazdami. Podania mówią, że Boża Rodzicielka ukazała się pasterce gęsi na wzgórzu za klenickimi domostwami. Tam ją poprosiła, żeby w miejscu objawienia mieszkańcy wioski postawili kościół. Przez wieki do Klenicy pielgrzymowali Lubuszanie, Ślązacy i Wielkopolanie, gdzie modlili się o ochronę przed zarazą, zdrowie, obfite plony. Autor ulotki podkreślił, że wielu z nich doznało łask i uzdrowień, co miało wpływ na rozwój kultu Matki Bożej Klenickiej. W obawie przed profanacją przez szwedzkich żołnierzy podczas potopu jezuici przenieśli figurkę do kaplicy klasztornej w Otyniu. Co ciekawe, w czasie pożaru klasztoru, gdy niemal wszystko się spaliło, lipowy posążek przetrwał pożogę. To kolejny dowód na jego nieziemskie pochodzenie. Po drugiej wojnie światowej otyński proboszcz przeniósł figurkę do kościoła parafialnego, któremu pod koniec drugiego tysiąclecia biskup zielonogórsko-gorzowski nadał rangę sanktuarium. Raz w roku zawsze przed żniwami posążek na jeden dzień wraca do Klenicy.

‒ Powinna pani przyjechać, gdy kościół jest otwarty. Najlepiej w niedzielę ‒ powiedział brzuchacz taszczący na plecach worek z czymś, co go wygięło w kabłąk. ‒ W Klenicy mówią, że jak teraz jest demokracja, to figurka powinna wrócić tam, gdzie powstała. A my nie oddamy.

‒ Dlaczego nie oddacie?

‒ Bo nie. I już!

Wyszukaj w blogu: