W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Oby 2018 nie był gorszy od 2017

2017-12-28 16:19:45, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Najpierw się wykręcałem. Odrzucałem propozycję. Przekonywałem, że jestem za stary. Później zapewniałem, że pomogę. Ale pod warunkiem że redaktorem naczelnym zostanie ktoś młodszy. Zechce, to mu pomogę, doradzę. Redakcja będzie mogła na mnie liczyć nawet w niedzielę wieczorem.

Na próżno. Zostałem redaktorem naczelnym czasopisma „Na winnicy” wydawanego przez Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica”. Tytuł mi się nie podoba, chociaż sam go wymyśliłem. Taki wymyśliłem przede wszystkim dlatego, żeby nawiązywał do ostatniego członu w nazwie stowarzyszenia. Najlepszy tytuł to „Winnica”, ale „Winnica” już była dwa razy. I oba kończyła nie najlepiej. Dlatego rzuciłem „Na winnicy” zakładając, że znajdą się krytycy i zaproponują lepszą nazwę. Do moich uszu nie dotarły głosy krytyków, ale podobno były. Co krytycy proponowali, nie wiem. Pewnie nic lepszego. Jest więc „Na winnicy” i ja jestem tym, który dostaje razy. Pochwały również. Prawdę mówiąc to więcej pochwał niż uwag. Znam zielonogórzankę, która pytała o „Nw” w kiosku. Niestety, w sprzedaży kioskowej tego tytułu nie ma i nie będzie. Na razie. Może będzie wtedy, kiedy znajdzie się bardziej operatywny redaktor naczelny, który zdobędzie pieniądze. Mnie zdobywanie pieniędzy zawsze szło jak po grudzie. Właściwie w tej kwestii byłem i jestem tępakiem. Ale, i to mnie usprawiedliwia, kiedy zabrakło mi argumentów i zostałem naczelnym, postawiłem twardy warunek: nie będę wnikał w sprawy finansowe. To i żebranie pieniędzy wziął na swoją głowę prezes towarzystwa. Ja staram się o teksty. Dosłownie się staram. W Zielonej Górze nie brakuje chętnych do pisania o przeszłości, czego się spodziewałem jako tako znając środowisko historyków, politologów, kulturoznawców, literaturoznawców uniwersyteckich. Brakuje chętnych do pisania o teraźniejszości, co przewidziałem sporo wiedząc o dziennikarzach. Nie chodzi mi o grafomanów i pismaków na każdy temat. Chodzi mi o osoby z werwą dziennikarską. Ile numerów „Nw” jeszcze się ukaże, nie mam pojęcia. Mam w głowie to, co powinno wyjść do końca 2018 r.

Redaguję więc „Nw” i piszę do „Nw”, co mi trochę wadzi, ponieważ od dawna piszę i gdzie indziej. Raz w tygodniu ukazuje się mój tekst na stronie www.echogorzowa.pl. Czasem jest to stuprocentowy „Jasny gwint”, czasem opowieść podlana literackim sosem. Od lat piszę do „Nowego Casnika”, tygodnika ukazującego się w Chociebużu po dolnołużycku. Rzadko, bo i „Pro Libris” ukazuje się rzadko, piszę do tego magazynu literackiego, który notabene wymyśliłem jeszcze jako prezes zielonogórskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Zresztą identycznie jak wydawnictwo o tej samej nazwie i Lubuski Wawrzyn Literacki. Wawrzyny naukowy i dziennikarski to nie moje dzieci, chociaż do tego ostatniego rękę przyłożyłem jako krytyk regulaminu.

Literacko 2017 rok był niezły. Nie najlepszy, tylko niezły. W gdańskim wydawnictwie Oficynka wyszła „Pomsta”, trzecia, a właściwie czwarta książka z cyklu z dziennikarzem śledczym Danielem Jungiem. Jest to najgrubsza moja powieść (508 stron). „Gdy biorę do ręki książkę tej objętości, zastanawiam się, czy pisząc ją autor myślał o czytelniku. O czasie, którego wymaga od odbiorcy na przeczytanie książki. Obawiam się, że Alfred Siatecki nie stawia sobie takich pytań. I że ciągle jeszcze nie nauczył się skreślać” – napisania recenzentka Krystyna Kamińska, co wziąłem sobie do serca. Jej zdaniem „jest to po prostu dobrze pomyślana i interesująca w rozwinięciu powieść kryminalna”. Tydzień po „Pomście” Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica” wydało zbiór moich opowiadań „Pozaduszki”. To rzeczy, których akcja dzieje się w historycznej Zielonej Górze, napisane w konwencji fantastyczno-naukowej. Recenzje ustne znam, pisemnych jeszcze nie ma. Która książka ukaże się w 2018 r., nie wiem na sto procent. Dwie propozycje z cyklu z redaktorem śledczym Danielem Jungiem mają wydawcy. Na początku grudnia zacząłem pisać siódmą powieść z tego cyklu. Tak więc będę mieć robotę przez cały 2018 albo i dłużej. Tytułów tych nowych rzeczy nie podaję wyłącznie dlatego, że jestem zabobonny. „Wstępne oględziny” to fragment powieści „Porąbany” (wyszła pod koniec 2016 r.), który ukazał się w magazynie „Policja 997”. Tam też była rozmowa. Odpowiadałem na pytania dziennikarzy papierowej i elektronicznej wersji www.echogorzowa.pl, „Łącznika Zielonogórskiego” i Polskiego Radia „Zachód”.

W 2017 r. dostałem statuetkę Zielonogórskiej Nagrody Literackiej „Winiarka”. Nagrodzona Lubuskim Laurem powieść „Porąbany” była wśród nominowanych do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Za opowiadanie „Coś ważnego do powiedzenia” dostałem trzecią nagrodę na międzynarodowym konkursie literackim im. Siegfrieda Lenza w Ełku. Osobiście jej nie odebrałem, bo kiedy szykowałem się do wyjazdu, nadciągnął orkan Ksawery i przez dwa dni pociągi nie wyjeżdżały z Zielonej Góry.

Napisałem kilka recenzji z książek autorów lubuskich, które ukazały się w „Pro Libris” i na stronie www.echogorzowa.pl. Uczestniczyłem w festiwalu literackim Afera Kryminalna w Gdańsku. Tam też odbyłem jedno z pięciu spotkań autorskich w 2017 r. Prowadziłem spotkanie z Elisabeth Herrmann, niemiecką sławą literacką uczestniczącą w festiwalu Proza Poetów im. Anny Tokarskiej w Zielonej Górze. Pracowałem jako juror konkursu literackiego im. Eugeniusza Paukszty w Kargowej i Nagrody Literackiej ZLP im. Andrzeja K. Waśkiewicza. Na Uniwersytecie Zielonogórskim prowadziłem zajęcia ze studentami, którzy uczą się kreatywnego pisania prozą. Nie wiem, ile moich książek wypożyczyli czytelnicy z bibliotek. Na pewno po nie sięgali, co potwierdziło Stowarzyszenie Autorów i Wydawców „Copyright Polska”, przelewając pieniądze z funduszu wypożyczeń na moje konto.

 Gdyby 2018 był co najmniej taki, jaki był 2017, byłbym umiarkowanie zadowolony. Mam na myśli rok literacki. Rok zdrowotny i rodzinny zanosi się na niezły.

Wyszukaj w blogu: