W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

... aż pęknie

2018-01-05 22:45:22, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Nie jestem za dekomunizacją ulic, placów i rond, rozwałką pomników, odbieraniem medali i tytułów, zamianą jednych patronów na drugich. Nie jestem też przeciwnikiem tej akcji. Jestem za historią, zdrowym rozsądkiem i kulturą, a przede wszystkim za tym, żeby nie urzędnicy, a mieszkańcy decydowali o swoich miastach, gminach, ulicach. Ja, podkreślam, patriotyzm rozumiem szeroko i głęboko. Patriotą jest ten, kto sprząta w swoim mieszkaniu, kto nie rzuca papierów na ulicy, kto nie bazgrze po ścianach, kto nie wrzeszczy, kto widzi słomkę w swoim oku, a nie zauważa belki w cudzym, nie wskazuje jedynie wrogów, kto przychodzi do pracy punktualnie i nie wychodzi przed czasem, kto ustępuje miejsca w tramwaju czy autobusie, kto podnosi się, gdy grają hymn państwowy, kto zna słowa hymnu i je powtarza itd. Wspominam o tym na początku, bo czuję, że balon nadmuchiwany z okazji stulecia niepodległości Polski niedługo pęknie. I winni będą nie ci, którzy naprawdę będą wini. Niech pęknie ten balon, ale żeby nie wybuchł.

Dekomunizacja ulic miała i dobrą stronę. Przecież gdyby nie decyzja rządowego urzędnika dotycząca zwolnienia Franciszka Walczaka z patronatu gorzowskiej ulicy, niewielu gorzowian by wiedziało, kim był ten Walczak, co i kiedy robił i dlaczego został patronem wylotówki w stronę Strzelec Krajeńskich. Gorzowianom udało się obronić ulicę 30 Stycznia. Nie obronili Wopistów, która teraz jest ulicą Pograniczników, czyli zamienił stryjek (wojewoda) siekierkę na kijek. Miał szczęście Zdzisław Morawski jako patron ogólnopolskiego konkursu literackiego, prowadzonego przez bibliotekę Herberta. Już nie można go zdekomunizować jako patrona konkursu prowadzonego przez publiczną instytucję, bo od dwóch lat nie ma tego wydarzenia w kalendarzu gorzowskich imprez. Czy obroni się Furmanka, nad którą świeci gwiazda Kazimierza Furmana, notabene poetyckiego wychowanka Morawskiego? Dalibóg nie wiem, czy Niemiec Carl Teike też może stracić patronat nad dorocznym, międzynarodowym przeglądem orkiestr dętych. Jak i nie wiem, jakie będą losy pomnika Ernsta Henselera na skwerze przy Łokietka, malarza urodzonego w przedwojennych Wieprzycach, ale jednak Niemca. Na mój nos kiedy wojewoda lubuski nie będzie miał co dekomunizować, weźmie się za deniemcyzację w Gorzowie i Zielonej Górze.

Już się wydawało, że w Zielonej Górze wojewoda nie będzie miał co dekomunizować. W południowej stolicy regionu radni miejscy wyprzedzili przedstawiciela rządu w województwie o ćwierć wieku, zamieniając w 1991 r. np. Janka Krasickiego jako patrona ulicy na biskupa Ignacego Krasickiego, gen. Aleksandra Zawadzkiego na Tadeusza Zawadzkiego „Zośkę”, Jakuba Szelę na Truskawkową. Jednak wojewoda coś znalazł, np. na niedawno przyłączonym do miasta Przylepie, gdzie ulicę 22 Lipca zamienił na Solidarności, 9 Maja na 8 Maja.

Teraz o Zielonej Górze, gdzie mieszkam. Moda na upamiętnianie zielonogórzan zaczęła się w 1961 r., kiedy Klementowscy zostali patronami ulicy na osiedlu Wazów (Jan Klementowski był pierwszym starostą zielonogórskim, obwinionym i oskarżonym przez władze zaraz po zjednoczeniu ówczesnych partii). 13 lat później patronem ulicy został Stanisław Cynarski, w zmarły w 1970 r. aktor zielonogórskiego teatru. Po 1989 r. worek się rozsupłał. Biskup Wilhelm Pluta dostał pod opiekę plac wokół konkatedry, ks. Edwardowi Grudzieckiemu radni oddali pod opiekę rondo pomiędzy Raculą i Starym Kisielinem, ks. Kazimierz Michalski jest patronem nowej ulicy przecinającej ogrody działkowe w pobliżu rezydencji biskupiej. Stamtąd blisko na ul. Jerzego Waszczyka, byłego dyrektora technikum budowlanego. Patronami ulic są m.in. chirurg dr Pieniężny w centrum miasta, winiarz Grzegorz Zarugiewicz na Winnym Wzgórzu, wykładowca politechniki prof. Zygmunt Szafran w kampusie uniwersyteckim. Zielonogórzanie jednak są najczęściej patronami rond: chirurg dr Albin Bandurski, historyk prof. Marian Eckert, malarz Klem Felchnerowski, dziennikarz i urbanista dr Tomasz Florkowski, pilot ppłk Edward Jaworski, pisarz dr Michał Kaziów, aktorka Halina Lubicz, wykładowca i wynalazca doc. dr Henryk Maćkowiak, kompozytor dr Roman Mazurkiewicz. Od ośmiu poetka Anna Tokarska patronuje festiwalowi Proza Poetów. W bibliotece Norwida są sale dr. Grzegorza Chmielewskiego i Andrzeja K. Waśkiewicza. Patronem sali wykładowej w kampusie uniwersyteckim jest prof. Kazimierz Bartkiewicz. Dr Michał Kaziów ma pieczę nad studiem w radiu Zachód. Zielonogórskie środowisko literackie przyznaje Nagrodę im. Andrzeja K. Waśkiewicza. W Wojewódzkim Ośrodku Sportu i Turystyki na Drzonkowie jest popiersie patrona tej instytucji Zbigniewa Majewskiego. Czy nadal patronem domu kombatanta jest Jan Lembas? Na to pytanie spotkałem dwie odpowiedzi (tak i nie). Na deptaku przed Muzeum Ziemi Lubuskiej znajduje się galeria mosiężnych płyt z wyrytymi nazwiskami znanych zielonogórzan, m.in. dziennikarza Zdzisława Olasa, archeologa Edwarda Dąbrowskiego. W biurze Rady Miasta leży długa lista nazwisk osób, sporządzona przez literatów, dziennikarzy i historyków, które zasługują na to, żeby ich czyny i nazwiska zostały na zawsze w historii miasta.

Są w Zielonej Górze tablice wskazujące domy, w których mieszkali znamienici twórcy niemieccy, np. poeta i kabareciarz Otto Birbaum przy Kupieckiej. Na cmentarzu Chynowskim pozostał odrestaurowany nagrobek poety Paula Petrasa. Na skwer u zbiegu ulic Niepodległości i Chrobrego ma powrócić fontanna i pomnik winiarki Emmy.

Patriotyzm to również stosunek do historii bez względu na to, jaka ona była. Nie zawsze i nie wszędzie przeszłość należy odświeża, ale nie wolno jej odrzucać. O przeszłości trzeba pamiętać i brać z niej to, co słuszne.

Wyszukaj w blogu: