W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emilii, Julinana, Konstancji , 19 sierpnia 2019

Zadziało i się zagrało

2018-01-21 22:09:28, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Miasto,

Od pięciu lat gorzowski saksofonista, wychowanek Małej Akademii Jazzu, Marek Konarski organizuje Pod Filarami jam session, na które zaprasza w pierwszą sobotę po Nowym Roku swoich kolegów, studentów i absolwentów uczelni muzycznych m.in. z Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Warszawy, Gdańska oraz Berlina, Odense i Kopenhagi. Wśród muzyków są laureaci polskich i zagranicznych konkursów jazzowych. Obecnie Marek jest studentem pierwszego roku na studiach podyplomowych elitarnego programu Solist na Danish National Academy of Music, Odense, Dania.

Na pierwszej imprezie w styczniu 2014 roku gościliśmy ok. 25 muzyków, w tym roku przez filarową scenę przewinęły się ponad 46 grających. Jeżeli do tego dodamy osoby związane ze środowiskiem jazzowym, które przyjechały do Gorzowa specjalnie na to wydarzenie, to w sumie gościliśmy w klubie ponad 50 osób spoza naszego miasta plus gorzowska publiczność, która szczelnie wypełniła salę koncertową. Jak ich wszystkich pomieściliśmy? Wygląda to tak, garderoba, tyły klubu, mała sala i wejście przed klubem, gdzie na dymku integrują się muzycy ze słuchaczami, jest okupowane przez muzyków. Na widowni jest gorąca atmosfera słuchania i grania. 

Dla mnie fantastycznym jest obserwowanie, jak ta impreza przeobraziła się od spontanicznego wybuchu młodzieńczej energii na początku ich organizowania do ciągle młodzieńczego żaru w muzyce, ale z zachowaniem dyscypliny scenicznej. Zmorą tego typu imprez jest to, że np. w jednym utworze na swoje solo czeka np. 14 saksofonistów i utwór rozwleka się do o granic percepcji słuchaczy. Już od dwóch lat Marek starał się przełamać ten układ. W tym roku utworzył ad hoc małe zespoły jazzowe, dodał do tego wokalistki, których w tym roku było pięć, dołożył też zapowiadanie każdego składu scenicznego, co powodowało że wykonawcy nie byli anonimowi i stworzył z formuły jam session widowisko koncertowe. Tu należy się wyjaśnienie, czym jest jam session. Jest to spotkanie muzyków jazzowych z różnych zespołów w celu wspólnego improwizowania na tematy ogólnie znanych melodii. Zrodził się to w latach 30. XX wieku, kiedy to muzycy po zakończeniu pracy (czytaj granie do tańca, a był to epoka swingu i dużych sal tanecznych) spotykali się w małych klubach i grali dla przyjemności. 

Jaka musi być siła w tej muzyce, że ta gromada młodych ludzi chce na jedną noc przyjechać do Gorzowa i wspólnie zagrać. A jadą naprawdę z daleka. Komu by się chciało z Lublina jechać samochodem, przyjechać i prosto z drogi wejść na scenę i grać. Im się chce. Dodać należy, że to jam session od pięciu lat jest pierwszą, na początku roku kalendarzowego, tak dużą imprezą jazzową skupującą tak licznie młode środowisko polskiego jazzu.

W tym roku w imprezie zadebiutowali po raz pierwszy młodzi gorzowianie zafascynowani tą muzyką. Imprezę otworzył, zasiadając za perkusją, 11-letni Adam Andruch. Zagrał też starszy od niego kolejny perkusista Mateusz Pogonowski. Obaj są uczniami nestora gorzowskiej perkusji Ireneusza Budnego. Zadebiutował Adam Matykiewicz grający na saksofonie altowym. Było coś fantastycznego patrzeć na Adama, elegancko ubranego z muchą pod szyją, który za perkusją był współpartnerem już doświadczonych muzyków. Sensacją jamu była 16-letnia saksofonistka Marta Wajdzik, która przyjechała do nas z Bielska Białej, a swoją grą nas poraziła. Strach pomyśleć, jak będzie grała za kilka lat. Marek Konarski na facebooku w miłej dyskusji napisał ,,Marta nie ćwicz tyle… daj nam pograć J”

Na przyszły rok już się umówili, żeby znowu najechać Gorzów. W tym roku ze względu na kolizję terminów koncertowych nie przyjechała w całości ekipa z Krakowa. Zapowiedzieli się na przyszły rok…, będzie się działo. Mamy wielkiego sojusznika tej imprezy. Jest nim gorzowski Hotel Mieszko. Bez tej pomocy ta impreza byłaby o wiele uboższa, no i o wiele droższa. Jesteście Państwo mecenasem gorzowskiego i polskiego jazzu. Dziękuję Wam za to.

Wyszukaj w blogu: