W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jadwigi, Leonarda, Teresy , 15 października 2018

Zamiast MIT jest mit...

2018-02-13 14:56:34, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Gdy w 2014 r. po raz pierwszy usłyszałem z ust ówczesnego prezydenta miasta, że planowana jest budowa nowoczesnej szkoły przy ulicy Warszawskiej miałem mieszane uczucia. Dotyczyło to przede wszystkim umieszczenia ponad tysiąca absolwentów gimnazjów w jednym miejscu. Moje wątpliwości przeszły w zadowolenie, gdy okazało się, że ma to być placówka kształcąca w dwóch najbardziej perspektywicznych zawodach dzisiejszych czasów: eletronicznym i mechanicznym vel mechatronicznym. Z uwagi na charakter miasta i nową wtedy perspektywę budżetową środków z Unii Europejskiej poszerzano spektrum kształcenia w Centrum Edukacji Zawodowej o „budowlańców”, mechaników samochodowych przeniesionych na Warszawską z ciasnoty przy Okrzei, logistyków i spedytorów. Wizja była zachęcająca dla absolwenta gimnazjum ze względu na fakt, że takiej szkoły nigdzie w całym województwie nie było. I nie będzie jak okazuje się. Przynajmniej przez kolejne lata.

Gdy wybory prezydenckie Tadeusz Jędrzejczak przegrał, to przegrała także koncepcja, z którą się utożsamiał w programie wyborczym a propos przyszłej szkoły. Z planu wypadł elektryk, a sama placówka zmieniła nazwę i projekt. Kolejny rok opóźnienia w rozpoczęciu jakichkolwiek prac został zaprzepaszczony. Gdy okazało się, że szkoła znalazła uznanie w oczach komisji oceniającej Zintegrowane Inwestycje Terytorialne można było przeprowadzić proces realizacji już wtedy. Niestety okazało się, że miasto zdecydowało o odłożeniu inwestycji o kolejne miesiące. Przedłużający się w nieskończoność remont Warszawskiej i Walczaka, zakup budynku Przemysłówki i pomysł budowy deptaka w centrum miasta nie pozwoliły na przyśpieszenie.
W marcu 2017 r. przedstawiono oficjalnie nowy projekt, którego finalizacja miała nastąpić w 2019 r., a więc w momencie gdy do szkół pójdą absolwenci Szkoły Podstawowej ośmioklasowej i rozpoczną naukę wg nowej podstawy programowej dla szkół średnich (pięcioletnich techników). Moment obliczony idealnie, bo nowy etap edukacji dla tysięcy uczniów w nowej szkole. Nie ma lepszego momentu na dobry start. Cisza jednak zapadła w magistracie.

21 czerwca 2017 r. w ruinach szpitala przy Warszawskiej na tle wchodzących w okres wegetacji drzew prezydent miasta i marszałek województwa podpisali umowę o dofinansowanie w ramach ZITów. Prawie dwadzieścia dziewięć milionów złotych miało popłynąć z zewnątrz dla inwestycji, którą wtedy szacowano na 70 milionów. Powtórzono także słowa o dotrzymaniu terminu realizacji inwestycji z uwagi na podpisaną z Urzędem Marszałkowskim umowę na mocy, której miasto zobowiązywało się w ciągu pięciu lat zbudować szkołę (umowę zawierał prezydent Tadeusz Jędrzejczak).

Minęło lato, minęła jesień i w styczniu 2018 r. miasto poinformowało o wyborze inżyniera kontraktu. Kim jest ten człowiek lub zespół ludzi jak czytamy na branżowych stronach? To instytucja mająca pełnić rolę nadzorczą w zakresie realizacji inwestycji w sferze technicznej jak i jakościowej. Problem polega na tym, że w kwestii CEZiB nie rozpoczęto nawet procedury przetargowej, w wyniku której ma zostać wyłoniony podmiot realizujący inwestycję! Przy okazji konferencji – jakby od niechcenia – wspomniano o tym, że termin wprowadzenia się szkół do nowej siedziby nie zostanie dotrzymany. Szach.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że szacowany koszt inwestycji w 2017 roku ustalono na poziomie  zbliżonym do siedemdziesięciu milionów trzystu tysięcy. W uchwale budżetowej koszt urósł jedynie o dwieście tysięcy złotych, a zakresu robót nie zmniejszono. To powoduje, że ewentualny przetarg (o ile wystartuje w tej kadencji) może zakończyć się fiaskiem, jak to było dwukrotnie w przypadku wylotówki na Gdańsk. To żółwie tempo w przypadku budowy szkoły nie jest niczym uzasadnione. Realizacja w żaden sposób nie zakłóci funkcjonowania komunikacyjnego miasta ani nie naruszyłaby w żaden sposób kondycji finansowej, bo na ten wydatek jesteśmy przygotowani co najmniej od czterech lat ! Dlaczego w takim razie zwlekamy? Nie wiadomo. Szach-mat?

Teraz skok w przyszłość, bo jesteśmy około 2030 roku. W Gorzowie funkcjonuje od września bieżącego roku szkoła, która w swoim zamierzeniu miała być krokiem w przyszłość, a stała się kolejnym technikum i szkołą branżową w mieście. Niestety, ale w minionej dekadzie zakończył się wielki projekt „zawodowcy w Gorzowie”, w którym szkoła nie mogła wziąć udziału, bo jej nie było. Miliony na rozwój otrzymały już istniejące placówki, a nową szkołę wyposażyć musiało miasto za własne pieniądze, bo środki z budżetu Unii Europejskiej też się skończyły wraz ze starą perspektywą. Na emeryturę odeszli nauczyciele, którzy jeszcze dziesięć lat wcześniej lądowali ze swoimi uczniami w rankingu PESPEKTYW w drugiej setce, a teraz już ich nie ma, bo nie ma kto uczyć tych uczniów. Już w 2018 r. dostrzeżono brak nauczycieli takich przedmiotów jak fizyka, matematyka czy chemia. Dziś, w 2030 roku brakuje już w ogóle nauczycieli, a zawodowców od mechatronika czy informatyka szukać należy w przemyśle, gdzie z powodzeniem pracują i zarabiają czterokrotnie więcej niż w szkole. W 2018 r. statystyczny nauczyciel w Polsce miał 43 lata i był kobietą. W 2030 roku nauczycielki przechodzą na emeryturę, bo mogą i chcą. To będzie wielki problem dla edukacji w ogóle. W Gorzowie także.

  
A co w naszej „Warszawskiej 48”?  Pierwszy problem to dojazd, bo w gorzowskich szkołach technicznych uczy się już blisko 70% uczniów spoza Gorzowa. Dwanaście lat temu (w 2018 r.) liczba ta oscylowała wokół 35%, ale nikt nie widział problemu. Nie otwarto żadnego nowego internatu, nie zadbano o lepszą siatkę połączeń autobusowych, a kolej wciąż jeździ spalinowymi lokomotywami zupełnie nie zintegrowanymi z godzinami szkolnymi podstawiając szynobusy pod te tysiące młodzieży opuszczających codziennie lokalne szkoły. Gorzowianie wcale nie mają lepiej. Przy Warszawskiej autobusy muszą jeździć dookoła jedną Jagiełły, która już dwanaście lat temu korkowała się nawet, gdy Sikorskiego była otwarta. Teraz ta ulica jest nieczynna dla ruchu kołowego, ale można sobie spacer zrobić, bo bezpiecznie i nic nie jeździ. Tramwaj jeździ, ale do pętli autobusowej przy Kostrzyńskiej też trudno dostać się. Uczniowie z Jeżyków, Chwałowic, Jenina muszą jakoś dojechać, bo do przystanku linii 106 prowadzi jeden tor tramwajowy i mijanka, a kursuje rzadko. Dawno temu prezydent Jędrzejczak przedstawił śmiały pomysł „centrum przesiadkowego”, potem powtórzył to w okrojonej wersji następca. Za deklaracjami nie poszły działania i nowoczesny dworzec dla wszystkich środków transportu odszedł w niepamięć.

Uczeń za dziesięć/dwanaście lat niestety będzie miał gorzej. Może w magistracie powinni pomyśleć o strategii oświaty, bo ta, która istnieje kompletnie nie przystaje do współczesnego Gorzowa.

Zakładam, że w tegorocznych programach wyborczych pojawi się hasło „edukacja”. Obawiam się, że na pobożnych życzeniach zakończy się dyskusja w materii fundamentalnej dla rozwoju miasta.

  

Wyszukaj w blogu: