W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Bogusława, Liwiusza, Tekli , 23 września 2018

Adam

2018-03-12 15:01:56, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Miasto,

Znam go bez mała od zawsze. Pojawił się w drugiej  połowie lat 90. w klubie jako anonimowy 12-13 uczeń szkoły Podstawowej nr 8 i zrazem słuchacz Małej Akademii Jazzu. Po jednych z zajęć podszedł do mnie i zapytał, czy może przychodzić na koncerty. Odpowiedziałem – oczywiście, jasne, że tak, ale po koncercie zadzwonisz do domu i ktoś cię z rodziny odbiorze. Tak się zaczęła moja z nim przygoda.

Pamiętam jego pierwsze próby muzyczne z Michałem Wróblewskim, pierwsze grania z Bradem Terry. Już wtedy było słychać, że mam do czynienia z kimś wyjątkowym. Potem w trakcie koncertów w Filarach Zbyszka Namysłowskiego, Janusz Muniaka doprowadzałem do sytuacji, że na moją prośbę pozwalali Adamowi wejść na jeden numer i z nimi zgrać. I Janusz, i Zbyszek od razu zaproponowali, żeby zabrać Adama na Jazz Camping na Kalatówkach. Pojawił się tam w roku 2001. Miał tylko 15 lat i wszystkich wówczas zachwycił. A przecież po drodze był jego występ w klubie u boku Billy Cobhma, Luluk Purwanto, Rene van Helsdingena. Znałem się z Rene z wcześniejszych dwóch występów w Gorzowie, więc zasugerowałem, żeby Adama zaprosili na scenę w trakcie swojego występu. Po tym koncercie Adam został zaproszony 2003 roku przez Rene na festiwal do Jakarty.

Krystyna Prońko, która była na tym koncercie, powiedziała o występie Adama u boku tych muzyków – ,,On ich zabił”. Następnie stworzył zespół Up To Date z kolegami z Rzeszowa. Jeździł do nich na próby lub organizował je w Filarach. Kawał drogi…, przesiadki, taskanie sprzętu muzycznego. Wracał, przysypiał na lekcjach w ogólniaku przy rondzie. Przez klub poznał gorzowskiego poetę Kazimierza Furmana, ten podpowiadał mu literaturę, przygotowywał do matury i jak trzeba było… pisał usprawiedliwienia ze szkoły. Wtedy Adam już prowadził intensywne życie koncertowe. Z czasem nauczyciele zapomnieli pismo mamy Adam, więc Kaziu musiał swoje dzieło kontynuować do końca Adasiowej edukacji w liceum. Miał do niego blisko. Kazimierz mieszkał tuż obok ulicy Mickiewicza, gdzie Adam miał po drodze do szkoły.

Po ukończeniu liceum dostał się na studia na Akademii Muzycznej w Katowicach. W wieku niespełna 20 lat został najmłodszym wykładowcą Małej Akademii Jazzu. Dzielił się swoimi doświadczeniami z Akademii, od której zaczęła się jego przygoda z muzyką jazzową, ale też opowiadał o swoich fascynacjach muzycznych. Potem wyjechał do Nowego Jorku, do kolebki jazzu. Tam, w tym tyglu kulturowym, w wyniku zdobytych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń, rodzi się w nim pomysł na jego muzykę, na kierunek, w jakim powinien podążać. Wrócił do Polski i zaczął ten pomysł konsekwentnie realizować. Skrzypce elektryczne zamienił na akustyczne. Jego fascynacja skrzypcami elektrycznymi była formą buntu przeciw temu, co nakładało na niego klasyczne szkolnictwo muzyczne. Był zbuntowany, ale już wtedy wiedział, w jakim kierunku chce zmierzać. Chciał zerwać z pewną tradycją, która go otaczała, szukał swoje ekspresji w muzyce. Nie jest tajemnicą, że nie ukończył szkoły muzycznej przy ulicy Chrobrego. Miał do wyboru pierwszy swój wyjazd na Jazz Camping na Kalatówkach albo występ z orkiestrą szkolną. Wybrał Kalatówki i do szkoły już nie wrócił. Szkoła go nie chciała. Jednak po zmianie skrzypiec na akustyczne wrócił do zgłębiania europejskiej muzyki klasycznej, polskiej muzyki ludowej, łączył tę wiedzę i tę estetykę ze swoimi doświadczeniami jazzowymi. Pomysł, który narodził się w Nowym Jorku, zaczął nabierać realnego kształtu.

Spotykamy się nim co dwa lata na dłużej z okazji realizacji spotkań z MAJ. Mamy czas na dłuższe rozmowy o życiu i muzyce. Tak było też w ubiegłym tygodniu. Wygospodarował tydzień, aby spotkać się z gorzowską majową młodzieżą. To, co zrobił, jakie wrażenie wywarł na młodych słuchaczach, powaliło mnie po raz kolejny. To, co mnie zachwyciło, polega na tym, że ewolucja, jaką przeszła jego muzyka w ostatnim czasie, znalazła odbicie w realizacji akademickich spotkań. Całą swoją narrację oparł na akustycznym brzmieniu skrzypiec. Grał tylko jeden numer stricte jazzowy z towarzyszeniem nagranej sekcji rytmicznej. Reszta była oparta na naturalnym, akustycznym brzmieniu skrzypiec. Muzyka została rozciągnięta miedzy jazzową improwizacją, klasyką, ludową tradycję i lekko wsparta elektroniką, żeby zbudować tło do swoich improwizacji. A młodzi słuchacze (IV, V, VI klasa i gimnazjum), rzuceni na głębokie wody jego muzyki, chłonęli te dźwięki w skupieniu. A to, co pokazał, grając na renesansowych skrzypcach techniką pizzicato …, to jego nowy świat muzyczny, który teraz penetruje i odkrywał przed młodymi słuchaczami. Przepiękne doświadczenie.

Cała Mała Akademia Jazzu to ciągle rzucanie tych młodych ludzi na muzyczne wody, które w ich wieku są dla nich obce. Jestem świadom, że obecnie ich doświadczenia muzyczne i fascynacje są inne. Ale kiedy ze sceny w ich kierunku emanuje prawda, to dają się ponieść tej muzycznej wodzie.

Tekst ten to krótka opowieść o Adamie Bałdychu, do którego zadzwoniłem dwa miesiące temu, złapałem go w Norwegii, z kolejnym zaproszeniem do udziału w MAJ, ale też powiedziałem – ,,Wiem, że dużo koncertujesz i jeżeli odmówisz, to nie będą miał pretensji”. I padła odpowiedź, która mnie wzruszyła – ,,Jestem wychowankiem Malej Akademii Jazzu, i tak długo, jak będę mógł, tak długo będę przyjeżdżał, dzielił się swoją muzyką”.

Wyszukaj w blogu: