W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2019

Koniec wieńczy dzieło

2018-03-18 21:58:46, Autor: Robert Gorbat | Kategorie: Miasto,

Czy sport jest sprawiedliwy? Tylko jeśli zgodzimy się z tezą, iż szczęście ma w tej dziedzinie wybitnie subiektywne znaczenie. Bo szczęście - czyli zwycięstwo - jednego oznacza prawie zawsze nieszczęście - czyli porażkę - drugiego. Często z poczuciem krzywdy, niesprawiedliwości i narzekaniem na źle ułożone regulaminy współzawodnictwa.

Do tego quasi filozoficznego wstępu  skłoniła mnie niedzielna wizyta w hali sulęcińskiego ,,ogólniaka’’. Rozegrał się tam ostatni akt dramatu pod tytułem: ,,Walka o pozostanie w pierwszej lidze siatkarzy’’. Ku zdumieniu fachowców, ba – całej sportowej Polski! – swój byt na zapleczu ekstraklasy uratowała miejscowa Olimpia. Klub z najmniejszego miasta w gronie pierwszoligowców, na dodatek z najskromniejszym budżetem. Sulęcinianie zepchnęli w drugoligową otchłań zdecydowanie wyżej notowany Aqua Zdrój Wałbrzych. Nasi siatkarze przez cały zasadniczy sezon wygrali zaledwie trzy spotkania i z najwyższym trudem wyprzedzili jedynie maturzystów ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. Przedostatnia lokata w tabeli pozwoliła im jednak zmierzyć się w play outach z bardzo leżącymi im -  w sportowym znaczeniu tego słowa – wałbrzyszanami. Lubuszanie najpierw wygrali jedno spotkanie pod Chełmcem, a w miniony weekend, już na swoich śmieciach, w dwóch meczach oddali rywalom tylko jednego seta. Biorąc pod uwagę dorobek całego sezonu, w pierwszej lidze powinni byli bezapelacyjnie pozostać gracze z Wałbrzycha. Ale regulamin rozgrywanego do trzech zwycięstw play outu dał  szansę na nowe życie sulęcinianom. I ci ją znakomicie wykorzystali. Było coś niezwykłego w patrzeniu na obydwa zespoły po ostatniej akcji  niedzielnego pojedynku. Gospodarze szaleli ze szczęścia, spowici kilogramami serpentyn polewali się szampanem i wpadali w objęcia swym fanom. A goście – przecież poważni, dorośli mężczyźni – leżeli na parkiecie i ryczeli jak dzieci.

- Od początku sezonu mówiłem, że dla nas liczą się tylko ostatnie mecze o utrzymanie. Cały czas mieliśmy świadomość tej szansy sportowego przeżycia i osiągnęliśmy swój cel – mówił bez ogródek uradowany twórca sulęcińskiego volleyballu, dziś prezes Olimpii Stanisław Szablewski. I nie próbował nikogo przekonywać, że sport jest sprawiedliwy.

Kilka miesięcy temu, przed grudniowym losowaniem grup finałowego turnieju piłkarskich mistrzostw świata,  swoje żale wylewali publicznie Hiszpanie. O co? A no o to,  że mają znakomitych piłkarzy, wybitną reprezentację, lecz mimo to nie znaleźli się wśród ekip, rozstawionych w pierwszym koszyku. I od  razu wskazywali winowajców swojego nieszczęścia – Polaków. Ci wyprzedzili ich w rankingu FIFA, zajmując pod koniec ubiegłego roku siódme miejsce głównie dlatego, że… bardzo mało grali. W trakcie udanych eliminacji do Mundialu  kadra Adama Nawałki prawie w ogóle nie rozgrywała spotkań towarzyskich, więc… nie miała gdzie gubić rankingowych punktów. Hiszpanie odwrotnie – chętnie umawiali się na sparingi, a pod koniec listopada stwierdzili, że nie wyszły im na zdrowie. W efekcie w Rosji będą się musieli zmierzyć w jednej grupie z mistrzami Europy, Portugalczykami. Czy ten system rozstawiania drużyn był sprawiedliwy? Przypomnijmy sobie, co w sporcie znaczy szczęście…

W zły początek i dobry koniec przez całą  zimę wierzyli też futboliści trzecioligowego Stilonu. Szybko otrząsnęli się po niezbyt udanej jesiennej rundzie i głośno zapowiadali, że wiosną będzie ich interesowała wyłącznie walka o awans do drugiej ligi. I co? Już w pierwszym meczu dostali bęcki od polkowiczan, którzy najwyraźniej pokazali naszym miejsce w szeregu. Oczywiście trzecioligowym, bo na wyższym poziomie wyżej przyjdzie poczekać gorzowskim kibicom przynajmniej rok. Chyba, że wydarzy się sportowy cud i nasza ekipa będzie mogła powiedzieć w cieplejszej porze roku, że…   sprawiedliwości stało się zadość.

Wyszukaj w blogu: