W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Grom  z nieba

2018-03-31 09:58:54, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Jak bardzo brakuje słów, jak trudno uniknąć patosu i sentymentalizmu.

Pozostańmy więc przy opisie sytuacji.

Właśnie odpoczywaliśmy po kilkugodzinnej podróży w niewielkim miasteczku w Górach Harzu dokąd wybraliśmy się na święta, gdy zadzwonił telefon. Janek Kaczanowski, przybity i smutny.

Czy wiesz, że zmarł Piotr Steblin Kamiński, zapytał. Natychmiast szok, zaskoczenie, gonitwa myśli. Naturalnie wiedziałem, tak jak wielu, o kłopotach Piotra ze zdrowiem, jesteśmy z tego samego bypassowego klubu, zresztą częste pobyty w szpitalu Piotr czynił tematem swych felietonów. Pisał o problemach służby zdrowia ze zrozumieniem, ale i sympatią dla pracujących tam ludzi.

To, że zwiastunem tej smutnej wiadomości był Janek Kaczanowski ma swój dodatkowy wymiar, bo Piotr pisywał o nim, o jego działaniach jako radnego, zdarzało im się publicznie wadzić o gorzowskie sprawy. Wiem jednak, że się lubili i szanowali. Zresztą Piotra trudno było nie lubić, wszyscy którzy mieli z nim jakikolwiek kontakt od razu czuli jego pozytywne nastawienie do ludzi, łatwo wyczuwalną empatię, łatwość rozmowy i  niezmiennie dobry humor.

Piotr całe swe dorosłe życie związał z Gorzowem, najpierw służąc w wojsku jako oficer jednostki piechoty na ulicy Myśliborskiej, potem pracując w różnych instytucjach miejskich, karierę zawodową kończył jako szef służby technicznej w gorzowskim teatrze, który ukochał mocno i szczerze. Znaliśmy się wówczas słabo, lepszy kontakt miały nasze małżonki, połączone wspólną pasją do filmu i nie tylko. Poznaliśmy się lepiej gdy Piotr rozpoczął swoją blogerską działalność, najpierw w portalu echogorzowa.pl, potem na własnym portalu prowadzonym z grupą przyjaciół. Zawsze pod tym samym tytułem „Ostatni przy  stoliku numer jeden”. Swoją blogerską twórczość traktował bardzo poważnie, z pilnością szkolnego prymusa regularnie i prawie że codziennie publikował swoje teksty, dzięki którym zdobył popularność i szacunek w całym mieście. Były to zazwyczaj teksty znakomite, w których Piotr objawiał się jako wielki erudyta, znawca sztuki i  teatru, pokazywał się jako człowiek któremu o coś chodzi, ale także jako mistrz anegdoty i świetny obserwator. Przekonywałem go często, że szkoda jego talentu na bieżące połajanki polityczne, choć zdawałem sobie sprawę, że jego temperament nie pozwala mu być obojętnym na gorzowskie nonsensy i niedoróbki władzy. Namawiałem go by skupił się na pisaniu wspomnień ze swego bogatego życia, bo w tym był naprawdę świetny, przecież to on właściwie wykreował legendę stolika numer jeden, więc w sposób oczywisty to właśnie on najbardziej nadawał się na to by opisać fenomen, ludzi i całą historię tego ważnego dla historii miasta zjawiska kulturowego. A tak pozostały tylko wyimki, pojedyncze anegdoty, przez co stolik numer jeden będzie czekał na swego historyka.

Teraz, gdy zabrakło ostatniego ze stolika numer jeden kończy się jakaś epoka w historii Gorzowa, nie ma już bowiem ludzi, którzy tworzyli atmosferę miasta w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jego wojewódzkość i wyjątkowość. Piotr jako członek tej gorzowskiej elity intelektualnej mógłby wiele o tym powiedzieć i napisać. Już tego nie zrobi, nie ruszy na turystyczne szlaki, na perfekcyjnie zorganizowane  wycieczki w towarzystwie swojej ukochanej Basi, z którą spędził najlepsze lata  życia. Nie było od dawna gór, kajakowych spływów, bo zdrowie już nie pozwalało, były za to piękne opisy wcześniejszych wypraw, których będzie nam teraz bardzo brakowało. Żegnaj Piotrze, odszedłeś jak każdy za wcześnie, jeszcze było tyle przed Tobą, jeszcze miałeś tyle do zrobienia.

Wyszukaj w blogu: