W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Antonii, Ignacego, Wiktora , 17 października 2018

Znowu mam najlepszego przyjaciela

2018-05-28 10:24:27, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Miesiąc temu odeszła Alma. Cholerne raczysko dobrało się do niej. Żyła dziesięć lat. Uważam, że dom bez zwierząt nie jest domem. To mieszkanie z meblami, gdzie się ogląda telewizję. Pies i kot powodują, że do czterech ścian chce się wracać. Postanowiłem więc, oczywiście po dyskusji w gronie najbliższych, że jesienią pojadę do schroniska dla zwierząt i przygarnę któregoś bidula. Podobnie miało być dwadzieścia lat temu, kiedy wprowadziłem się na Podolską. Wtedy Darek, kolega z redakcji, powiedział, że powinienem mieć psa. On ma labradorkę. Jaka mądra, jaka kochana. To pojechałem do schroniska. I wróciłem bez psa. Nie mogłem się zdecydować, którego bidula wziąć. Pomyślałem o rodzinie. Niech ona wybierze, a ja i tak będę się nim zajmować. Tego samego dnia redakcyjna Grażyna zapytała, czy już mam psa, bo jeżeli nie, to wieczorem przywiezie mi najlepszego przyjaciela. Jej znajomi się rozwodzą, podzieli wszystko, co było do podziału, został tylko pies, którego żadne nie chce. Gacek, owczarek belgijski, wyciągał mnie do lasu, na pola, do ośrodka na Drzonkowie dzień w dzień przez dziesięć lat. Po nim Alma. Też przez dziesięć lat, ale od szczeniaka. Ten trzeci pies, o którym rozmawiałem z żoną, jeszcze nie wiedział, że będzie miał budę na Podolskiej. A ja nie wiedziałem, czy to będzie owczarek niemiecki, czy polowczyk, czy coś podobnego. Jednego byłem pewien: pies, z którym pójdę do lasu, na pola, do ośrodka na Drzonkowie, musi być średni albo duży. Do jesieni zostało kilka miesięcy, bo wtedy miałem w planie wyjazd do schroniska, więc zdecyduję. Coś mi przypominało, że należę do tych facetów, którzy w sprawie psa nie umieją decydować. Jeżeli sam pojadę do schroniska, to wrócę z niczym, bo ja jestem z tych, którzy lubią wszystkie czworonogi i na których nawet wściekłe psy nie szczekają.

W połowie zeszłego tygodnia zadzwonił Marek z pytaniem, czy już mam nowego psa. Nie, odpowiedziałem. Dopiero jesienią mam w planie wyjazd do schroniska. To czy wezmę szczeniaka,on na to. Szczeniak ma dwanaście tygodni. Nie będzie duży, ale na pewno przyjazny. Rasowiec. Szczepiony. Beagle. Trochę kanapowiec, ale towarzyski, chętny do biegania, najlepiej się czuje tam, gdzie jest dom, ogród, przekonywał mnie Marek jak znawca beagle’ów . Jeżeli ja nie wezmę Bazyla, on będzie musiał oddać go do schroniska. Nie sądził, że pies to obowiązki, a on cały dzień jest poza domem, żona w pracy, dzieci w szkole. Cierpliwie, grzecznie wysłuchałem długiej przekonywanki i odpowiedziałem najkrócej. Tak. I zaraz pomyślałem, że znowu będę miał najlepszego przyjaciela.

Na razie Bazyl ślizga się po parkietach dużego pokoju. Sika i kupka. Oraz zjada wszystko, co mu dam. Potem zasypia. Budzi się. Tarmosi swoje zabawki. Oczywiście wyprowadzam go na świeże powietrze, co bardzo lubi, szczególnie że tam może dokazywać. Źdźbła trawy łaskoczą go w nosek, co on bardzo lubi. Za kilka tygodni przeniesie się do kojca, gdzie stoi pusta buda po Gacku i Almie. Będzie miał podwórze, skąd blisko do lasu, na pola i do ośrodka na Drzonkowie.

W 2010 roku wyszła moja książkowa opowieść „Psie kochanie”. To nie jest pamiętnik. To opowieść, do której Gacek i Alma przyłożyły swoje łapy. Dosłownie. Sporo w niej obserwacji, skojarzeń i podpowiedzi. Na czwartej stronie okładki wydawca napisał, że „Wyjątkowa powieść dla dzieci, ich rodziców, dziadków, bogatych i biednych, napisana z humorem. Wyjaśniająca, że pies to nie maskotka, a odpowiedzialność, ale i radość”.

Ps. Kot Julek, który dostał w spadku po kotce Julce miseczki i kuwetę, niedawno skończył pierwszy rok. Z Almą nigdy nie był na stopie wojennej, nawet pił wodę z jej miski i podjadał jej chrupki. Po śmierci Almy Julek był numerem pierwszym, co wykorzystywał. Teraz poczuł się tak, jakby przestał być najważniejszy, w czym jest ciut prawdy. Jego miejsce zajął szczeniak Bazyl, ale przecież nie na długo. Psy szybko rosną. Jestem przekonany, że Julek i Bazyl też będą kumplami. I najlepszymi przyjaciółmi. Tak było z Julką i Gackiem, z Julką i Almą, z Julkiem i Almą. A tak przy okazji: Julek jest najlepszym ogrodnikiem. Całe dnie i poranki spędza na czereśni, gdzie dojrzewają owoce, nad którymi krążą szpaki. Julek wyczuł, że tam może polować na ptaki, dlatego siedzi na drzewie. Korzyść oczywista: szpaki nie dziobią czereśni, a ja nareszcie wiem, jaki smak mają owoce w moim ogrodzie.

Wyszukaj w blogu: