W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edmunda, Marii, Marka , 16 listopada 2018

Inwestycje z myślą o przyszłości miasta

2018-06-27 10:11:58, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

Trudno jest przejechać przez centrum Gorzowa, a muszę codziennie dostać się na ul. Garbary, a później na Słoneczną. I tak jeżdżąc codziennie monitoruję postęp prac na rozkopanych ulicach miasta. Każdy postęp w tych robotach cieszy, a przede wszystkim daje nadzieję, że przyjdzie w końcu taki czas, że szybciej dojadę do swoich codziennych celów. Widzę z bólem serca jak sklepy przy Sikorskiego zablokowane remontem ulicy i te w bliskim sąsiedztwie po prostu bankrutują, a niektóre znajdują się na krawędzi upadku. Czy przetrwają? Jeden z wysokich urzędników powiedział tamtejszemu przedsiębiorcy, że przy takich inwestycjach ofiary muszą być, a jeżeli nie wytrzymają to są słabi i ich problem. Ciekawe urzędnika podejście do lokalnego biznesu. Znam czasy tzw. głębokiej komuny, ale nawet wtedy nie odważył by się żaden ówczesny komuch na takie podejście do obywateli. A tu dzisiaj młody człowiek epatuje libertyństwem, bezdusznością i wręcz objawem braku troski o tych, którzy podatkami stanowisko miejskie mu utrzymują. Nie znosiłem dawniej i dzisiaj też nie zniosę arogancji podszytej pychą urzędniczą! 

Ale nie o tym będę pisał. No właśnie… Jadę sobie po gorzowskich ulicach i widzę codziennie ogrom rozpoczętych i dalej rozpoczynanych robót, przede wszystkim drogowych. Kluczę po tych remontowanych ulicach, omijam zatory, wpadam w korki i to właśnie wtedy kiedy się najbardziej spieszę. Pokonuję w końcu jakąś uliczną blokadę i znowu nadziewam się na znak ślepej ulicy z koniecznością objazdu. Nie mam zwyczaju narzekać, ale czuję jakieś podenerwowanie kiedy na czas do firmy, do pracy dojechać nie mogę. A co dopiero mają robić klienci tych małych sklepików rodzinnych?  Oni w większości wybrali już konkurencję tam gdzie dojazd i parking dla nich stoi otworem.  Sklepikarze pocieszają się, że to tylko jeszcze najwyżej kilka miesięcy. Czy przetrwają i nadrobią straty? Wątpliwe.

Rozumiem, że przecież miasto rozpoczęło  gigantyczne roboty, w dodatku w części za unijne pieniądze, których bez przejściowych utrudnień nie da się przerobić. Codziennie zadaję sobie pytania, jak radzą sobie turyści w tym rozkopanym Gorzowie, czy przyjezdni choćby z Zielonej Góry.  Bo jak radzą sobie klienci tych małych sklepów to wiem: po prostu szukają łatwiejszego dojazdu do hipermarketów. Kolega mi mówi, że turystów prawie nie było przed robotami, teraz będzie ich jeszcze mniej, a zielonogórzanie właściwie nie mają po co tu przyjeżdżać od kiedy mają wielką zielonogórską aglomerację, a jak już przyjadą do nas to sobie poradzą i … jakoś wyjadą. Ale czy ponownie wrócą?  Jak będzie ładnie i ciekawie to wrócą, choćby zobaczyć  i sprawdzić, co też Gorzów Wlkp. solidnego zrobił w ramach ostatniego rozdania lubuskich funduszy - powiadam.  Prawdą więc  jest, że w historii Gorzowa Wlkp. nigdy nie było tak dużego budżetu skierowanego przede wszystkim na inwestycje drogowe, sięgającego ok. 300 mln złotych. Co by nie powiedzieć, to są inwestycje miejskie na dużą skalę,  nastawione na przyszłość Gorzowa Wlkp. i przez to muszą cieszyć i napawać optymizmem.

Na pierwszy rzut oka efekty korzystania z funduszy strukturalnych zasilające ten duży fundusz inwestycji drogowych, są widoczne i wydają się wielkim dobrodziejstwem napędzającym nasz rozwój. Jestem ekonomistą i finansistą i w ocenie z reguły się nie opieram na efekcie wizualnym. Prawdziwa ocena zjawisk gospodarczych to nie to co się widzi, ale to co się solidnie kalkuluje w dłuższym okresie czasu. Bo piękne i ładne często niewiele ma z ekonomiczności, a na pewno będzie źródłem przyszłych kosztów. Wpadła mi do rąk analiza pogarszającej się sytuacji Grecji, upadających finansów Włoch, które jeszcze w poprzedniej dekadzie były jedną z najbogatszych gospodarek UE, a także rosnącej w siłę niedawno, a teraz z ogromnymi kłopotami Hiszpanii. Te gospodarki dzisiaj bankrutują, są na kredytowej „kroplówce” UE, a raczej Niemiec jako najsilniejszej gospodarki europejskiej. W Grecji, którą uważamy za najważniejsze centrum starożytnej cywilizacji, emerytury obniżono o 30%, bezrobocie sięga ¼ obywateli, a co czwarty młody człowiek nie ma pracy. Podobnie dzieje się w Hiszpanii i Włoszech. Dlaczego? Tam przecież też się bardzo dużo ładnych i przydatnych przedsięwzięć inwestycyjnych robiło, i co?  Musimy sobie stawiać pytanie, czy nie idziemy tą samą drogą? Póki co,  zapoznamy się z polityką inwestycyjną Gorzowa Wlkp., która chyba jednak  jest naszym powodem zadowolenia. Gorzów Wlkp. startuje dzisiaj z niezłej pozycji, nie był zbytnio zadłużony, jak to bywa w wielu polskich gminach. Prezydent Gorzowa Wlkp. dużych inwestycji typowo kosztotwórczych raczej unika i trzyma się pewnej równowagi kosztowo-dochodowej. Realizowane inwestycje we wstępnej ocenie wydają się mieć charakter prorozwojowy.

No więc zobaczmy w co inwestuje Gorzów Wlkp., czy z tego kiedyś „chleb będzie czy same utrapienia”. Realizacja „Systemu zrównoważonego transportu miejskiego w Gorzowie Wlkp.” obejmuje zakup tramwajów, modernizację wręcz od podstaw trakcji tramwajowych i ulic z torowiskami, ale też budowę całkiem nowego centrum przesiadkowego. Jeżeli do Gorzowa Wlkp. ma wracać nowoczesny przemysł, a być może i powrócą ci, których bieda wygnała na Zachód, to te rozwiązania wpisują się w optymistyczny wariant naszego rozwoju. Całość ma kosztować ponad 90 mln złotych. Gdyby nie teraz, to w zasadzie chyba nigdy – jeździlibyśmy starymi z minionej epoki tramwajami,  po „rozłażących” się torowiskach ze starą i ciągle naprawianą trakcją elektryczną. W końcu po wielu latach dyskusji remont Kostrzyńskiej też już trwa. Może nie w takim zakresie jakiego byśmy sobie życzyli, ale w końcu nową dwupasmówką do osiedli i węzła przy S3  dojedziemy.                      

Na ponad rok czasu mieszkańcy muszą uzbroić się w cierpliwość z powodu niedogodności, z tramwajów przesiąść się na autobusy i nauczyć się omijać drogowe roboty. Z tymi dojazdami będzie łamigłówka, którą trzeba będzie codziennie rozwiązywać, jak np. z Wieprzyc dojechać do śródmieścia czy na Górczyn. Trochę ślimaczą się roboty przy ul. Sikorskiego. Jak miejska wieść niesie, brakuje robotników, a w dodatku trafiają tam na jakieś pozostałości minionych epok i tym zajmować się musi archeolog. Przedłużanie się remontu ul. Sikorskiego bardzo utrudnia funkcjonowanie małego i rodzinnego handlu w centrum. Właśnie tą ulicę wraz ze zniszczonym torowiskiem trzeba solidnie przebudować  komunikacyjnie aż do Wieprzyc.

Na 100-letniej estakadzie praca wre. Dwukilometrowy obiekt, którego remont warty jest ok 120 milionów złotych, trwał będzie przynajmniej do września. Jednak rozmiar robót i poziom skomplikowania może skończyć się poślizgiem. Ten solidny remont cieszy, bo przynajmniej za naszego i naszych dzieci pokolenia  będziemy mieć spokój z tym historycznym i tak charakterystycznym dla Gorzowa Wlkp. wiaduktem i jego niszami, które uzyskają nowy i atrakcyjny wygląd. Na remont i przebudowę czeka ul. Kazimierza Wielkiego, możliwe, że też Sulęcińska i już rozpoczęta cała Gwiaździsta. Na rozpoczęcie przebudowy czeka tez obiekt Centrum Edukacji Zawodowej, które powstanie na terenie byłego szpitala przy ul. Warszawskiej. Poziom uciążliwości dla mieszkańców z tytułu tych remontów jest duży, a szczególnie dla tego  small biznesu, którego funkcjonowanie graniczy z przetrwaniem. Miasto powinno pomyśleć, jak ulżyć tym gorzowskim przedsiębiorcom, którzy tracą bezpowrotnie na tych remontach dróg, jak im pomóc. Może radni powinni rozpatrzyć możliwość okresowego obniżenia lokalnego podatku, może tych najbardziej zagrożonych przez odcięcie klientom dojazdu całkowicie zwolnić z podatku gruntowego na czas remontu ulic. „Takie zwolnienia łatwo naszym rajcom przychodziły kiedyś wobec obcych, na pewno by się pochylono nad hipermarketem gdyby był blokowany remontem drogi dojazdowej. Ale lokalna firma? Ona jest słaba i nic się nie stanie jak zbankrutuje, słabe polskie musi upaść. A że to nasze, to gorzej dla naszego” –  tak się wyraził przedsiębiorca, jeden z bardziej pokrzywdzonych remontami ulic.  W gronie radnych, po za jednym znanym i odważnym mecenasem, jak na razie nie słychać wrażliwości na sprawy lokalnego biznesu ograniczanego, a nawet niszczonego blokadą dojazdu do ich sklepów i firm.  Należy mieć nadzieję, że co niektórzy inni radni też pokażą troskę o tych skrzywdzonych blokadą dojazdu do ich sklepów.

Bardzo ważne jest, że przy przebudowie dróg uwzględniono przebudowę chodników, zjazdów, na pewno prawo- i lewoskręty oraz tak potrzebne i deficytowe w mieście zatoki postojowe. Będzie też wszędzie nowa kanalizacja deszczowa, sanitarna i instalacja oświetleniowa. Kanalizacja deszczowa, to w wielu miejscach miasta wyjątkowe wąskie gardło, które ujawniło się podczas ostatnich ulewnych deszczów. Tą kompleksowość i solidność w planowaniu robót trzeba wyjątkowo pochwalić. A propos; dolny bieg Kłodawki jest nie uregulowany, zasypany gruzem, kamieniami i cegłami, a wiele ich dodatkowo spadło jeszcze do rzeki z remontowanego wiaduktu. To powoduje, że lustro wody podczas ulewy podnosi się w Kłodawce i zalewa w przyrzecznych domach piwnice, a woda cofa się przepełnioną kanalizacją deszczową zalewając wszystko dookoła. Nie należy się dziwić, że budynki nad Kłodawką pękają, a wiele z nich nadaje się już tylko do rozbiórki. To najczęstszy efekt zaniedbań w regulacji dolnej Kłodawki, którą to należy jak najszybciej ująć w planie melioracyjnym. Może jeszcze tą resztówkę budynków przy Kłodawce da się uratować czyszcząc koryto rzeki, obniżając poziom jej rwącego nurtu i likwidując podmakanie fundamentów.

Miasto ogłosiło zagospodarowanie skwerów przy filharmonii i muzeum oraz przy Łaźni Miejskiej. Będą nowe nasadzenia drzew, różnych roślin ozdobnych, pojawią się tam ławki, nowe chodniki i plac zabaw. Skwer przed Łaźnią uzyska nowy i atrakcyjny wygląd, nawiązujący do zabytkowego charakteru Łaźni. Przy nowo wyremontowanej ulicy Walczaka z rondem przy Białym Kościele daleko zaawansowany jest chodnik i ścieżka rowerowa. A na popularnym Kwadracie po remoncie tętni już życie. To wszystko ładnie wygląda, ale żeby to później utrzymać to trzeba mieć źródła dochodów do miejskiej kasy. Miasto o to zadbało i zaplanowało strefę przemysłową w rejonie  ul. Mironickiej i trasy S3. Pobliskim mieszkańcom  zbytnio się to nie podoba, ale innych terenów uzbrojonych na taką skalę miasto nie ma, a te tereny tuż przy trasie S3 są idealnie skrojone na strefę ekonomiczną, a bez niej , bez rozwoju przemysłu wszystkie te wymienione inwestycje byłyby tylko kwiatkiem do ładnego  miasta bez przyszłości.

Na koniec pozostało aktualne od wielu lat pytanie: co dalej z halą sportową? Ponoć prezydent miał powiedzieć: dołożymy starań i w ciągu dwóch lat rozpoczniemy, a pozwolenie na budowę mamy. Dobrze, że miasto nie zaczęło inwestowania od hali sportowej, choć ona jest potrzebna i na nią przyjdzie kolej. Parafrazując prezydenta USA chciałoby się powiedzieć dla przestrogi: ”Po pierwsze gospodarka, a potem zbytki, durniu” . Ale tego mówić nie musimy, bo rozsądek i roztropność w inwestowaniu widać. Trzymać kurs na rozwój i pobudzanie gospodarki, a scenariusz grecki ani włoski nam nie zagrozi, ale o tym napiszę w następnym EchuGorzowa.pl.

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: