W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edmunda, Marii, Marka , 16 listopada 2018

Jest takie miejsce

2018-07-07 13:45:31, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Są takie miejsca na ziemi, które jak w soczewce skupiają losy narodów i państw. I wcale nie muszą to być różne Warszawy, czy inne wielkie metropolie, których historie opisywane są na tysiąc sposobów na kartach podręczników.

W takie to właśnie miejsce ostatnio mnie wywiało, jak to mawia Renatka moja ulubiona sąsiadka z łamów EG. Stało się to za sprawą jednego z moich przyjaciół, który to miejsce sobie szczególnie upodobał, żeby nie powiedzieć ukochał. On trafił tam w poszukiwaniu jednego ze swych ulubionych kolegów z ław szkolnych i odnalazł go w Bornym Sulinowie. I o tym miasteczku będzie ta opowieść.

Jego dzieje układają się w ciąg wydarzeń niesamowitych i niepowtarzalnych, bo nie znam innej miejscowości, która w przeciągu niespełna wieku podlegałaby tylu metamorfozom i przeobrażeniem.

Najpierw mała wioseczka Linde położona na wschodnich kresach Rzeszy Niemieckiej stała się potężną bazą szkoleniową Wehrmachtu, której działalność inaugurował z wielką pompą sam Adolf Hitler. Po przegranej przez Niemców wojnie miejscowość wcale nie wróciła do Polski w ramach umowy jałtańskiej bo stała się z kolei miejscem stacjonowania 6 Witebsko-Nowogródzkiej Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej wchodzącej w skład Północnej Grupy Wojsk Radzieckich.

Na blisko pięćdziesiąt lat niemiecki Groß Born,  który nagle stał się pisanym cyrylicą Bornem Sulinowem znikł ze wszystkich map, będąc miejscem szczególnie chronionym i otaczanym tajemnicą, bo jak dziś już wiadomo w pobliżu były przechowywane głowice jądrowe i znajdowały się wyrzutnie rakiet SS-20. Tego wszystkiego można się dowiedzieć z borneńskiego odpowiednika berlińskiej East Side Gallery. Na poradzieckim płocie znajdującym się przy jednej z głównych ulic  miasteczka umieszczono piękne i bardzo ciekawe fotogramy ilustrujące złożoną przeszłość Bornego.

Zresztą takich fotogramów pokazujących Borne wczoraj i dziś jest więcej i składają się one na swoistą ścieżkę edukacyjną.

Ostatni żołnierze radzieccy wyjechali stąd jesienią 1992 roku, a dopiero w czerwcu roku następnego w  miejscowości formalnie utworzono polską administrację. Przez tych kilka miesięcy pozostawionego dobytku i budynków pilnowała z umiarkowanym powodzeniem kompania Wojska Polskiego. Nie brakowało bowiem szabrowników, którzy grasowali jak w 1945 w poszukiwaniu rozmaitych dóbr.

Pospiesznie sprywatyzowano najbardziej atrakcyjne budynki, zwłaszcza wille oficerskie, wśród których znalazła się także i ta zajmowana przez osławionego generała Dubynina.

Władze miasteczka stanęły przed niesłychanie trudnym zadaniem przygotowania bazy wojskowej do zupełnie odmiennych celów, nie tyle jej ucywilizowania, co ucywilnienia. Na ten cel przeznaczono potężne środki finansowe, w tym również europejskie, bo bez tego wykonanie tego zadania byłoby niemożliwe. W miasteczku pojawił się ówczesny wicepremier polskiego rządu nieco dziś zapomniany Henryk „Kobra” Goryszewski, który nie tylko zasadził symboliczną lipę (bo przecież Linde to lipa), ale i zadeklarował przekazania dużych pieniędzy z budżetu centralnego.

Dziś miasteczko posiada właściwie pełną infrastrukturę, jest praktycznie wszystko co potrzeba do wygodnego życia, a odremontowane i zaadaptowane budynki cieszą nowością i nowoczesnym wyposażeniem. Zresztą te procesy adaptacyjne i remontowe ciągle trwają, jest jeszcze sporo budynków straszących swym wyglądem, oczodołami pustych okien, zdewastowanych murów, dziurawych dachów. Jest także mnóstwo ofert sprzedaży mieszkań, bo pokoszarowe budynki stały się wygodnymi apartamentowcami.

I tu dochodzimy do kolejnej odsłony nowej borneńskiej historii. Bo o wiele ważniejsze od remontów, liftingów i adaptacji stało się zadanie utworzenie i scalenie społeczności miasteczka. Tu znów skojarzenie z rokiem 1945, kiedy to na „ziemiach odzyskanych” pojawili się osadnicy i repatrianci przybywający z różnych stron świata. Nie inaczej było i tutaj. Oprócz miejscowych, zamieszkujących nieodległe miejscowości w Bornem zamieszkało wielu przybyszy z różnych stron kraju, szczególnie dużo ludzi ze Śląska i innych bardziej zindustrializowanych części Polski poszukujących zieleni, pięknych krajobrazów i spokoju. Borne wszystkie te wymagania spełniło.

Jurek, emerytowany górnik z zagłębia miedziowego i Tolek, który przeprowadził się do Bornego z nieodległego Czaplinka nie ukrywali  umiłowania do małej ojczyzny, którą wybrali na jesień swojego życia. Podkreślali z satysfakcją, że takich jak oni jest w Bornem wielu. Mieszkańcy miasteczka stanowią dziś zwartą i aktywną wspólnotę dumną ze swego miasteczka, mających wiele fantastycznych pomysłów na wspólną zabawę i wspólne działania. Borne Sulinowo stało się słynne na całą Polskę ze swych militarnych pikników, z wielu atrakcji związanych z nieodległą przeszłością (przecież to Wał Pomorski, fragmenty umocnień i fortyfikacji, miejsc pamięci bo były tu przecież obozy jenieckie, w jednym z nich był więziony Leon Kruczkowski). Borne Sulinowo to także przepiękne krajobrazy, piękne lasy i jeziora, tajemnicza zatopiona wyspa,  spływy kajakowe, trasy rowerowe i piesze i wszystko co najlepsze. Jest tu mnóstwo turystów przyciąganych magią miasteczka, pewnie i nostalgią za PRL-owską przeszłością, której ślady są widoczne na każdym miejscu, a z czego władze potrafiły uczynić atut. Jest bogata baza noclegowo-turystyczna, jest wszystko co niezbędne do spędzenia aktywnie i ciekawie kilku dni.

O tym wszystkim gawędziliśmy przy piwie i białym winie serwowanym przez sympatyczną barmankę z Jurkiem i Tolkiem w barze „Pod Orłem”, miejscu jak to się dziś mówi, kultowym wśród bornowian. Był to jeden z pierwszych obiektów tzw. użyteczności publicznej, który podjął działalność na miejscu radzieckiej kantyny. Dziś, zmieniony nie do poznania, jest miejscem spotkań, pogawędek, potańcówek dla seniorów, koncertów żywej muzyki. Przy jednym ze stolików w miejscu zwykle przez niego zajmowanym jest tabliczka upamiętniająca owego szkolnego kolegę mojego przyjaciela emerytowanego komandora Zygfryda Fąferka, który zmarł niestety przed kilku laty. Przez wdzięcznych bornowian został zapamiętany jako inicjator wielu przedsięwzięć mających na celu zintegrowanie mieszkańców i popularyzację Bornego w całym kraju. Był człowiekiem ogromnych zasług, zainicjował między innymi w Bornem zawody w biegach na orientację, które dziś są memoriałem jemu poświęconym.

To właśnie dzięki ludziom takim jak komandor Fąferek są jeszcze miejsca gdzie Polacy nie skaczą sobie do gardeł, gdzie wspólnie działają dla dobra wspólnego. I choćby po to by się naładować taką pozytywną energią warto wpaść choć na chwilę do Bornego Sulinowa.

Wyszukaj w blogu: