W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Burakowatość kontra lewackość

2018-07-20 22:47:43, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Nigdy nie byłem zwolennikiem Andrzeja Leppera. Dziś przyznaję mu rację z powodu stwierdzenia „Wersal się skończył w dniu, kiedy Samoobrona weszła do Sejmu”. Padło to z jego ust w 2007 r. Od tego czasu wybrańcy narodu używają sobie, mam na myśli ich „złote myśli”. Radiowy plebiscyt o nagrodę „Srebrnych ust” to jeszcze Wersal. Czyż słuchacz nie roześmieje się, gdy usłyszy, co Leszek Miller powiedział o Aleksandrze Jakubowskiej: „Oprócz jej profesjonalnych umiejętności ma ona mężne serce w kształtnej piersi”. Albo zdanie skierowane przez Donalda Tuska do wicepremiera Jerzego Hausnera w obronie Zyty Gilowskiej: „Panie premierze – i mówię to w pana interesie – jeśli jest pan człowiekiem dobrze wychowanym i przyzwoitym, a na chwilę załóżmy, że ta ryzykowna hipoteza ma jakiekolwiek uzasadnienie, to proszę tu przyjść i przeprosić kobietę, którą pan obraził”. Nawet określenie „Pan jest zerem, panie pośle”, gdy Miller powiedział do Zbigniewa Ziobry, nie oburza tak, jak wypowiedź Ziobry: „W więzieniach jest ciasnawo i będzie jeszcze trochę ciaśniej”. I oburza to, co padło z ust polityka lewicy, mianowicie „Pani marszałek, ta naćpana hołota nie jest w stanie mi przeszkodzić”.

Moja pamięć nie przechowuje za dużo zdań obraźliwych czy wulgarnych albo wręcz chamowatych, które padły z lewej strony. Pewnie to sprawa wieku. A może wtedy, kiedy lewica sprawowała władzę, jej przedstawiciele bardziej ważyli wypowiedzi niż ci po nich? A może już wtedy obowiązywała u nich zasada, którą ujawnił Miller: „Nie wszystko, co przychodzi do głowy, jest myśleniem”. Szkoda, że tego nie biorą pod uwagę politycy obozu rządzącego i obecnej opozycji.

W moim notatniku jest sporo „złotych myśli” parlamentarzystów jednej i drugiej strony. Zapisuję je między innymi dlatego, aby podczas zajęć ze studentami pisania kreatywnego na Uniwersytecie Zielonogórskim mieć czym ilustrować upadek naszego języka. To znaczy niedouczenie i arogancję wypowiedzi tych, którzy uważają się za polityków. Oto kilka przykładów z ostatnich lat.

Stefan Niesiołowski do Antoniego Macierewicza: „Co ty możesz sobie życzyć, cymbale?”

Jarosław Kaczyński: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”.

Joanna Scheuring-Wielgus: „Jarosław Kaczyński jest tchórzem”. Na co wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki tak zareagował: „Ostrzegam panią, że pani oprócz sprawy w prokuraturze za przestępstwo, w którym pani uczestniczyła przedwczoraj, będzie ukarana również za tę wypowiedź”.

Krystyna Pawłowicz do Kamili Gasiuk-Piechowicz: „Mam apel właściwie do tej części sali lewej, żeby opanowała chamstwo lewackie swojej przedstawicielki, która bez obrażania kogokolwiek nie potrafi po prostu mordy otworzyć swojej”. I: „Proszę się nie odzywać, teraz ja mówię, pani myszko agresorko”. O posłach PO i Nowoczesnej: „Lewackie chamstwo robi chlew z komisji” [sprawiedliwości].

Jerzy Meysztowicz do Krystyny Pawłowicz: „Albo się pani uspokoi, albo wyleci stąd pani na zbity pysk. Pani powinna stąd wylecieć w ciągu pięciu minut. Dlaczego przewodniczący nic z tym nie zrobi?”

Borys Budka do posłów PiS: „Dokładnie jesteście Targowicą. To co robicie z polskim wymiarem sprawiedliwości, realizujecie scenariusz wschodni. To co jest w tej ustawie [o sądach], to jedno wielkie oszustwo”.

Małgorzata Wassermann do Jacka Rostowskiego: „Musi pan mieć straszny tupet, mając taki bałagan w ministerstwie”. I: „Jest pan źle wychowany. Najwięcej dziadostwa było u pana w ministerstwie”.

Ps.

Zamiast własnego komentarza cytuję wypowiedź socjologa, prof. Pawła Śpiewaka” „Większość polityków wydaje się nie wiedzieć, że język może służyć komunikacji, porozumieniu, przekonywaniu oponenta. Na polskiej scenie politycznej język staje się narzędziem bezpardonowej walki, poniżania przeciwnika, ranienia go”.

Wyszukaj w blogu: