W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Antonii, Ignacego, Wiktora , 17 października 2018

Podsłuchane przed gabinetem lekarza rodzinnego

2018-07-26 10:48:27, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

− I pani choruje?

− Czasem trzeba.

− A ile to pani ma latek? Pewnie dużo.

− Osiemdziesiąt osiem.

− A to w tym wieku nie wstyd chorować.

− Jak w każdym wieku.

− U starszego zdrówko ma prawo szwankować.

− Dziękować Bogu, moje nie często szwankuje.

− A moje często. Nie ma tygodnia, żebym nie przyszła do pani doktor. Wezmę tabletkę, żeby jedną, i jak ręką.

− Miałam wylew.

− A nie widać.

− Nieduży. To już nie to, co byłem przed wylewem. Kiedyś to ja... no... sama do lekarza. Prawa ręka jakaś taka.

− Przez nawozy.

− Jakie nawozy? Czyje?

− Wszystko, co jest w sklepie, to na nawozach. Człowiek to kupuje, je i choruje. Dawniej tak nie było.

− I dawniej były nawozy, tylko że rzadziej je stosowano.

− Mój ojciec miał jedenaście hektarów. Nigdy nie kupił kila nawozu. Ile było gnoju od krów, znaczy obornika za przeproszeniem, tyle rozrzucił po polu. I jakie żyto. Jakie kartofle. A buraki to... Nie przesadzam, trzeba było nie byle jakiego chłopa, żeby miał siłę wyrwać te buraki.

− Dziś inne czasy. Nowoczesność ułatwia życie.

− Dawniej ludzie tak dużo nie chorowali.

− Chorowali.

− Ale mniej.

− Mniej było lekarzy, to i mniej chorowali. Więcej leczyli się domowymi sposobami.

− Mój ojciec nigdy nie był u lekarza. Jak się zaziębił, to mama parzyła herbatę z lipy. Raz nogę złamał. I to gdzie? Na podwórku. Szedł do krów i się pośliznął. Z pół roku mama musiała tak koło niego.

− ...

− Przyjechała pani do syna?

− Tak.

− Dobrze mieć do kogo przyjeżdżać.

− Tak.

− Leszek panią przywiózł?

− Wnuczek.

− Nie pracuje?

− Pracuje.

− Gdzie?

− U swojego ojca, mojego syna. To dobry chłopak.

− Wnuczek?

− Leszek.

− Ha, ha, a ja myślałam, że syn.

− Syn też dobry.

− Mój co innego.

− Nie pije. Nie pali.

− Syn?

− Leszek.

− Żonaty?

− Syn?

− Wnuk.

− Najwyższy czas. Ale nie chce.

− Nie ma narzeczonej? Teraz trudno o akuratną dziewczynę. I żeby była ładna. Każda tylko patrzy...

− Ma narzeczoną.

− Ma? To czemu się nie żeni? Może on tak z kwiatka na kwiatek, jak to mówią? Nie chce? Pewnie. Po co, kiedy można się nie żenić i mieć to samo.

− Leszek chce. Ona nie chce.

− A czemu ona nie chce? Jakaś taka nowoczesna?

− Teraz jest samotną matką, to należą się jej pieniądze z opieki.

− Już mają dzieci?

− Zimą przyszło na świat drugie. Trzecie w drodze.

− Bez ślubu? Pani tak pozwoliła?

− Leszek ma więcej niż trzydzieści lat. To dobry chłopak. O, przywiózł mnie do przychodni.

Wyszukaj w blogu: