W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Się zaczęło

2018-08-20 20:31:03, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Dopiero co premier ogłosił termin wyborów samorządowych, a ja już mam ich dość. Jeszcze nie było formalnej kampanii, a już telewizje podawały nazwiska kandydatów, ich obietnice, hasła, coś jakby programy. Jak będzie wspaniale, jeśli ci kandydaci zostaną wybrani.

Przez dwa najbliższe lata wybory za wyborami. W przyszłym roku kampania i wybory do Parlamentu Europejskiego. Na razie według starej zasady, ale to jeszcze nic pewnego. Ten Sejm może wszystko. Po wyborach europejskich będą wybory prezydenckie, sejmowe i senatowe. Nie dam sobie ręki obciąć, że w międzyczasie może być jakieś referendum, np. dotyczące wyjścia Polski z UE.

Dopiero formalnie zaczęła się kampania samorządowa  i jak cała polityka w Polsce czy to za kadencji AWS-UW i PO-PSL, czy w czasach PiS ma przykrą woń. Wręcz cuchnie chamstwem, arogancją, pustosłowiem. Bierze się to chyba stąd, że ci, którzy dotąd dostawali pieniądze za bycie posłem / senatorem / radnym / ministrem / wojewodą / marszałkiem / starostą / burmistrzem / wójtem, zanim zajęli gabinety, niczym specjalnym się nie wyróżnili. Po prostu byli chętni. Co ciekawe, wśród funkcyjnych jest najmniej ludzi z poważnymi tytułami naukowymi, takich z osiągnięciami np. w wynalazczości, ekonomii, medycynie, muzyce, pisarstwie, sporcie. Chyba jednak to święta prawda, że tylko mądrzy ludzie zdają sobie sprawę z tego, czym jest polityka i dlatego nie mają ochoty zajmowania się tą dyscypliną. Mądrzy, do tego odważni, myślący im uczciwi ludzie. Nie twierdzę, że wszyscy. Dużo znanych mi kandydatów do władz uważa inaczej. Z ich punktu widzenia najważniejsze jest, żeby ugrupowanie, do którego należą, zdobyło jak najwięcej, to wtedy będzie miało najwięcej do powiedzenia. Nie do zrobienia, a do powiedzenia, wszak nasza polityka od gminy po rząd to głównie gadanie. To i plotą bzdury, że uszy bolą. Slogany. Bełkot. Napompowane zdania (vide: mowa głowy państwa 15 sierpnia). Bezmyślnie powtarzają to, co im ktoś przygotował w centrali partyjnej albo co usłyszeli na zebraniu, ale czego nie zrozumieli.

Politycy/kandydaci do władz traktują politykę jako posiadanie władzy, chociaż co drugi zapewnia, że służy, ale nie mówi komu. Pół biedy, gdyby chodziło tylko o formalne o sprawowanie władzy. Nawet o jakieś korzyści w postaci darmowej kawy, fundowanego obiadu, upominków, pokazania się w telewizji. A najgorsze jest to, że zasłaniają się tarczą z napisem „Suweren”. Głoszą, że skoro naród ich wybrał, oni więc w imieniu i z upoważnienia wyborców mogą robić to, co robią i co usprawiedliwiają jakąś koniecznością. Nie jestem codziennym uczestnikiem życia publicznego, takim co to sporo wie, rozumie, nie chodzę na wszystkie akademie, manifestacje, sesje, ale zaglądam do oficjalnych komunikatów, czytam ogłoszenia, słucham radia, gapię się na ekran telewizora, analizuję to i wyciągam wnioski. Jeszcze nie spotkałem się z czymś takim, żeby poseł/senator/radny przyznał się do błędu, przeprosił i zapytał wyborców, czy pozwolą mu naprawić to, co zepsuł. Albo zrezygnował z funkcji, bo doszedł do wniosku, że się nie nadaje. Wiem, rozumiem, że każdy wybrany działa na własną odpowiedzialność, ale bierze pieniądze z kasy państwa, do której wpływają moje podatki. Czyli i ja go utrzymuję. Na razie przestałem dawać żulom pod moim sklepem. Jeśli nic się nie zmieni, przestanę dawać na polityków.

Pomimo tego że trwa kampania do nowych samorządów, chciałbym dostać zaproszenie od tego dotychczasowego radnego w moim mieście, na którego głosowałem i posłuchać jego spowiedzi. Co mu się nie udało, co obiecywał i nie wyszło, za co przeprasza.

Ps. Podczas wyborów w 2014 r. jedna z kandydatek na radną w moim mieście, a funkcję tę pełniła od początku świata, dostała za mało głosów i przepadła. Żal do wyborców wylała na zebraniu osiedlowym. Przypomniała, że jako radna poprzedniej kadencji kupiła sobie samochód na raty. Nie jakąś tam pandę czy dacię. Kupiła porządne auto z klimą, dżipiesem i innymi bajerami, żeby było widać kto siedzi za kierownicą. Na spłatę rat przeznaczała część diety radnej. Pełna dieta w jej przypadku to było coś 24 tys. zł rocznie. Na tym zebraniu powiedziała, że będzie musiała sprzedać ten samochód. Z winy wyborców. Bo jej emerytury nie wystarczy na raty, utrzymanie domu, jedzenie, prezenty dla wnuków, datki na tacę itp.

Wyszukaj w blogu: