W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2019

Polityka rolna wpędziła polską wieś w  ślepą uliczkę

2018-08-25 10:53:50, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

Dzisiaj problemem naszego rolnictwa jest to, że producenci rolni, ogrodnicy i sadownicy są coraz biedniejsi

Trudno zaprzeczyć, że istnieje pilna potrzeba naprawy gospodarki, a w pierwszej kolejności odzyskania sektora handlu, odbudowy zniszczonego przemysłu i rolnictwa i spiąć to polską bankowością. Sektor rolny zasilany funduszami z dopłat do produkcji rolnej znacznie się wzmocnił. Polska od początku członkostwa w UE otrzymała na gospodarkę żywnościową ponad 47 mld euro. Dopłaty te były i są znacznie mniejsze od tych, które dostało zachodnie rolnictwo. Chłop polski dzięki  swojej pracowitości trochę wiatru w żagle  dostał i zaczął produkować znacznie taniej niż te zachodnie uprzywilejowane. Polityka dopłat UE spowodowała jednak, że nawet uprawy pietruszki i marchewki w zagrodach przydomowych przestały się opłacać i zaczęły masowo znikać. Pierwsze co zrobiono w Polsce to pozbyto się rodzimego handlu rolno-spożywczego. Hipermarketyzacja bez opamiętania to majstersztyk tzw. inżynierii ekonomicznej przeciw naszej gospodarce. Polityka rolna wpędziła polską wieś w  ślepą uliczkę, w której kierunku „jazdy” nie było widać. Bo jak odbudować to, co praktycznie przestało istnieć? Zlikwidowano system kontraktacji producentom rolnym, zlikwidowano punkty skupu płodów, miejski i wiejski handel, przetwórstwo rolno-spożywcze, ale przede wszystkim polikwidowano izby handlu zagranicznego, które pilotowały eksport produktów rolnych. Pamiętam przetwórnie w Dębnie i w Międzychodzie, czy skup warzyw i owoców w Gorzowskiej Spółdzielni Ogrodniczej na potrzeby wytwórni soków, na eksport i do przechowalni. Wspomnę tylko gorzowskie makarony, PZZ, nowoczesną jak na ówczesne czasy mleczarnię, zakłady mięsne w Gorzowie i Zielonej Góry, te wielkie gospodarstwa rolne wokół Gorzowa „pękające w szwach” z pełnymi oborami krów, bukatów mięsnych, owiec i trzody chlewnej. To wszystko w ostatecznym łańcuchu wytwórczym trafiało do dużych i nieźle prosperujących terenowych zakładów przemysłu spożywczego, ale i do mniejszych w każdej gminie pod szyldem PSS Społem czy Gminnej Spółdzielni. Jasne, że było to przestarzałe, nie przystawało do europejskich standardów i zamiast usprawniać i unowocześniać – likwidowano robiąc przestrzeń dla obcego kapitału. Premier Mateusz Morawiecki wspomniał, jak beztrosko wszystko niszczono, a teraz musimy odbudować. Na przełomie lipca i sierpnia br. przedstawił nową politykę rolną, która ma uzdrowić chory system tego sektora. Jest nadzieja dla rolnictwa, przemysłu spożywczego i także dla  gorzowskiego handlu rolnego - plan w ośmiu punktach:

- utworzenie  Narodowego Holdingu Spożywczego, zwiększenie sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych w handlu detalicznym prosto z zagrody, postawienie na rozwój żywności wysokiej  jakości, wsparcie rolnictwa na terenach górskich, przeciwdziałanie suszy, większe dofinansowanie paliwa rolniczego, zastępowanie importowanej soi polskimi roślinami białkowymi, rozwój rolnictwa  ekologicznego. Kilka dni temu minister rolnictwa zapowiedział powoływanie radców rolnych, którzy mają pomagać w intensyfikacji eksportu rolnego ze szczególnym uwzględnieniem średnich i małych gospodarstw. Zapowiada się rozsądny model sektora rolno-spożywczego.

Głównym dzisiaj problemem naszego rolnictwa jest to, że producenci rolni, ogrodnicy i sadownicy są coraz biedniejsi, a pośrednicy dyktujący niskie ceny w skupie są coraz bogatsi. Bliska mi znajoma prowadzi gospodarstwo ekologiczne, z którego płody musi sama sprzedawać na targowisku, bo do żadnego hipermarketu jej tego nie wezmą, a gdyby nawet wzięli to po cenach niewolniczej pracy. Ma hodowlę ekologicznych gęsi, a to istny horror i dyktatura pośredników. Widzę jak się męczy by przetrwać. Podziwiam ją widząc, jak wcześnie rano jedzie na targowisko by spieniężyć cokolwiek ze swej ekologicznej produkcji. W tych problemach nie jest odosobniona. W zeszłym roku, w jednym z  podgorzowskich gospodarstw sadowniczych widziałem stosy zebranej wiśni, przy których była kałuża wyciekającego soku, a u innego sadownika stosy jabłek, których nikt do przetwórstwa nie chciał. Gdzie indziej spotkałem hektary porzeczki i marniejącej truskawki, której nie opłacało się zbierać bo pośrednicy zaniżyli ceny skupu, a w dodatku sprowadzili tańsze z zagranicy. Owoców nawet nie opłaca się podnieść z ziemi, a co dopiero zrywać – mówi jeden z właścicieli sadu, który obficie mu obrodził. Zbieraj pan ile chcesz, bo i tak się zmarnują – mówił do mnie tydzień temu! W skupie proponują mi 60 groszy za kg jabłek, za 1 kg maliny może 30 groszy więcej – tym nawet nie zapłacę pracownikowi za ich zebranie. A na straganie i w hipermarkecie jabłka już po 2,50 zł. za kg, malina w małym pudełeczku 5-6 złotych, a śliwki po 3 złote. To wygląda na zmowę cenową! – krzyczy. Przecież ta rolna gospodarka jest chora –  mówi dalej mój rozmówca. Słusznie więc premier Mateusz Morawiecki powiedział, że trzeba polskie rolnictwo uzdrowić. Weźmy tylko kilka jego propozycji dobrej zmiany w rolnictwie. Podwyższono do  40.000 zł limit zwolnionych z podatku dochodowego przychodów rolnych sprzedaży detalicznej. Ma to ożywić handel rolny. Sprzedaż dopuszczona bezpośrednio u producenta, przed sklepami, w miejscach wyznaczonych przy chodnikach, w miejscach publicznych, na festynach, a przede wszystkim na targowiskach i straganach ułatwi zbyt rolnikom. W Gorzowie pojawiają się stragany z produktami prosto z gospodarskiej zagrody co świadczy o przychylności władz miasta do tej nowej polityki rolnej,  do rolniczego handlu. Trzeba jednak prawdę powiedzieć, że nie zadbano o nowoczesne giełdy i  targowiska, w które trzeba by było parę milionów zainwestować. Były nawet na to centralne fundusze. Nie poradzono sobie z giełdą na Baczynie, która aż się prosi żeby ją zrobić wielką regionalną giełdą towarowo-rolno-spożywczą niczym podwarszawskie Bronisze, Wielkopolska Giełda Rolno-Ogrodnicza pod Poznaniem czy Giełda Szczecin-Przecław. Na tle tych giełd dobrze zorganizowanych, te gorzowskie wyglądają jak ubogie krewne. Giełdy lokalne są warunkiem koniecznym wewnętrznego obrotu towarowego i bazy eksportowej oraz logistycznym ośrodkiem aktywizacji produkcji rolno-ogrodniczo-sadowniczej.

Z danych Instytutu Ekonomii Rolnej i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w 2017 roku eksport polskiej żywności przekroczył 26 mld euro i od 2003 roku wzrósł 5,5-krotnie, a w stosunku do 2016 roku wzrósł ok. 10 %.  Eksport produktów mleczarskich wzrósł w 2017 roku o 40 %. Polska w ciągu kilku ostatnich lat staje się rolną potęgą Europy i atrakcyjnym eksporterem światowym. Z tych optymistycznych dla rolnictwa danych powinien wnioski wyciągnąć magistrat, któremu nie powinno zabraknąć odwagi na rzecz wzmacniania obrotu rolnego w Gorzowie. Radni powinni rozumieć, że pojawia się nowa szansa rozwojowa, której warunkiem jest rolniczy handel, a szczególnie silne giełdy towarowe. Potrzebne też są dzisiaj dobre targowiska rolno-spożywcze na każdym osiedlu zapewniające niskie ceny i świeżą, i zdrową żywność prosto od producenta, lepszą niż ta w hipermarketach. Tym bardziej, że handel straganowy znacznie się wzmocnił po wprowadzeniu wolnych niedziel w hipermarketach, podaje IERiGŻ.

Po tzw. transformacji od 1989 roku zapalając „zielone światło” dla zachodniego wielkopowierzchniowego handlu, podcięto podstawy zwłaszcza dla drobnych i specjalizujących się gospodarstw rolnych oraz przemysłu przetwórczego. Po 2002 roku, w ciągu tylko 8 lat upadło w Polsce 665 600 gospodarstw rolnych. Tak „skręcono” model rozwoju gospodarki rolno-spożywczej, że nic rozwijać się nie mogło - poza oczywiście obcym kapitałem przejmującym nasz konsumencki rynek. Tylko w ciągu ostatniego roku zlikwidowano 14,3 tyś. placówek handlowych, przede wszystkim spożywczych (dane GUS). Od stycznia do czerwca 2018 r. zlikwidowano ponad 8,8 tyś. polskich sklepów, najwięcej spożywczych i odzieżowych. Te dwie branże wypychane są z polskiego rynku co na pewno odbije się też na polskiej produkcji.  Ekonomiści rolni mówią, że specjalistyczne gospodarstwa  rolno-ogrodnicze czy sadownicze  nie muszą być obszarowo duże, bo wystarczy kilka hektarów na uprawę cebuli, marchewki czy pietruszki, do uprawy ziół  leczniczych i przyprawowych, czy groszku i fasoli konserwowej.

Ówczesne państwo polskie nie miało woli aby stworzyć kompleksowe warunki specjalizacji małych gospodarstw. Ze wsi polskiej, także z tych przy gorzowskich wiosek, ruszyła wtedy ogromna emigracja na zachód. Pojawiło się bezrobocie we wsiach i małych miastach popegeerowskich, stąd tyle tam problemów łącznie z powszechnym pijaństwem. Teraz  trzeba tę po transformacji „drogę do dobrobytu” pilnie i z ogromnym wysiłkiem naprawiać. Nowoczesne rolnictwo i ziemia w rękach polskiego rolnika jest podstawowym warunkiem strategicznego bezpieczeństwa żywnościowego, warunkiem przetrwania i suwerenności. Ziemi trzeba bronić niczym niepodległości, bo  „tyle wolności ile polskiej własności„. O mało co, a powstały by wielkie latyfundia, jak magnackie ksiąstewka na tysiącach hektarów, niczym obce wyspy na polskiej ziemi. Z lasami było by podobnie i całe szczęście, że tym liberalnym reformatorom zabrakło czasu na dokonanie dzieła zniszczenia z konsekwencjami na setki lat. Lasy konstytucyjnie powinny pozostać zawsze państwowe i być naszym wspólnym dobrem. Tego trzeba się domagać od naszych posłów i senatorów.

Kolejną i bardzo ważną zapowiedzią premiera M. Morawieckiego jest Utworzenie Narodowego Holdingu Spożywczego, którego głównym zadaniem będzie wprowadzenie mechanizmu stabilizacyjnego cen, ułatwienie rolnikom sprzedaży bezpośredniej i walka np. ze skutkami suszy.

- Będziemy do tego dążyć, żebyśmy kontrolowali poszczególne kategorie produktów rolnych odpowiednio wcześnie w procesie wegetacyjnym. Wiosną, dla owoców miękkich, a nie kiedy jest za późno – powiedział premier M. Morawiecki. Zapowiedział także odbudowę państwowej interwencji w rolnictwie i stworzenie specjalnej państwowej grupy produkcyjnej. Rolnicy mają otrzymać pomoc w rozwijaniu produkcji ekologicznej i wolnej od GMO, co może być polską specjalnością. To nawet rozsądnie wszystko wygląda i właśnie dlatego należy spodziewać się, podobnie jak z kornikiem drukarzem w Puszczy Białowieskiej, koalicji sprzeciwu sił własnych i obcych, co może być trudna do pokonania. „Istnieje bowiem tylko jeden sposób zdemaskowania pustych haseł i fałszywych doktryn… Sposobem tym jest rachunek ekonomiczny” – powiedział Ludwig von Mises. Ten rachunek polskiej gospodarki, o dziwo, jest jak dotąd wyjątkowo dobry i wprowadza w zakłopotanie niejedne siły w UE, które wcale nie życzą Polsce wybicia się na światową podmiotowość z rolniczą samowystarczalnością.  Mam nadzieję, że właśnie teraz dla gospodarki rolnej uruchomiona została właściwa droga rozwoju po przez naprawę tego co dotychczas zdążono zepsuć. Gorzów,  jako największe miasto w kierunku na Berlin i dalej na zachód, może stać się głównym ośrodkiem w wewnętrznym i zagranicznym obrocie rolno-spożywczym zachodniej Polski z wzorową w tym względzie giełdą towarową, silnym Gorzowskim Handlem Hurtowym, nowoczesnymi targowiskami i sklepami rolnych grup producenckich na każdym osiedlu oferujących ekologiczną zdrową żywność. To jak na razie wydaje się być główną drogą do odzyskania handlu rolno-spożywczego. Jest tylko jeden warunek powodzenia: wiedza, determinacja i praca  Pro publico bono.

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: