W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Bachus na prezydenta miasta

2018-09-16 11:39:26, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

W Zielonej Górze miejskiej, wiejskiej i znowu miejskiej mieszkam od 45 lat. Na Winobraniu, chodzi mi o to, co się dzieje w mieście na początku września, o Dni Zielonej Góry, byłem może pięć razy. Byłem tylko dlatego, że przyjechali goście, więc robiłem za przewodnika. Zawsze był i jest ten sam problem: do centrum, gdzie to wszystko się dzieje, można się dostać jedynie piechotą lub miejskim autobusem. Wjazd samochodem do niektórych zakątków śródmieścia może by się udał, ale zaparkowanie to bańka mydlana. W trakcie Winobrań, mimo że działo się dużo, miało to jakiś taki ludyczno-odpustowy charakter. No, może w ostatnich latach było bardziej wyniosłe, co powtarzam po znajomych, którzy lubią szwendać się po mieście w winobraniowe dni.

W tym roku bardziej z musu niż z ochotą i ja w poniedziałek, 10 września, wyszedłem z domu. Miałem załatwić sprawę w firmie nazywanej operatorem sieci komórkowej. Może bym ją załatwił, gdyby nie to, że nagle, a była godzina przedpołudniowa, zabrakło prądu w śródmieściu. Brak prądu w tej firmie, posługującej się komputerami, to koniec świata. Na sucho asystentka klienta jest bezradna, trzeba więc czekać, aż wróci prąd. Dlaczego brakuje prądu, tego nikt nie wiedział, tym bardziej że takie zjawisko jak brak prądu w poniedziałek o jedenastej nie występuje w mieście wojewódzkim. Od zaprzyjaźnionego adwokata, który wyszedł z kancelarii, bo też jest skomputeryzowany, usłyszałem, że to przez Winobranie. Tyle się dzieje w mieście, tyle imprez, tyle kramów, tyle muzyki, tyle wszystkiego, co działa na prąd, że limit dostarczenia prądu do śródmieścia został przekroczony. W piątek sytuacja się powtórzyła. Tym razem znajomy kustosz z muzeum powiedział, że to przez Winobranie. Za mało prądu i za dużo imprez. Linie przesyłowe nie wytrzymały takiego obciążenia. Pomyślałem, że gdybym kandydował na prezydenta miasta albo radnego, natychmiast dopisałbym do swojej ulotki, że zrobię wszystko, aby w przyszłości zamienić kable elektryczne na grubsze. Prawdę mówiąc, to kampania wyborcza do samorządów zginęła w winobraniowym kotle, podlanym miejscowym winem. Za ludowej Polski goście winobraniowi pili winko z Bułgarii, Węgier i Związku Radzieckiego, to znaczy z Gruzińskiej i Mołdawskiej SRR. Ta Polska pozwoliła zielonogórskim ochotnikom na zakładanie winnic i w konsekwencji tego na produkcję wina, co widać podczas Winobrania. Ile kramów wystawili winiarze, nie byłem w stanie policzyć. Na oko wszyscy się pokazali, a nawet ci z Pszczewa. O smaku miejscowego wina nie mam ochoty się wypowiadać. O cenach również. Ja wolę wino z Mołdawii i Gruzji, ale to może skutek tego, że pić zacząłem w ludowej Polsce. A może i dlatego, że trunek z Mołdawii i Gruzji kosztuje dużo mniej niż z zielonogórskich wzgórz. Zmieniło się i to, że dawniej napranych wywożono za miasto do lasu. Nim taki wrócił do miasta, już był trzeźwiutki. Teraz las jest w mieście, to najbardziej naprani trafiają do izby wytrzeźwień.

Nie jestem przyjacielem Winobrania nie tylko dlatego, że nie ma gdzie postawić samochodu i wino za drogie. Nie jestem przyjacielem także dlatego, że przejście od placu Pocztowego przez Stary Rynek do placu Bohaterów, a to najwyżej kilometr, w winobraniowe dni zajmuje mi godzinę z okładem. Kram stoi przy kramie. Ogródek winny obok ogródka. Człowiek przy człowieku. Większość to przyjezdni. Miejscowi raczej podejmują gości i czekają na zakończenie święta miasta. W tym roku zagęszczenie było co najmniej takie jak 11 listopada zeszłego roku na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu. Zagęszczenie spowodowali nie tylko przyjezdni z bliższych okolic, bo i z dalszych, to znaczy wyższej klasy artyści, których najczęściej się widzi na ekranie telewizora.

Naprawdę w tym roku wszystkiego było dużo. Tyle samo co podczas Lata Muz Wszelakich albo i jeszcze więcej. Zaczęło się od poświęcenia pomnika świętego Urbana, który jako patron miasta stanął na placu Powstańców Wielkopolskich, gdzie przez blisko rok budowlańcy wycinali drzewa, układali kostki, stawiali ławki z plastikowymi oparciami i gdzie już koncertowali filharmonicy. Potem było cichutkie otwarcie przebudowanego parku na Wzgórzu Winnym, gdzie stoi Palmiarnia i gdzie stanęło I love Zielona. Dociekliwi twierdzą, że za cztery lata, kiedy znowu będzie kampania do samorządów, kandydat na prezydenta wpisze do swego programu uzupełnienie napisu o Góra. Czy do otwarcia domu kultury dzieci i młodzieży, dokąd przeniósł się Dom Harcerza, doszło przed otwarciem parku Winnego, tego nie jestem pewien. Zawodów sportowych w ciągu winobraniowego tygodnia było tyle, że nawet w mass mediach zabrakło miejsca na informowanie o nich i o wynikach. Ze zdarzeń kulturalnych utkwił mi w pamięci kiermasz książek wydawnictwa Pro Libris i zbędnych tytułów w Norwidzie. Prezydent rozdał nagrody kulturalne. Muzeum Wina zaprezentowało winnicę Kinga ze Starej Wsi. Muzeum Ziemi Lubuskiej razem z Archiwum Państwowym pochwaliło się archiwaliami wywiezionymi z Grünbergu przed wojną do Breslau i dopiero teraz przywiezzionymi do Zielonej Góry. Były Winobraniowe Spotkania Teatralne z moim udziałem, tzn. obejrzałem „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” w wykonaniu aktorów gorzowskiego teatru. Wybrałem się na ten spektakl dlatego, że byłem ciekawy nie tyle gry aktorskiej, co inscenizacji. Tę sztukę widziałem w wielu teatrach. Podobała mi się gorzowska inscenizacja.

Zamiast puenty

W wielu moich książkach są epizody winobraniowe. W powieści „A jednak będzie noc poślubna” (Zielona Góra 2007) jest to: „... gdyby zapytać pijaczka w Szczebrzeszynie, co wie o Częstochowie, klasztor i cudowny obraz Matki Boskiej, odpowie dumny z siebie, byłżem na pielgrzymce, pochwali się, a co o Krakowie? kościół Mariacki, może przypomni sobie o Wawelu i Sukiennicach, co pan wie, na przykład, o Szczecinie? leży nad morzem, nie nad morzem, lecz nad Zalewem Szczecińskim, do którego wpada Odra, ale niech będzie, a co pan słyszał o Zielonej Górze? wiadomo, cmoknie z zachwytem, winobranie! jest to jedyne miasto w Polsce, gdzie przez tydzień prawie wszyscy chodzą pijani, życie jak w raju, nic nie trzeba robić, tylko pijesz i pijesz, wytrzeźwiejesz i znowu sięgasz po szklankę z winem”.

Wyszukaj w blogu: