W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Dalidy, Juliusza, Łucji , 13 grudnia 2018

Słowa haniebne

2018-09-29 22:27:28, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Znajomy zapytał mnie, czy już widziałem ten film. Nie podał tytułu, tylko mrugnął jakby się kogoś obawiał, chociaż byliśmy sami na ulicy. Domyśliłem się, że chodzi mu o „Kler”. Rozciągnąłem ręce, co oznaczało, że jeszcze nie widziałem. A ja już mam to za sobą, pochwalił się znajomy. Opowiadał o tym filmie z takim przejęciem, jakby był nie z tej ziemi. Jakby do wczoraj żył w innej Polsce i nagle znalazł się w Rzeczypospolitej. Jakby nigdy nie słyszał i nigdzie nie czytał o księżach, którzy po pijaku wsiadają do samochodów, bywają incognito w agencjach towarzyskich, mają kochanki, które nazywają gosposiami, posyłają swoje dzieci do zagranicznych uczelni, są pedofilami. Czyli są takimi samymi Polakami, jak ci, którzy nie noszą koloratek. Film Smarzowskiego „Kler” ilustruje zasadę: nie jest ważne − co mówią; ważne – żeby mówili. Może obejrzę ten film. Może nie obejrzę. Najpierw wybiorę się na „Kamerdynera”.

Na razie przecieram oczy z powodu innego zdumienia.

Marcin Matczak, przeze mnie traktowany niemal na równi z prof. Ewą Łętowską za odwagę mówienia i mówienia takim językiem o prawie, że nie muszę zaglądać do słownika wyrazów obcych, napisał na Twitterze coś, co mnie zwaliło z nóg. Chodzi o odpowiedź na tekst Piotra Wielguckiego. Gdyby nie ta odpowiedź, nie wiedziałbym: kim jest, co robi, gdzie żyje Wielgucki. Już wiem, że Wielgucki mieszka na Dolnym Śląsku, jako bloger pisze na stronie „Matka Kurka”. Zdaniem „Gazety Wyborczej”, jak Wielgucki coś pisze, to tak, żeby było nim głośno. Było o nim głośno na przykład wtedy, kiedy napisał, że „Owsiak poleciał do Nowego Jorku, korzystając z biletów przekazanych przez LOT na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy”. Sprawę przegrał w sądzie, co go kosztowało 19 tys. zł. Innym razem nazwał Lecha Kaczyńskiego chamem.

Pomiędzy prof. Wojciechem Sadurskim i Wielguckim rozgorzała dyskusja na Twitterze. Włączył się do niej dr hab. Marcin Matczak, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładowca na warszawskim wydziale prawa napisał do Wielguckiego tak: „Kiedyś mówiłeś, że twoja córka idzie na prawo do Wrocławia, prawda? Wyślę ten twój defekacyjny tekst moim kolegom z Wydziału i poproszę, żeby go omówili na zajęciach w Jej grupie jako przykład mowy nienawiści. Zobaczymy, jak będziesz piszczał, jak wróci do domu”. To groźba tego, którego ceniłem za inne myślenie niż prawników z wykształcenia, podlizujących się rządzącym. Którego głośne myślenie mnie odpowiada. Ceniłem. Po tej pisanej wypowiedzi mam tylko jedno wyjście: przestać podziwiać Matczaka. Matczak ma dwie twarze. Co innego mówi wtedy, gdy jest na wizji. I co innego, gdy pisze. Dotąd wierzyłem, że to, co wypowiada na wizji, nie jest fałszywe. Nawet kiedyś pomyślałem, że chciałbym studiować prawo u takiego wykładowcy. Po ostatnim wpisie Matczaka – odeszła mi ochota.

Nie znalazłem niczego, co usprawiedliwia głos Matczaka. Nawet wypowiedź Wielguckiego „Marcin, gdybyś ty mnie miał za kulturę wyższą to bym sobie żyły wypruł. Jesteście »Kałmuki stepowe« z jednej miary krojone. Cham to jesteś ty @wsamraz i ten kelner @WojSadurski, tępe z was chamy, które za każdym razem będą brać w pysk, jak słowem pisną. Rozumiesz, czy poprawić?”

Ps.

Dotychczas haniebne określenia padały z ust tzw. polityków. Jarosław Kaczyński zawołał do opozycji w sejmie: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata! Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami!” Stanisław Piotrowicz nazwał sędziów „zwykłymi złodziejami”. Krystyna Pawłowicz ostrzegła marszałka, że „Bydło poselskie z lewej strony sali zagraża sejmowi, posłom i polskim instytucjom”. Akurat ci tzw. politycy nie są z mojej paczki, więc się za nich nie wstydzę i te wypowiedzi puściłem mimo uszu. Ale żeby Matczak, profesor nadzwyczajny na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego, twarz mojej telewizji, też nie panował nad słowami?

Marcin Matczak to jeden z tych, których podziwiałem i ufałem.

Wyszukaj w blogu: