W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Michaliny, Michała, Piotra , 19 października 2018

Karty na stole

2018-10-01 15:33:04, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

I już właściwie wszystko wiadomo. Rzutem na taśmę zarejestrował się do udziału w tegorocznych wyborach do Rady Miasta jeszcze jeden komitet – FG (pomysł ze skrótem fajny, jego natomiast rozwinięcie nieco infantylne), z własnym kandydatem na prezydenta. W ten oto sposób mamy tych komitetów pięć i pięciu kandydatów do najwyższego urzędu w mieście. Stawce przewodzi wyraźny faworyt, obecnie urzędujący prezydent Jacek Wójcicki, którego kampania póki co toczy się w nieco ospałym tempie i bez szczególnych fajerwerków. Może to skutek pamięci o poprzedniej kampanii, gdy wystarczyły dwa tygodnie aktywnej działalności billbordowej i szumu wywołanego przez Ludzi dla Miasta by odnieść efektowne zwycięstwo. Dziś mamy jednak do czynienia z inną sytuacją, za Jackiem Wójcickim nie stoi teraz LdM, a podszepty osławionego doradcy wcale nie muszą okazać się skuteczne. Pewność siebie to niewątpliwie bardzo znaczący atut, ale może także okazać się wielką słabością.

Roberta Surowca i Sebastiana Pieńkowskiego łączy to, że obaj reprezentują największe partie w naszym kraju, co w wyborach samorządowych bardziej przeszkadza niż pomaga.

Za Pieńkowskim stoi potężna machina organizacyjno - propagandowa rządzącej partii, spore pieniądze, jakimi dysponuje rząd i możliwość szafowania obietnicami w rodzaju „jeżeli mnie wybierzecie, to PiS nie poskąpi pieniędzy na gorzowskie potrzeby”. Czy gorzowianie dadzą się nabrać na lep tanich chwytów i szczodrych obietnic zbyt często bez pokrycia? Sądzę, że wątpię, bo  ten kandydat w wielu środowiskach traktowany jest jako osoba bez charyzmy i właściwości – ot, jeszcze jeden aparatczyk partyjny, który dostał darmowy los od życia tylko dlatego, że posiada legitymację jedynie słusznej partii.

Podobne uwagi można skierować także pod adresem Roberta Surowca, utożsamianego kiedyś ze znaną w Gorzowie S-3, czyli grupą trzymającą władzę w gorzowskiej Platformie Obywatelskiej co oznacza także znaczną współodpowiedzialność za kiepską kondycję tej partii w mieście, kolejne przegrane wybory i coraz słabszą pozycję w Radzie Miasta. Pomysły stosowane przez Roberta Surowca w  prowadzonej przez niego kampanii wyborczej zbyt mocno trącą sztucznością wynikającą  z tego, że pochodzą one z wydumanego marketingu politycznego i stanowią naśladownictwo metod i form wymyślonych i zastosowanych przez innych kandydatów (osławiona ławeczka kandydata).

Nową jakość w rywalizacji prezydenckiej stwarza osoba Marty Bejnar Bejnarowicz, kandydująca z komitetu o odstręczającej , bo superinfantylnej nazwie Kocham Gorzów. Pani Marta przez cztery lata kończącej się kadencji dała się poznać jako radna aktywna, nowocześnie myśląca o Gorzowie, potrafiąca ostro walczyć o swoje, o sporych talentach polemicznych, ale czy także organizacyjnych to nie wiem, bo mam spore wątpliwości. Rozleciał się jej klub radnych, wspierający ją kandydaci do Rady to osoby zbyt często anonimowe i niewiele w mieście znaczące, pomijając  osobę znanego w mieście Mecenasa. Martę Bejnar Bejnarowicz obciąża jednak przede wszystkim to, że jako jedna z liderek Ludzi dla Miasta przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa Jacka Wójcickiego po to, by po wyborach szybko go porzucić i mocno się skonfliktować. Dziś jest jedną z osób najmocniej krytykujących obecnego prezydenta, co oznacza albo brak politycznego rozeznania i wyczucia uniemożliwiającego realną ocenę możliwości Jacka Wójcickiego, albo skrajną nielojalność. Zarówno pierwsza, jak i druga okoliczność źle o niej świadczy. Dla mnie jako mieszkańca Osiedla Staszica Martę Bejnar Bejnarowicz mocno obciąża grzech zaniechania wobec problemu tzw. alejek na Marcinkowskiego. Sprawa która przyczyniła się do wylansowania LdM i samej Marty, dzięki której wielu działaczy ruchomiejskich wypłynęło została przez nich kompletnie zapomniana i porzucona co oznacza, że była ona przez nich i samą Martę Bejnar Bejnarowicz traktowana wyłącznie instrumentalnie. Niemniej jednak Marta Bejnar Bejnarowicz wydaje się być najpoważniejszą rywalką Jacka Wójcickiego w wyścigu o prezydencki fotel, także dlatego iż może liczyć na poparcie wielu gorzowianek widzących  w niej osobę rozumiejącą problemy gorzowskich kobiet i mogącej spełnić ich oczekiwania.

Ostatnim w kolejności rejestracji kandydatem okazał się dość nieoczekiwanie Ryszard Kneć, kiedyś sekretarz urzędu, dziś lider Komitetu Wyborczego Fanów Gorzowa. Oprócz niego na listach wyborczych tego komitetu znalazło się sporo osób, które złośliwcy określili jako sieroty po  Jędrzejczaku. Według mnie ta opinia jest skrajnie niesprawiedliwa, bo choć wśród wielu gorzowian pojawiła się tęsknota za  poprzednim prezydentem jest ona tyleż warta, co hasło komuno wróć czy DDRowska nostalgia za przeszłością. Za to Kneć na konwencji wyborczej swego komitetu potrafił przedstawić spójny i sensowny program rozwoju Gorzowa, stanowiący próbę połączenia pomysłów poprzedniej ekipy z dzisiejszymi oczekiwaniami. Pokazał także, że w zarządzaniu miastem konieczna jest kontynuacja, a nie irracjonalne odcinanie się od poprzedników.

Mimo wszystko FG wydają się być zlepkiem osób połączonych doraźnym interesem, powołanym do życia zbyt późno, by osiągnąć sukces w wyborach. Obawiam się, że po wyborach to środowisko się rozsypie, choć przedstawione pomysły zasługują na uwagę i dyskusję i chyba dobrze by się stało gdyby ich działalność była kontynuowana w innej niż komitet wyborczy formie.

Wszystkie te uwagi i opinie zweryfikuje dzień 21 października. Sam jestem ciekaw na ile one okażą się trafne, a na ile dywagacjami starego tetryka.

Wyszukaj w blogu: