W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Samotni mężczyźni w sukienkach

2018-10-06 16:05:59, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Nie ma mnie wśród blisko dwóch milionów Polaków, którzy w niemal dwa tygodnie od premiery obejrzeli film „Kler”. Nie ciągnie mnie ten problem. Może dlatego, że akurat to, czym zajął się reżyser, mnie nie dotyczy. Sprawa jest o tyle ważna, że „Kler”, przyciągając widzów do kin, roznieca dyskusję na temat postępowania mężczyzn nazywanych duchownymi.

Kilka dni temu byłem na urodzinowej imprezce. Wszyscy po studiach i mniej więcej w moim wieku. Teraz taka moda, że nawet kobiety nie ukrywają swoich lat. A im kobieta ma więcej wiosen i wnuków, tym głośniej tym się chwali. Że wiekowa, a nie wygląda na tyle, ile ma w dowodzie. Byłem więc na imprezce urodzinowej u koleżanki z dawnej pracy. Wszyscy jej uczestnicy obejrzeli film Smarzowskiego. Wyłączając mnie. To i siedziałem jak na tureckim kazaniu, gdy oni rozmawiali o „Klerze”. Nikt nie powiedział, że jest to film antyreligijny. Antychrześcijański. Antykatolicki. Nawet jubilatka, a od śmierci swojej matki jest ateistką. (Zerwała z Kościołem po tym, jak proboszcz domagał się wyjątkowo dużej zapłaty za posługę podczas pogrzebu wtedy, kiedy jej ojcu ledwie starczyło na trumnę i krzyż z tabliczką.) Pozostali imprezowicze to mężatka, rozumiejąca oczekiwania księży, ale nie ich przeciwniczka ani zwolenniczka. Uważająca, że ksiądz to nie tyle powołanie, co zawód. Jak dentysta, adwokat, nauczyciel. Rozwódka, która twierdzi, że każdej niedzieli musi być na mszy, bo tego została nauczona w dzieciństwie. Wdowa, która niedzielę traktuje jako dzień święty, ale rzadko go święci w kościele. Ojciec kandydata na księdza, który syna ani nie zachęcał do seminarium, ani mu nie przeszkadzał w wyborze tego stanu przyszłości. Łoży na jego utrzymanie, bo taki jest jego obowiązek rodzicielski. Spośród tej czwórki, osób po studiach, nikt nie powiedział, że „Kler” jest filmem antyreligijnym. Wszyscy zaś uznali go za taki film, który nie pozwala milczeć Kościołowi rzymskokatolickiemu. Nie tyle całemu Kościołowi, to znaczy duchownym i świeckim, co osobom pełniącym w nim te najważniejsze funkcje. Któreś z uczestników urodzinowej imprezki, bodajże wdowa, doszło do wniosku, że „Klerem” reżyser wymusił na polskim Kościele otworzenie ust. Biskupi i urzędnicy kurialni, bo ich to przede wszystkim dotyczy, nie będą mogli ukrywać tego, co robią proboszczowie i wikariusze, co widzą i o czym wiedzą parafianie. Koniec zamiatania pod dywan.

Jeszcze jako etatowy publicysta bywałem w kurii diecezjalnej. Służbowo i rzadziej nieformalnie. Kiedyś po dyskusji ten, na wprost którego siedziałem, powiedział, że największym nieszczęściem księdza jest jego samotność. Samotności nie da się zastąpić miłością do Pana Boga. Świadomym wyborem stanu duchownego. Pieniędzmi. Znajomymi. Wódką. Agencją towarzyską. Samotność jest powodem rozgoryczenia i arogancji księży, wywyższania się, zachłanności, chciwości i tego wszystkiego, co nie podoba się parafianom, a o czym najczęściej nie mają odwagi mówić. Skutkiem samotności jest zrzucenie sutanny. Znam młodych kapłanów, którzy zachowują się tak, jakby byli biskupami, przyznał się ksiądz. Jakby ich nie obowiązywały żadne cywilizowane zasady. Jakby to, że każdy człowiek jest grzeszny, ich usprawiedliwiało. Urzędnik kurialny, który przede mną się otworzył, powiedział, że spośród wszystkich dni w roku najbardziej nie lubi 24 grudnia. Wigilii. Z domu rodzinnego zapamiętał pakowanie prezentów, zapach grzybów, skwierczenie karpi na patelni, racuszków, klusek z makiem, kompotu, choinki. Na plebanii także pachnie choinka, nie brakuje jedzenia, a jednak to nie jest to samo, co było w domu rodzinnym. Gosposia wszystko przygotowała, nakryła stół, nawet zostawiła prezent pod choinką. I wyszła do swojej rodziny. Gosposia ma dzieci i wnuki. Z nimi spędza Wigilię. Ja zostałem sam na plebanii Z nakrytym stołem i telewizorem. Tego dnia ludzie składają sobie życzenia, łamią się opłatkiem, siadają do stołu wigilijnego, objadają się smakołykami. Ja jestem sam. I to najtrudniej znieść. Najtrudniej znieść samotność. Nawet nie można się upić, bo przed północą trzeba odprawić pasterkę. Człowiek jest istotą stadną, podsumował ksiądz.

Wtedy nie. Teraz pomyślałem, że winny jest celibat. Bezżenność obowiązująca duchownych w Kościele rzymskokatolickim nie przystaje do współczesnej rzeczywistości. Ksiądz, który chce żyć w celibacie, nie żyje w celibacie. Ten, który chce mieć żonę i dzieci, niech się ożeni. Żonaty i dzieciaty ksiądz może będzie lepiej rozumiał parafian. Nie słyszałem, aby np. pedofilia była problemem u duchownych ewangelików, baptystów, świadków Jehowy, prawosławnych, a to przecież także chrześcijanie.

Wyszukaj w blogu: