W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Prezydencka debata

2018-10-08 23:54:23, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

W szczelnie wypełnionej sali audytoryjnej biblioteki odbyła się publiczna debata wszystkich pięciorga kandydatów do urzędu prezydenta naszego miasta. Ta wielka frekwencja stanowi niewątpliwy dowód na to, że kampania wyborcza nabiera wreszcie tempa i wywołuje coraz większe emocje, a rywalizacja o fotel prezydenta budzi największe zainteresowanie. Udział publiczności w takiej rozmowie pretendentów nadaje jej dodatkowego smaczku i niewątpliwie tym przewyższa wcześniejsze debaty w telewizji i radiu. Dziennikarze Gazety Lubuskiej sensownie to wszystko przygotowali, profesjonalnie poprowadzili i potrafili utrzymać tak publiczność, jak i bohaterów debaty w ryzach, utrzymując dynamikę spotkania. Godna podkreślenia jest  także wysoka kultura wypowiedzi wszystkich debatujących, a także szacunek okazywany sobie nawzajem.

Były naturalnie i złośliwości, drobne szpileczki adresowane głównie do urzędującego prezydenta, ale taka to już uroda takich przedsięwzięć i trudno  mieć o to pretensje. Być może nawet niektórzy oczekiwali bardziej krwistych wypowiedzi, jakichś osobistych wycieczek i personalnych ataków.

Był jednak pełny Wersal, co niewątpliwie zasługuje na uznanie, zwłaszcza jak się posłucha co wygadują niektórzy uczestnicy kampanii, jak choćby najważniejszy urzędnik w państwie.

W bibliotece było ciekawie i kulturalnie, ale czy przebieg debaty będzie miał wpływ na wynik wyborów w naszym mieście. Chyba niekoniecznie, bo jednak liczba obserwatorów debaty była ograniczona, chociaż była relacja on-line w Internecie, a zainteresowani znajdą nagranie w sieci. Trudno mimo wszystko oczekiwać, by odegrała ona równie istotną rolę jak starcie Johna Kennedy'iego z Richardem Nixonem, czy Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem.

Można jednak pokusić się o ocenę poszczególnych pretendentów, zaryzykować stwierdzenie kto okazał się zwycięzcą debaty i być może przysporzył sobie dodatkowych wyborców.

Przeprowadźmy więc osobistą analizę wypowiedzi i zachowań wszystkich uczestników debaty według przyjętej przez organizatorów kolejności alfabetycznej.

Marta Bejnar Bejnarowicz starała się z powodzeniem (może to zbyt seksistowska uwaga) wykorzystać swój kobiecy wdzięk. Ale istotniejsze było to co mówiła, bo nie tylko wykazała znajomość miejskich problemów, ale też umiejętnie grała na emocjach, podkreślając zgodną z nazwą swego komitetu miłość do Gorzowa. Potrafiła także w swoich wypowiedziach wyeksponować swój niewątpliwy dorobek jako radnej, a przede wszystkim wypracowaną w ciągu ostatnich czterech lat autentyczną więź z mieszkańcami. Kilka razy błysnęła błyskotliwymi ripostami.

Ryszard Kneć to niewątpliwie największe pozytywne zaskoczenie w tej debacie. Jego wypowiedzi były nie tylko merytoryczne, ale także nacechowane swobodą i dowcipem. Sensownie i nie na okrągło odpowiadał na wylosowane pytania (bo taka była konwencja debaty), bo jego recepty i pomysły na rozwiązywanie gorzowskich bolączek były wyjątkowo konkretne i podparte bogatym doświadczeniem wieloletniego samorządowca, nie tylko z Gorzowa, ale i ze Świnoujścia.

Sebastian Pieńkowski to z kolei największe rozczarowanie. Nawet nieźle zaczął, bo potrafił pokazać, że posiada umiejętność tak pożądanego w polityce stosowania dowcipu sytuacyjnego, ale potem było już tylko gorzej. Sięgnięcie po pisowski pomysł na kampanię, czyli wybierzcie naszych kandydatów, bo wtedy rząd sypnie groszem, nie spotkało się z życzliwym przyjęciem sali. Politycy PiS zdają się zapominać o tym, że za rok odbędą się wybory parlamentarne i może się przecież tak zdarzyć, że w ich wyniku jakaś inna formacja polityczna przejmie władzę w naszym kraju. Zapewnienia, że jak mnie wybierzecie, to będą się grzały telefony i samochody, bo tak aktywnie będą zabiegał o gorzowskie sprawy w Warszawie przypominają trochę mądrego Zagłobę obiecującego Niderlandy. Jako jedyny został w pewnym momencie wybuczany przez salę.

Robert Surowiec potwierdził opinię polityka pozbawionego charyzmy, bezbarwnego, żeby nie powiedzieć teflonowego. Ton jego wypowiedzi był właśnie taki; przygotowane formułki, jakieś mało nośne hasła, okrągłe, wiele już razy wypowiadane zdania.

Urzędujący wciąż prezydent Jacek Wójcicki zdaje się zbyt mocno wczuł się w rolę faworyta zbliżających się wyborów, czyli uznał iż nie musi się za bardzo starać, bo wygraną ma w kieszeni. Dlatego też chyba niezbyt starannie przygotował się do tej debaty. W tej debacie musiał też zbierać rozmaite i nie zawsze zasłużone słowa krytyki, z którymi nie mógł, w związku z przyjętą konwencją debaty, polemizować. Mógł tylko wyrażać swój stosunek do tych ataków mową ciała, co chyba nie było najlepszą  metodą. Od urzędującego prezydenta mamy także prawo oczekiwać bardziej konkretnego wypowiadania się, na zasadzie co, gdzie, kiedy i za ile.

Reasumując, mój prywatny i bardzo osobisty challenge kandydatów według tego jak się zaprezentowali na debacie, przedstawia się następująco:

  1. Ryszard Kneć
  2. Marta Bejnar Bejnarowicz
  3. Jacek Wójcicki
  4. Robert Surowiec
  5. Sebastian Pieńkowski

Był to jednak tylko epizod w kampanii wyborczej, przed nami jeszcze dwa tygodnie wytężonych działań, dzięki którym można więcej zyskać niż stracić. Będziemy się im uważnie przyglądać.

A organizatorom debaty należą się wyrazy uznania i szacunku.

Wyszukaj w blogu: