W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Góra urodziła mysz

2018-10-31 14:40:54, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Od kilkunastu co najmniej miesięcy opowiada się nam o tym, jak starannie i jak poważnie obecna władza przygotowuje się do obchodów Wielkiego Święta, czyli Setnej Rocznicy Niepodległości Naszej Ojczyzny. Wielkie litery, jak najbardziej uzasadnione, bo zadęcia i pompy w tym gadaniu o obchodach było aż nadto. Wyasygnowano z naszych podatków całkiem pokaźne środki (ponoć ponad 200 milionów złotych), powołano honorowe komitety ze wszystkimi świętymi (w naszym województwie przynajmniej dwa, jak to zwykle u nas - osobny Wojewody, osobny Marszałka), wystosowano stosowne apele o godne i uroczyste obchody, o zjednoczenie całego narodu wokół Wielkiej Rocznicy, czego widomym potwierdzeniem są owe odrębne komitety.
Dziś na kilka dni przed 11 listopada można bez żadnego ryzyka pomyłki powiedzieć, że miało być tak pięknie, a będzie jak zwykle.
W Warszawie, jak to bywa od co najmniej już kilku lat, odbędzie się manifestacja narodowców, więc będzie dym, awantury, ksenofobiczne hasła i kompromitacja przed światem.
Władza, na czele z PAD już się na wszelki wypadek odcina od tej „patriotycznej manifestacji”, zadowoli się tradycyjną ceremonią zmiany warty na Placu Zwycięstwa i odsłonięciem pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, potem jeszcze jakaś gala w Teatrze Wielkim i po herbacie, sprawę obchodów można odfajkować.
Nie inaczej będzie w Gorzowie, żadnych nadzwyczajnych przedsięwzięć, takich co to się dzieją raz na sto lat. Pewnie będzie Te Deum w katedrze, potem przemarsz pod pomnik Marszałka na rachitycznej Kasztance, parę pompatycznych przemówień, złożenie okolicznościowych wieńców, być może jakiś wątły piknik przy symbolicznym udziale wojskowych transporterów i grupki harcerzy. 
Nie pozostaje więc nic innego, jak tradycyjnym słowiańskim obyczajem najzwyczajniej w świecie się urżnąć, czemu sprzyja pomysł ustanowienia 12 listopada dniem wolnym od pracy. I o to przede wszystkimi chodziło. Widać wyraźnie, że władza nie ma pomysłu na to by zaproponować narodowi rzeczywiście nadzwyczajnych pomysłów, więc w akcie skrajnej desperacji funduje nam ekstra wolne nie bacząc, że nie jest to czas sprzyjający do grillowania, a zamknięte galerie handlowe pozbawią Polaków ulubionej rozrywki w wolnym czasie. 
Wszystko to odbywa się w tradycyjnej już atmosferze swarów i kłótni polityków obrzucających się kalumniami, a oddanie obchodów walkowerem nacjonalistycznej ekstremie jest wyjątkowo krótkowzroczne. 
Nie dalej jak wczoraj, kolega przebywający czasowo w Łodzi, przytoczył mi treść wyjątkowo wrednego napisu wysprejowanego na jednym z budynków w centrum tego wielkiego miasta. Piszę o tym, bo w jednym haśle zostali wymienieni najwięksi wrogowie polskich nacjonalistów; islamiści czyli uchodźcy, Bruksela i unijni dygnitarze Timmermans i Juncker, Niemcy i Sowieci, PO i Nowoczesna, no i dla lokalnego kolorytu prezydent Zdanowska, która właśnie wygrała wybory z 70 procentowym poparciem łodzian, a tu występuje jako pijaczka z PZPR. To się dzieje w Łodzi, wielkiej polskiej metropolii, mieście czterech kultur i to  jest dzisiejsza Polska, w przededniu obchodów prześwietnego jubileuszu. 
Jest mi zwyczajnie smutno.

Wyszukaj w blogu: