W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Przedsionek końca świata

2018-10-31 22:40:02, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

80 lat temu pod koniec października władze Niemiec nakazały deportować do Polski żyjących w III Rzeszy Żydów polskiego pochodzenia. W ciągu kilku dni wydalono z Niemiec na granicę z Polską prawie 17 tys. osób. Tak się zaczęła Polenaktion. „To wciąż zbyt mało znana historia”, twierdzi Onet. W moim zbiorze opowiadań „Klucz do bramy” (2009) akcja ta została przedstawiona w rozmowie z Szymonem Wiesenthalem, żydowskim tropicielem nazistów.

− 28 października 1938 r. ku zaskoczeniu władz II Rzeczypospolitej granicę niemiecko-polską przekroczyły tysiące Żydów. Co się wtedy stało?

− Tego i następnego dnia Niemcy deportowali do Polski około 17 tysięcy Żydów. Byli to obywatele polscy, na stałe mieszkający w Niemczech i Austrii. Wcześniej na polecenie Rainharda Heydricha policja przygotowała spis osób, które zostaną wydalone z III Rzeszy. Wczesnym rankiem 28 października do mieszkań zajmowanych przez Żydów przychodzili policjanci i dawali im pół godzinny na spakowanie swego dobytku. Po tym czasie policjanci zamknęli mieszkania, a Żydów doprowadzili do stacji kolejowych, skąd ruszyły pociągi i autobusy w stronę granicy z Polską.

− Dlaczego do tego doszło?

− Proszę przypomnieć sobie, że od 1933 r. nieograniczoną władzę w Niemczech mieli narodowi socjaliści Adolfa Hitlera. Od 1935 r. obowiązywały tam ustawy norymberskie. Pozbawiały one wyznawców religii Mojżeszowej obywatelstwa niemieckiego, a tym samym Żyd nie miał prawa głosowania i nie mógł zajmować stanowisk publicznych. Paszporty żydowskie oznaczono literą „J”, nakazano przyjęcie nazwisk charakterystycznych dla Żydów. Ustawa o ochronie czci i krwi niemieckiej zabraniała małżeństw i stosunków seksualnych między Żydami a obywatelami krwi niemieckiej i pokrewnej.

− Co to znaczy: krwi pokrewnej?

− Po tzw. anschlussie Austrii, czyli włączeniu tej republiki do III Rzeszy 12 marca 1938 r., co się stało na wniosek austriackich narodowych socjalistów, ustawy norymberskie obowiązywały także w tym kraju. To tu Adolf Eichmann dopracowywał technikę ekspediowania Żydów za granicę, za co musieli płacić przekazywanymi III Rzeszy majątkami.

− Czy określono termin powrotu Żydów do swoich domów?

− To było wypędzenie na zawsze. Przeznaczonym do wywózki zabroniono zabierania z mieszkań co cenniejszych przedmiotów. Zresztą ile można zabrać ze sobą, mając tylko pół godziny na spakowanie się? W pozostawionych przez nich domach zamieszkali hitlerowscy funkcjonariusze lub ci, którzy czymś się zasłużyli nazistom. Wywożonym Żydom powiedziano, że wracają do swego kraju, bo tak sobie życzą władze Rzeczypospolitej.

− Władze polskie miały z tą akcją jakiś związek?

− Na pewno pojawienie się w ciągu doby tak wielu Żydów na granicy polsko-niemieckiej zaskoczyło władze Rzeczypospolitej. Chociaż z drugiej strony mogły się spodziewać takiego właśnie kroku ze strony Niemiec.

− Niemcy zapowiadali wypędzenie polskich Żydów z III Rzeszy?

− 31 marca 1938 r., zaraz po anschlussie Austrii, Sejm uchwalił ustawę, w myśl której obywatelstwo polskie tracił ten, kto nie tylko działał na szkodę państwa, ale i co najmniej pięć lat nieprzerwanie przebywał poza Rzeczpospolitą. W październiku, jeszcze przed akcją nazistów, polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało posiadaczom paszportów uzyskanie potwierdzenia, czyli zdobycie stempelka. Kto nie miał tego stempelka, nie mógł przekroczyć polskiej granicy po 26 października.

− O co więc chodziło?

− Nie ulega wątpliwości, że wydalenie polskich Żydów z Niemiec to efekt rasistowskiej polityki III Rzeszy. To także, przykro o tym mówić, skutek polityki władz II Rzeczypospolitej. Jeszcze wiosną 1936 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało projekt ustawy pozbawiającej obywatelska polskiego osoby przebywające dłużej za granicą. Krótko mówiąc, w związku z tym co się działo w Niemczech, władze II RP obawiały się masowego powrotu polskich Żydów.

− Przecież międzywojenna Polska była krajem wielonarodowościowym. Dlaczego władze w Warszawie obawiały się Żydów?

− Autor przepisów z 1938 r. o utracie obywatelstwa Wiktor Drymmer z polskiego MSZ tłumaczył to na konferencji konsulów w Berlinie, że celem ustawy jest „podniesienie godności obywatela polskiego przez wykluczenie wszystkich tych, którzy nie są godni, a przede wszystkim pozbycie się elementu niebezpiecznego (mniejszości, a zwłaszcza Żydów) jako elementu destrukcyjnego”.

− II Rzeczpospolita zaakceptowała traktat w sprawie ochrony mniejszości.

− Polska m.in. ustami szefa rządu Ignacego Paderewskiego w 1919 r. uznała ten traktat za narzucony przez Ligę Narodów. Mimo to do 1934 r. stosowała się do jego postanowień. Gdy w Niemczech zaczęła się antyżydowska nagonka, Warszawa zmieniła swój stosunek do mniejszości narodowych.

− Do wszystkich mniejszości w Rzeczypospolitej czy tylko do Żydów?

− Przede wszystkim do mniejszości żydowskiej. Do laski marszałkowskiej wpłynął projekt ustawy, w myśl którego każdy mógł zmienić swoje nazwisko z wyłączeniem wyznającego religię Mojżeszową. Od 1936 r. studenci pochodzenia żydowskiego musieli słuchać wykładów nie z dowolnych miejsc w sali, lecz z wyznaczonych dla nich ławek. (...)

− Wróćmy do wysiedlenia Żydów z Niemiec i Austrii w 1938 r. Czy oni na pewno musieli zostawić swoje domy i przekroczyć granicę?

− Gdy to się stało, do Zbąszynia przyjechał publicysta Józef Mackiewicz, potem na łamach wileńskiego „Słowa” napisał, że Niemcy doprowadzili Żydów do granicy i pod groźbą strzelania do nich zabronili powrotu. Czy Polacy też mieli grozić użyciem broni? I mimo że Mackiewicz nie był sprzymierzeńcem moich współplemieńców, uważał, że „strzelać do nich nie było podobna. Polska przyjęła tych ludzi i zrobiła dobrze.”

− Czy wysiedlonymi byli wyłącznie Żydzi pochodzenia polskiego?

− Tak twierdzili Niemcy. U Mackiewicza znalazłem taką wiadomość: „Jeśli chodzi o Zbąszyń, są tam Żydzi nie znający absolutnie języka polskiego, w znacznym stopniu urodzeni już w Niemczech, przepojeni zewnętrznym polorem niemieckim, kulturą, oczytaniem niemieckim”.

− Sądzę, że zamieszkałe przez blisko sześć tysięcy Polaków nadgraniczne miasteczko nie było przygotowane na przyjęcie ponad sześciu tysięcy wysiedleńców.

− Nikt po stronie polskiej nie spodziewał się przybyszów. Władze Zbąszynia nie były przygotowane na udzielenie im noclegu, na wykarmienie, nawet na wyznaczenie miejsc załatwiania czynności fizjologicznych. Było za mało strażników Korpusu Ochrony Pogranicza, żeby przeprowadzić kontrolę, dlatego przybyłych pociągami zatrzymano w wagonach. Pieszym kazano czekać na drogach, a potem kierowano ich do pustych koszar wojskowych.

− Żydzi musieli podporządkować się decyzji Niemców?

− Na pana pytanie odpowiem relacją małżonków z Hamburga, przechowywaną w Yad Vashem w Jerozolimie. Mówili oni, że „największa grupa do 700 osób była wydalona o godz. 9.30. Grupa ta usiadła przy granicy polskiej po stronie niemieckiej, odmawiając udania się na teren Polski. Ponieważ siły policyjne i straży granicznej nie wystarczały, sprowadziły władze niemieckie kompanię wojska, które z bagnetami nasadzonymi na karabiny ruszyło do atakowania siedzących, bijąc ich i tratując. Bagnetami i kolbami karabinów zmusili żołnierze wydalonych do przejścia na teren Polski.”

− Jak postępowano wobec tych, którzy nie mieli dokumentów świadczących o jakimkolwiek związku z Polską?

− Ponad sto takich osób Polacy odesłali pociągiem do Niemiec. III Rzesza część przyjęła, a część ponownie wysłała do Polski. To Polska znowu odesłała je do Niemiec, a Niemcy znowu zawrócili je do Polski. Ci ludzie zostali pozbawieni wszelkich praw, nikt się nimi nie interesował i nikomu nie byli potrzebni.

− W jaki sposób udzielono pomocy pozostałym Żydom?

− Jak już mówiłem, Zbąszyń nie był przygotowany na przyjęcie sześciu tysięcy przybyszów. Jego władze jednak starały się stworzyć minimum warunków, w jakich mogą przebywać ludzie. Część przybyszów zakwaterowano w obozie urządzonym w koszarach, resztę umieszczono we wszystkich nadających się do tego miejscach, m.in. w sali ćwiczeń byłej szkoły, w ochronce, strzelnicy, bożnicy. W młynie Grzybowskiego znalazło schronienie aż półtora tysiąca moich współplemieńców. Ponadto każdy mieszkaniec miasteczka, który miał serce i miejsce w domu, przyjmował pod swój dach przybyszów.

− Władze państwowe umyły ręce w tej sprawie?

− Bardzo pomocna okazała się administracja Zbąszynia i powiatu nowotomyskiego. Ci ludzie zrobili tyle, ile umieli, ile mogli. Józef Mackiewicz, który był obserwatorem tej akcji, pisał, że „powinna zjechać do Zbąszynia specjalna komisja, urzędować stale, urzędować tak długo, aż się rozładuje to miasto”.

− Jak się zachowali Żydzi w głębi Polski?

− W Warszawie natychmiast powstał Żydowski Komitet Pomocy Wysiedlonym, który wraz z miejscowym personelem pomocniczym liczył 72 osoby. On zajął się aprowizacją, prowadził kuchnie, skierował do Zbąszynia lekarzy, starał się o koce i sienniki, odzież na zimę. W tym czasie handlowcy zbąszyńscy nie mogli podwyższać cen. Mimo to, pisał Mackiewicz, „wszędzie ten sam obraz, Żydzi. Nędzne palta. Czasem twarz wytarta, przygnębiona, blada”.

− Do kiedy istniał obóz w Zbąszyniu?

− Miasteczko zostało obstawione przez policję i strażników Korpusu Ochrony Granicy, nikt bez zezwolenia nie mógł więc stąd wyjechać w głąb kraju. Gdy sprawa zrobiła się głośna, polscy krewni i znajomi Żydów wydalonych do Zbąszynia zaczęli oferować im pomoc. Wielu przyjeżdżało do starostwa po swoich bliskich obiecując, że zapewni im utrzymanie, pracę, mieszkanie . Część złożyła wnioski o wyjazd głównie do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w połowie lutego 1939 r. w Zbąszyniu przebywało blisko cztery i pół tysiąca wypędzonych.

Wyszukaj w blogu: