W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Patroni ad hoc

2018-11-09 19:29:39, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Był taki zwyczaj. A może nieformalny nakaz? Nie, prędzej zwyczaj. Chodziło o to, żeby nie stawiać pomników tym, którzy dopiero co zmarli. Dla dobra sprawy należy odczekać pięć lat. Nie mam na myśli nagrobków na cmentarzach. Tam obowiązuje logiczna zasada: póki ziemia nie osiądzie, wystarczy kopczyk okolony deskami, kwiaty i znicze. I żeby nie było chwastów. A później pomnik. Zresztą to co się stawia na cmentarzach, na ogół jest symboliczne i informacyjne. Czyje prochy spoczywają w tym miejscu (imię, nazwisko, daty urodzenia i śmierci, czasem zawód, niekiedy: Spoczywaj w pokoju, Śpij aniołku czy Pokój jego duszy albo Nie umiera ten, kto pozostaje w sercu i pamięci bliskich i na ogół S.P., co oznacza świętej lub świetlanej pamięci). Mijają czasy, gdy na tablicach nagrobnych były takie maksymy, np. „Ten którego opłakujemy, nie jest nieobecny, lecz tylko niewidoczny, jego oczy promieniejące chwałą odbijają się w naszych oczach pełnych łez” lub „Każdy człowiek, nawet najskromniejszy, zostawia ślad po sobie, jego życie zahacza o przeszłość i sięga w przyszłość”). Trzeba sobie bardzo zasłużyć, aby na grobie było: „Śmiało motorową uprawiał woltyżerkę / A teraz ktoś inny nosi jego nerkę” (Epitafium motocyklisty) czy „Całe swe życie w wódce się pławił / A tuż przed śmiercią śledziem się zadławił” (Epitafium pijaka). Albo mieć talent noblistki: „Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy / i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę”. Zdarza się, ale bardzo rzadko, aby na grobie tkwiła rzeźba przedstawiająca zmarłego. Jeżeli już to płaskorzeźba. Domyślam się, że to z powodu kosztów. Taka rzeźba jest kilkanaście razy droższa od standardowego nagrobka.

Co innego, gdy w grę wchodzą publiczne pieniądze. Też nasze, ale jakby inne. To i wielgaśne pomniki stoją nie na cmentarzach, a w parkach, na placach, przy ulicach. Czy naprawdę zawsze mają one cokolwiek wspólnego z dewizą, że tak długo człowiek żyje, jak długo trwa o nim pamięć, wątpię.

Wracam do tego, że trzeba odczekać pięć lat, zanim stanie pomnik. Tyle czasu wystarczy, aby się przekonać, że ten, którego był i już go nie ma, zasługuje na więcej niż tylko na zapalenie znicza na grobie. Czy powinien zostać patronem ulicy/placu/szkoły/biblioteki/sali/konkursu/nagrody I czy jego pomnik wypada postawić na cokole, bo jego zasług już nikt nie podważy.

Najsmutniejsze jest to, że żywi stawiają na cokołach pomniki tym, którzy na nie nie zasługują. Którzy niczym szczególnym, podziwianym, godnym upamiętnienia się nie wyróżnili. Nie są wzorem do naśladowania, bo niczego wyjątkowego nie wynaleźli, nie napisali, nie skomponowali, nie namalowali, nie zbudowali, nie opracowali. Z ich ust nie padła żadna mądrość. Ich nazwisk nie ma nawet w Wikipedii. A to, że nie robili świństw, nikogo nie skrzywdzili myślą, mową i uczynkiem świadczy jedynie o tym, że byli takimi ludźmi, jakimi powinni być. O niczym więcej. Za mało aby zostać bohaterem, wzorem, przykładem. Ci, którzy takim osobom stawiają pomniki, niszczą pamięć o nich.

A najgorsze co może być, to stawianie pomników żywym. Jan Paweł II, który chyba najczęściej był w takiej sytuacji, prosił, aby nie wykuwać jego podobizny w marmurze, nie odlewać w brązie. Zamiast tego, prosił, stawiajcie szkoły, przedszkola, domy opieki, szpitale. Takie pomniki służą ludziom i nikt nie odważy się ich zwalić. Albo ukraść, jak to ma miejsce z popiersiem Zenona Bauera czy fajerką Szymona Giętego w śródmieściu Gorzowa.

W Zielonej Górze na al. Niepodległości jest stolik, przy którym siedzi odlany w brązie Klem Felchnerowski. Nie słyszałem, aby ktokolwiek powiedział złe słowo o zmarłym w 1980 r. malarzu, a miał on grzechów sporo. Na tej samej ulicy przed wyborami samorządowymi stanął pomnik żużlowca Andrzeja Huszczy. Podczas odsłonięcia były oklaski, ale i były gwizdy. Padło niemało takich słów, których tylko dlatego, że Huszcza żyje, nie powtórzę. Kogo ciekawi, co wtedy ludzie mówili i co mówią o żużlowcu, niech zajrzy na strony fejsbukowe. To jest najlepszym potwierdzeniem, że pomniki powinno się stawiać zmarłym i dopiero co najmniej pięć lat po ich śmierci. A to dlatego, żeby odeszli z tego świata ci, którzy ich znali i znali ich winy.

Patronem portu lotniczego w Gdańsku jest Lecha Wałęsa. Czy jeszcze długo nim będzie? Stawianie pomników żywym źle się kończy. 65. rocznica urodzin Saddama Husajna była powodem do wzniesienia jego pomnika w Bagdadzie. Cztery lata później Irakijczycy najpierw zabili dyktatora i później przy pomocy Amerykanów zwalili go z cokołu. Nie wiem, czy żywy Stalin oglądał siebie na pomnikach, ale pewnie nie, bo bał się ruszyć z Moskwy. Wiem, że w 1946 r. dzisiejsza al. Niepodległości w Zielonej Górze stała się ulicą Generalissimusa J. Stalina i była nią do 1956 r. Zaraz po śmierci tyrana na trzy lata Katowice stały się Stalinogrodem. Później nawet rosyjski Stalingrad zamienił się w Wołgograd. Zresztą identycznie stało się z Leningradem, który na powrót jest Sankt Petersburgiem. Bierut nie stoi na cokole w Lublinie, nie jest patronem uniwersytetu we Wrocławiu, huty w Częstochowie, ulicy w Rudnicy koło Krzeszyc. Z Gierkiem historia obeszła się podobnie.

Gdyby ode mnie zależało, stawiałbym pomniki uczonym, artystom, żołnierzom, prostym ludziom, którzy czymś się zasłużyli. Nie stawiałbym pomników politykom.

Wyszukaj w blogu: