W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

Powyborcze harce

2018-11-21 20:51:41, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Polska demokracja gnije. Widać to coraz wyraźniej, sytuacja staje się po każdych kolejnych wyborach bardziej dramatyczna grożąc niewyobrażalnymi konsekwencjami mogącymi wstrząsnąć podstawami narodowej egzystencji. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam. Chciałbym, żeby tak rzeczywiście było, ale przyjrzyjmy się faktom z ostatnich dni.

Po przeprowadzonych miesiąc temu wyborach samorządowych przyszedł czas na budowanie nowych organów władzy, czyli naturalne w demokracji „dogadywanie się”, konsultacje dla stworzenia koalicji, podejmowanie decyzji personalnych.

Tyle tylko, że owe konsultacje bardzo szybko przekształciły się w swoiste przeciąganie liny, kupowanie w sensie dosłownym sojuszników, co prowadzi do niedopuszczalnych korekt wyniku wyborczego i zmusza zwycięskie ugrupowanie do przyjęcia roli opozycji. Pokazują to choćby dzisiejsze wydarzenia w śląskim sejmiku, gdzie przekupienie jednego radnego wysokim stanowiskiem w urzędzie marszałkowskim wywróciło absolutnie układ sił i zniszczyło już ułożoną koalicję. Przy tej okazji okazało się jak niskie morale reprezentują niektórzy ludzie aspirujący do roli przedstawicieli narodu. Wydaje mi się, że dla uniknięcia takich kompromitujących nasz system ustrojowy sytuacji należy jak najszybciej ustawowo zakazać tak częstych u nas „transferów” politycznych. Nie może być tak, że dla doraźnych korzyści, także osobistych z dnia na dzień można zmieniać sztandary bez żadnych konsekwencji dla zainteresowanych osób i partii.

Oznacza to także oszukiwanie wyborców, którzy wybierając takiego, czy innego kandydata obdarzają go zarazem zaufaniem, iż pozostanie wierny nie tylko reprezentowanej przez siebie partii, ale i głoszonym zasadom i ideałom. Uzasadniony staje się więc wniosek, że tych zasad i ideałów po prostu nie ma i nigdy nie było.

Podobnie destrukcyjną rolę odgrywa w ostatnim czasie nowa siła w samorządach, czyli Bezpartyjni Samorządowcy. Pomijając już fakt, że sama nazwa jest głęboko myląca stanowiąc klasyczny oksymoron, to sam fakt przyjęcia roli ugrupowania obrotowego i oczekiwania na to, kto da więcej, jest skrajnie niemoralne dając kolejny dowód na oszukiwanie wyborców i na degrengoladę naszej polityki.

Gorszące były targi w lubuskim sejmiku, gdzie też ambicje osobiste i prywatne animozje spowodowały realną groźbę, że władzę w naszym województwie przejmie PiS, co byłoby historyczną hańbą dla wielu ludzi. Mam nadzieję, że da się tego uniknąć, bo ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Niepewność jak najbardziej uzasadniona, jeżeli się przyjrzymy personalnym rozstrzygnięciom w powiecie gorzowskim, gdzie doszło do zadziwiającego i egzotycznego porozumienia dwóch skłóconych plemion, czyli PO i PiS, które potrafiły się dogadać byle tylko przejąć władzę i pozbawić stanowiska starosty Małgorzatę Domagałę, która z powodzeniem przez ostatnią kadencję rozwiązywała powiatowe problemy, jak na przykład sprawę kostrzyńskiego szpitala, który dla jej poprzedników był swoistym węzłem gordyjskim grożącym wręcz likwidacją powiatu. Ale jest radną z ramienia PSL i co istotniejsze nie jest ulubienicą senatora od żużla, który jest ponoć ojcem chrzestnym tej układanki. Miał on bowiem swojego faworyta na to stanowisko, niejakiego Michała Wasilewskiego, którego najważniejszą i bodajże jedyną zaletą jest to, że sprawował funkcję dyrektora biura senatora.

Pan senator Komarnicki nie ma zdaje się świadomości tego, że takie działanie przyniesie skutek w nieodległych wyborach, gdy wielu ludzi odwróci się nie tylko od niego, ale i od partii, którą reprezentuje. Elektorat pamięta i nie wybacza.

Na tym tle oazą spokoju i przewidywalności jawi się gorzowska Rada Miasta. Obserwowałem przebieg pierwszej sesji. Nie było kłótni, wszystko przebiegło według określonych zasad i reguł (może z wyjątkiem pewnego zgrzytu polegającego na tym, że pracownicy socjalni w dniu swojego święta skierowali do prezydenta Wójcickiego list z pretensjami o niedostateczne honorowanie ich pracy, zwłaszcza pod względem finansowym). Zgodnie z przewidywaniami i oczekiwaniami na funkcję przewodniczącego rady powołano praktycznie jednogłośnie w tajnym głosowaniu Jana Kaczanowskiego, doświadczonego samorządowca znanego ze swej umiejętności łagodzenia emocji i koncyliacyjnych zdolności. Bez większych napięć wybrano też trzech zastępców przewodniczącego, którzy reprezentują wszystkie kluby obecne w radzie. Mamy więc dowód szacunku dla obyczaju, o który tak trudno np. w polskim sejmie.

Oczywiście nie mam złudzeń, w gorzowskiej radzie nie zawsze będzie tak miło i spokojnie, bo nie do uniknięcia będą spory, a nawet kłótnie, co nie musi bulwersować, jeżeli będą twórcze i kończące się mądrymi kompromisami.

Jest więc nadzieja, że tandem Wójcicki – Kaczanowski sprawnie i skutecznie pokieruje miastem w najbliższym pięcioleciu, czego sobie i wszystkim gorzowianom życzę.

Wyszukaj w blogu: