W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2019

Nie bądźmy naiwni patrząc na Europę

2018-12-20 10:22:44, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

W 2018 r. Rada Unii Europejskiej obradowała w sprawie zmiany w Dyrektywie o pracownikach delegowanych. Nie bez powodu tak się dotychczas dzieje, że systemowe rozwiązania gospodarcze w UE często nie są korzystne dla Polski. Pomyślałem z podejrzliwością, że i ta zmiana Dyrektywy o pracownikach nie jest przypadkowa i musi mieć podtekst wzmocnienia gospodarki niemieckiej, francuskiej i kilku państw starej Unii. I rzeczywiście, uderza przede wszystkim w polskie firmy transportowe.

W Gorzowie i w województwie lubuskim mamy wiele dobrze prosperujących firm transportowych. To nowe prawo, które ma szansę wejść w życie do 2022 roku, boleśnie uderzy w nasze firmy przewozowe. Pod młotek może pójść wiele firm transportowych, a prace w woj. lubuskim może stracić kilka tysięcy osób. Kryzys tego sektora może objąć w całej Polsce nawet 150 tysięcy pracowników i przynajmniej dwa razy tyle ich członków rodzin. Co się tak ważnego stało, że Unia zaatakowała polski transport? Trudno jest atakować inne sektory gospodarki polskiej, bo one albo już są bezpośrednio  w rękach niemieckich, uzależnione od francuskich, holenderskich lub w mniejszym stopniu innych zachodnich koncernów czy dystrybutorów. Nie mogą w Brukseli ścierpieć, że przewóz ładunków towarowych znalazł się pod kontrolą Polaków. Trzeba więc Polakom tę przewagę przykładnie odebrać, nawet za cenę łamania ustalonych reguł rynkowych. W UE wiedzą co potrafi słynny polski  hydraulik na zachodnim rynku pracy, a teraz to samo dotyczyć może polskich kierowców TIR. Widzą też, że odbudowuje się wiele niegdyś czołowych w świecie polskich branż, PKB rośnie, zadłużenie maleje, deficyt spada, a Polakom żyje się coraz lepiej. Postanowili kontrolować wszelkie przewagi rynkowe z udziałem Polaków i utrącać je w porę. Co innego, gdyby ta flota TIR-ów była niemiecka czy francuska. - Ale polska? Wrogość tej Dyrektywy wobec Polski jest oczywista z jasnym przesłaniem: „zatopić polską flotę transportową” zanim „zaraza”  rozniesie się na inne sektory. Od stycznia Niemcy wprowadzają nowe przepisy migracyjne. Liczą, że już zaaklimatyzowani Ukraińcy w Polsce, na mocy tych nowych przepisów, przeniosą się do Niemiec, w tym oczywiście kierowcy z likwidowanych firm. Jest to bardzo sprytne,  naszym kosztem i wbrew unijnym zasadom wolnego przepływu kapitału, ludzi i usług. Niemcom wolno wszystko, nawet łamanie traktatu. Im TSUE nic nie zrobi, a Rada Europy paragrafu 7. nie uruchomi. Nie możemy pozwolić, żeby polski system gospodarczy był kształtowany zewnętrznie, bo to już były by objawy neokolonializmu.

Czego domaga się Unia Europejska od Polski? Przede wszystkim takich rozwiązań, które będą musiały doprowadzić do zmniejszenia liczby polskich TIR-ów i ich obecności na europejskich drogach, przede wszystkim w Niemczech i Francji. Dotychczas było tak, że polski kierowca TIR-a przewoził ładunek do odbiorcy w innym kraju UE i mógł w drodze powrotnej zabrać towar z tego lub innego po drodze kraju i przewieźć do kraju jeszcze innego. Tę czynność przewozową, zanim wrócił z ładunkiem powrotnym do Polski,  kierowca swoim TIR-em mógł wykonać kilka razy w tygodniu,  o ile dostał poza Polską zlecenie, tzw. kabotaż. Taka usługa poza granicami Polski była atrakcyjna finansowo i wzmacniała  mocno firmę przewozową. Wymagało to od polskich kierowców solidności i wyjątkowej pracowitości. Żeby tak kilkakrotnie obrócić z ładunkiem poza granicami kierowca musiał mieć szczególne umiejętności radzenia sobie z organizacji czasu, noclegów i postojów wypoczynkowych. Polscy kierowcy najczęściej spali w kabinach. Teraz Dyrektywa UE im tego zabrania. Opanowali sztukę obniżania kosztów do perfekcji. Tak zrodziła się polska przewozowa potęga w Europie. Co czwarty TIR jeżdżący po Europie jest z polską rejestracją. Polska zaczęła dominować na europejskim rynku przewozowym. Zaczęły się różne oskarżenia, a to o brak praworządności, to znowu o tworzenie warunków do POLEXITu i nie ważne, że to kompletna bzdura. W Polsce jest większa wolność i praworządność niż w Niemczech, a na pewno większa niż we Francji, co widać na obrazkach z paryskich demonstracji. Polacy są proeuropejscy i nie ma takich sił, które by ten POLEXIT mogły wywołać. Jednak takie oszczercze oskarżenia mogą dosięgnąć społecznej wytrzymałości. Jeżeli będziemy odczuwać traktowanie Polaków jak drugą kategorię w UE,  przeznaczoną do ciągłego ”musztrowania”, upominania,  wyzysku i jako źródła taniej siły roboczej, to rzeczywiście nie można wykluczyć zmiany naszych sympatii do tak wrogo nastawionej UE. Mamy w świeżej pamięci, że po 1989 roku tzw. przemian balcerowiczowskich przede wszystkim Niemcy przejęły większość naszego handlu i przemysłu, lub został on zlikwidowany na korzyść ich sektorów i po części innych państw zachodnich. Można tu wymienić wiele branż skutecznie wtedy skolonizowanych. No, ale to wg. nich jest prawidłowość, bo „niewidzialna ręka rynku” sama tak uregulowała - choć wiemy, że z ich rządową pomocą. Im wolno wszystko, bo to państwa uprzywilejowane UE.

Słynny polski pracowity hydraulik, a teraz kierowca TIR-a zagroził zachodowi, zburzył utrwalany na zachodzie stereotyp polskiego nieudacznika i pijaka. No, leniem zrobiono też Greków, twórców greckich  podstaw europejskiej cywilizacji. Najpierw wpakowano Greków w Euro, zniewolono gospodarkę, wpakowano w Grecję miliardy na tzw. inwestycje kosztowe, zadłużono miasta i wsie, władowano w sektor turystyczny ogromne kredyty wiedząc, że jego funkcjonowanie jest sezonowe i po sezonie ogromna rzesza pracowników nie ma co robić i z czego się utrzymywać, choć sezon turystyczny w Grecji jest dłuższy niż u nas. Równocześnie zaniedbano, czy zablokowano, rozwój greckiego przemysłu i handlu, czym zniszczono główne źródła trwałych dochodów do budżetu państwa. Ten kolonialny model gospodarki powtórzono też w Polsce i dość skutecznie we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. Polski rząd ma rację, że zasady UE trzeba zmodyfikować w kierunku wolnych i samodzielnych gospodarek narodowych funkcjonujących na wspólnym ogromnym europejskim rynku. Skutki wadliwej polityki widać też we Francji pod rządami Macrona, która ze swoich kłopotów w strefie Euro łatwo się nie wywinie, a może bez zasadniczych zmian nie wyjdzie wcale miotana strajkami i falą społecznego niezadowolenia. Mieliśmy jednak szczęście, że ta nasza pierestrojka trwała krótko, nie zdążyła zdemolować wszystkiego, a przede wszystkim nie zdążyła  wpakować Polski w euro. Niechcąco pozostawiono w naszych rękach najważniejsze narządzie sterowania rozwojem – własny pieniądz i trochę banków. Na taki destrukcyjny model pieniężny nawet Wł. Gomułka nie pozwolił. Obecny rząd polski pozwolić sobie też nie może.

Polska złotówka ich najbardziej  boli, bo bez własnego pieniądza neokolonializm mielibyśmy w jeszcze większym wydaniu niż Grecja. Skąd się więc bierze ta chęć gospodarczego panowania nad nami, nad transportem i nad rozwojem Polski?

Sprawność państwa zależy od sprawności dziedzin spajających gospodarkę i struktury państwa, a w tym jest m.in. transport, bankowość, handel i oczywiście sprawiedliwie orzekające w polskim interesie sadownictwo. Model niemieckiego sądownictwa jest podobny do tego jaki budujemy teraz w Polsce. To o co chodzi? Próbują nam zafundować system sądowniczy podlegający sam sobie, który sam się wynagradza, sam o sobie stanowi i decyduje swymi  orzeczeniami nawet o ustroju państwa, sam wyznacza standardy sprawiedliwości niczym uprzywilejowana kasta nad rządem, parlamentem, senatem, społeczeństwem i odpowiada sam przed sobą. Taka kasta ma nie podlegać żadnej kontroli, a wyroki może wydawać na koszt budżetu państwa, czyli społeczeństwa. Czy taki system jest też w Niemczech, Holandii i w innych krajach UE? Na pewno nie! Czemu takiego systemu sobie np. Niemcy nie zafundują? Oni dobrze znają tzw. „naczelną regułę Ładu” i mają nawet konstytucyjny zapis, że ich system jest skoordynowany, a sędziowie ostatecznie wybierani są przez demokratycznie wybranych polityków. Aż dziw bierze, że wielu naszych polityków tego nie widzi, czy nie rozumie. W spadku po poprzednich rządach odziedziczyliśmy sądowe państwo w państwie, które naszych interesów nie broniło. Czy ten europejski system prawny reprezentujący europejską „elitę” obroni nas przed dyskryminacją naszego transportu w UE i uchroni przed zepchnięciem do grona państw drugiej kategorii? Oczywiście, że nie! Jakimś cudem, jak choćby w tym transporcie, wymykamy się ze strefy skolonizowanych gospodarek. Po gospodarczym „tornado” lat 90-tych, dzięki pracowitości i poświęceniu, weszliśmy w 2018 roku do grona państw rozwiniętych. Będzie już nas trudno „doić” i ustawiać „do kąta”. Jeżeli pozwolimy na utrącenie naszego transportu międzynarodowego, gdzie zdobyliśmy europejską przewagę, to zaatakują nas też w innych branżach, kiedy wyjdziemy przed europejski szyk.

Sięgnijmy więc po naukę płynącą z lekcji historii. Zniewolenie Polski zaczęło się w 1732 roku, kiedy Rosja, Prusy i Austria podpisały tajny traktat, zgodnie z  którym ci późniejsi zaborcy zobowiązali się do obsadzania polskiego tronu słabymi i  przekupnymi królami. Podburzali bunty, przekupywali magnatów, wspierali powstania przeciw Polsce i robili wszystko, by Polska nie urosła w siłę. Swój cel osiągnęli przy znacznej pomocy zdradzieckich polskich magnatów. W końcu w 1795 roku Polska przestała istnieć. Szczególną rolę odegrały te dwa dwugłowe orły, pruski i ruski. Po uzyskaniu niepodległości w 1918 roku destrukcyjną działalność wobec Polski było widać w całym 20-leciu międzywojennym. W 1920 roku mamy kulminację tych stosunków z Rosją w postaci wojny bolszewickiej zakończonej szczęśliwie klęską bolszewików. Za tę porażkę ostatecznie zemścili się 17 września 1939 roku czwartym rozbiorem w porozumieniu z Hitlerem. Niemcy w 1925 roku wywołały wojnę celną w celu pognębienia Polski w kryzysie. Było to dla Polski bardzo bolesne. Niemcy uznawały Polskę za państwo sezonowe, które nie ma szans  przetrwania. II wojna światowa przyniosła okupację, śmierć i zniszczenia oraz plan ostatecznej likwidacji polskiego państwa i narodu. Następnie przeżyliśmy okres stalinowski i kolonialne traktowanie Polski. Później mamy transformację 1989 roku i de facto plan likwidacji polskiej gospodarki oraz erę neokolonialnych stosunków w relacjach z zachodem. W Unii też zaczęło się nam nie najlepiej. Od momentu akcesji do UE w 2004 roku obserwujemy próbę uzależnienia polskiej gospodarki przede wszystkim od gospodarki niemieckiej. W Polsce zaczęło działać silne niemieckie lobby. Czyż to co widzimy dzisiaj wobec Polski to nie przypomina nam kontynuacji tego ciągu historii zapoczątkowanego Traktatem czarnych orłów? Niemcy i Rosja próbują nas dzisiaj uzależnić od czego tylko się da. Wprawdzie rząd polski na tę wrogą nam Dyrektywę się nie zgodził, ale  europejska biurokracja nawet tym się nie przejmuje. Obserwujmy więc nasze gorzowskie firmy transportowe, czy wytrzymują tę dyskryminację, bo to jest swoistego rodzaju test na europejską praworządność i poziom wrogości wobec Polski. Jeżeli rząd polski nie zablokuje Dyrektywy transportowej to grozić będzie likwidacja polskiego transportu w UE i objawi się masowymi zwolnieniami w tej branży także w Gorzowie. Oznaczać to będzie, że kuratela nad Polską zapoczątkowana Traktatem czarnych orłów trwa nadal. Ukazujmy to myślącym pod rozwagę i bez naiwności patrzmy na Europę.                    

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: