W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Gerwazego, Protazego, Sylwii , 19 czerwca 2019

Radość dawania

2018-12-31 09:58:27, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

W czasie długiego powrotu ze świątecznego wypoczynku słuchałem w aucie radia. Oczywiście, jak to teraz bywa program był często przerywany reklamami, spośród których jedna mnie szczególnie zadziwiła. Oto jakaś organizacja charytatywna wpadła na pomysł by „zagospodarować” nietrafione, czy wręcz niechciane prezenty świąteczne. Idea pomagania ubogim i poszkodowanym przez los godna jest najwyższych pochwał, zastanowiłem się tylko, czy rzeczywiście zjawisko nietrafionych prezentów jest na tyle powszechne, że można je wykorzystać do akcji filantropijnej.

Pewnie tak, skoro ma ona zasięg ogólnokrajowy i do jej realizacji wykorzystywana jest kosztowna reklama radiowa.

I tak oto jeden z najpiękniejszych świątecznych obyczajów nabiera cech nieomal karykaturalnych, bo tworzy się akcję pozbywania się prezentów, które obdarowanym nie sprawiły żadnej radości.

Wynika to zapewne z wygodnictwa i lenistwa myślowego - ot  kupię byle co, bez żadnej refleksji , tak by zadość uczynić tradycji i mieć sprawę z głowy. A przecież nie ma większej radości dla autora prezentu niż radość obdarowanego z otrzymanego daru, gdy przekonujemy się,  że trafiliśmy w jego upodobania i oczekiwania. Nie jest zadanie trudne i awykonalne, wystarczy trochę pracy myślowej, tym bardziej że prezentami obdarowujemy osoby nam bliskie, których zamiłowania i potrzeby powinny nam być znane.

Wielu niestety wręczanie świątecznych upominków traktuje jak uciążliwy obowiązek, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, że radość dawania jest o wiele większa niż radość dostawania.

Są nawet i tacy, których aktywność w tym zakresie ogranicza się do wręczenia dzieciakowi kilku złotych na zasadzie „niech se gówniarz kupi co tam chce” i problem z głowy.

Tak się złożyło, że tegoroczną Wigilię spędziłem w gronie kilkudziesięciu obcych sobie osób. Mogłem  obserwować reakcje jej uczestników na otrzymywane prezenty; dorośli starali się zachowywać powściągliwość, mało kto zdecydował się na publiczne ich odpakowywanie, za to dzieci nie ukrywały swych reakcji. Przy naszym stole siedział kilkunastoletni chłopiec, który dostał od swych rodziców iphona. Trzeba było widzieć to szczęście w jego oczach, a co za tym idzie i radość rodziców. Dla takich chwil, jak się to mówi, warto żyć i nie ma w tym żadnej przesady.

Na przeciwnym biegunie są ci, którzy uważają, iż najlepsze są te prezenty, bo najbardziej trafione, które kupię sobie sam. Może i jest w tym jakaś racja, ale nie ma w tym tego, o czym napisałem w poprzednich zdaniach – tej radości dawania, poczucia szczęścia wynikającego ze sprawienia komuś  wielkiej przyjemności.

Warto o tym pamiętać, kiedy będą zbliżać się  kolejne mikołajowe czy też zajączkowe (bo Wielkanoc już niedługo) wizyty. Bo inaczej znowu będziemy zbierać niechciane prezenty.

Wyszukaj w blogu: