W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Walka o prawdę

2019-01-04 19:37:39, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Wszystko, czego dowiedziałem się z powieści Krzysztofa Koziołka, jest na okładce książki. „Z jednej strony potężny koncern farmaceutyczny. Z drugiej troje obcych sobie ludzi”. Pisanie tej powieści Koziołek zakończył 6 lutego 2018 roku. Dziś (4 stycznia 2019 r.), a więc niemal rok później przeczytałem w „Gazecie Wyborczej”, że ambasadorka Stanów Zjednoczonych w Warszawie Georgette Mosbacher napisała list do polskiego ministra zdrowia. Domaga się w nim wyjaśnienia, dlaczego specyfik tecentriq na raka płuca nie znalazł się na polskiej liście leków refundowanych. „Uważam, że firma Roche/Genentech mogła zostać potraktowana niesprawiedliwie przy decyzjach podejmowanych ostatnio w Ministerstwie Zdrowia”, pisze ambasadorka. Nie mam zielonego pojęcia, ile jest prawdy w tym, że tecentriq pomaga chorym na raka płuca. Nie to mnie interesuje. Mnie interesuje jedynie to, że dyplomatka naciska na ministra. Zresztą nie jest to pierwszy list tej pani do rządzących z Warszawy. Naciska w sprawie niemal takiej samej jak ta, którą zajął się Koziołek.

Koziołek napisał thriller medyczny „Nie pozwól mi umrzeć” (394 strony), opublikowany przez wydawnictwo Manufaktura Tekstów pod koniec 2018 r. Thriller, czyli utwór literacki mający wywołać u czytelnika dreszcz. Z góry zaznaczam, że to udało się pisarzowi. Przy okazji wyjaśniam: jest to piętnastka książka lubuskiego prozaika, absolwenta zielonogórskiej politologii, tworzącego w Nowej Soli. W październiku 2018 r. otrzymał Zielonogórską Nagrodę Literacką „Winiarka”. Jego „Furia rodzi się w Sławie” w 2016 r. była wśród książek nominowanych do nagrody literackiej Kryminalna Piła. W ubiegłym roku wydał powieść „Wzgórze Piastów”, traktującą o ostatnich tygodniach przed wybuchem drugiej wojny światowej w Grünbergu, czyli naszej Zielonej Górze.

„Nie pozwól mi umrzeć” to literacka rzecz o szczepionkach. Właściwie o tym, dlaczego część rodziców nie chce szczepić swoich dzieci. Póki tej książki nie przeczytałem, byłem przeciwnikiem antyszczepionkowców. Teraz jestem z nimi. Wydawca zaznaczył na okładce, że chodzi o koncern farmaceutyczny Universum Health and Care Polska. Domyślam się, że taki koncern istnieje jedynie w powieści. Jak i znajdujące się po drugiej stronie osoby: Dalia Chyba z Poznania, Damian Saran z Wrocławia i komisarz Ryszard Grodzki to wyłącznie postacie literackie. Ale jakie! Koziołkowi jednak udało się tak je przedstawić, że jako czytelnik ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, kto ma rację. Powieść zaczyna się tak, jakby nie istniał związek między Chybą, Saranem i Grodzkim. Formalnie nie istnieje on gdzieś mniej więcej do połowy książki, chociaż uważny czytelnik zwraca uwagę, że jednak jest coś łączącego te postaci. To koncern farmaceutyczny, a właściwie produkowane przez niego szczepionki doprowadzające dzieci do śmierci, wywołujące autyzm itd.

Jagoda, córeczka Dalii Chyby, zmarła niedługo po tym, kiedy została zaszczepiona. Czym zaszczepiona, tego matka próbowała się dowiedzieć. Czymś zalecanym przez medyków. Z takimi osobami Chyba się kontaktuje. „Jednym z najczęstszych oskarżeń wobec osób, które walczą z przymusem szczepień, jest to, że narażamy zdrowie szczepionych, bo jesteśmy potencjalnymi nosicielami chorób zakaźnych. – mówi jedna z osób, której dziecko zostało zaszczepione czymś, co mogło spowodować autyzm. − Jeżeli szczepionka faktycznie chroni przed chorobą, to ktoś, kto się zaszczepił, nie może się zarazić od osoby niezaszczepionej”. Logiczne, prawda? Ale, i tu jest pies pogrzebany, czy szczepionki były przebadane. Firmy farmaceutyczne twierdzą, że tak. Ba, nawet podają nazwy ośrodków medycznych, które prowadziły te badania. Nie podają natomiast, że te badania były na niby. Komisarz Grodzki ustalił, iż medycy, którzy przyłożyli się do badań i mieli wątpliwości co do skuteczności szczepionek, zostali od nich odsunięci, zmarli lub zostali zamordowani. Nie tylko medycy. Pracująca w firmie reklamowej Sasza Saran za dużo wiedziała o machlojkach ze szczepionkami i też została zabita. Wiedziała nawet i to, że szczepionki zawierają substancje szkodliwe. Zresztą właściciel firmy reklamowej także o tym wiedział, ale jemu nie chodziło o zdrowie dzieci. Jemu chodziło o pieniądze. O wielkie pieniądze z reklamy szczepionek. O to też chodzi dziennikarzom wynajętym przez te firmy. I również lekarzom.

„Według różnych badań w Polsce na grypę szczepi się od czterech do sześciu procent pracowników służby zdrowia. A przecież to oni są jednymi z najbardziej narażonych na zarażenie się od pacjentów. O czym to świadczy? – zapytał jeden z bohaterów. – Że szczepionka na grypę warta jest funta kłaków” – odpowiedziała jego żona. I pewnie w tym jest dużo racji.

Moje wnioski po przeczytaniu książki Koziołka: Na szczepieniach tracą dzieci i rodzice. Zarabiają koncerny i lekarze, którym te koncerny fundują wczasy, konferencje itp.

Tą książką Koziołek walczy o prawdę. Czytelnikom otwiera oczy. I pewnie napyta sobie biedy, bo przybędzie mu wrogów wśród pracowników koncernów farmaceutycznych, aptekarzy i lekarzy.

Wyszukaj w blogu: