W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

O wyższości pesymizmu nad optymizmem

2019-01-16 21:48:13, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Miesiąc po spodziewanej przecież śmierci Jana Pawła II stałem się pesymistą.

Tydzień po pogrzebie papieża jeszcze byłem optymistą. Jeszcze wierzyłem w te wszystkie zapewnienia wygłaszane przez polityków, uczonych, duchownych. Że Jan Paweł II nas pojednał. Że w kraju będzie panowała zgoda, jakiej nigdzie nie ma. Nikt nie będzie wydawał złego świadectwa o swoim bliźnim. Nie będzie złodziei, podpalaczy, pijaków, zabójców, pożądaczy. Zbratają się nie tylko politycy PRL i RP, lecz i nawet krakowscy kibice Wisły i Cracovii. Wielki Polak, jakim był Jan Paweł II, miał pogodzić wszystkich bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, miejsce zamieszkania, religię itd. Od kwietnia 2005 roku Polska miała być wzorem do naśladowania. Rajem, Edenem, Paradyżem, Ziemią Obiecaną. Na to zanosiło się jeszcze przez kilka dni po pogrzebie JPII.

Przypominam tamte dni między innymi i dlatego, że odnoszę wrażenie, iż po zabójstwie prezydenta Gdańska sytuacja jest niemal taka sama jak po śmierci Jana Pawła II. W ostatnich dniach padło wiele podobnych słów. Przede wszystkim o potrzebie zjednoczenia pod biało-czerwonym sztandarem i przeciw nienawiści. Nie mam nic przeciw nawoływaniom, ale nie wierzę w ich skutek.

Tego samego dnia, kiedy w gdańskim szpitalu zmarł Paweł Adamowicz, dyrygent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy od 27 lat obwieścił swoją rezygnację z funkcji prezesa fundacji. Podał przyczyny. I zaraz po tym odezwały się tysiące (a może miliony) głosów zaskoczonych decyzją Jerzego Owsiaka. Z kilku miejsc dostałem listy, żeby prosić prezesa fundacji o pozostanie prezesem. Za pośrednictwem telewizji słyszałem wypowiedzi osób, które szanuję i podziwiam, że nie wyobrażają sobie Orkiestry bez Owsiaka jako głównego dyrygenta. Że to, co zapowiedział 14 stycznia podczas konferencji prasowej, było pod wpływem emocji. Że przecież nie on jest winny śmierci prezydenta Gdańska. Że tyle dobrego ile zrobiła Orkiestra pod jego batutą, nie zrobiła żadna organizacja od 27 lat. Że należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla. I że może wróci. Może da się przekonać. Bo bez niego Orkiestra będzie grała, ale coraz ciszej, ciszej, aż ucichnie. Tak przecież stało się z Monarem. Póki żył twórca stowarzyszenia Marek Kotański, o Monarze było głośno. Monar był na ustach zdrowych i chorych, bogatych i biednych. Po śmierci Kotańskiego przycichło. Internet podaje, że stowarzyszenie Monar istnieje. Jego celem nadal jest pomoc chorym, bezdomnym, zagubionym, czyli jakby nic się nie zmieniło. Chyba jednak po śmierci Kotańskiego zmieniło się bardzo dużo.

Wracam do Owsiaka. Kto wsłuchiwał się w jego wypowiedzi zaraz po zakończeniu ubiegłorocznego Pol’and’Rock Festival w Kostrzynie, czyli dawniejszego Przystanku Woodstock, ten miał prawo przypuszczać, że Jerzy Owsiak namawia władze Kostrzyna, aby zajęły się organizacją tej imprezy. Władze, jeśli dobrze pamiętam, ustami wiceburmistrza podały, że są zaskoczone tym pomysłem. Co by znaczyło tyle, że nie chcą być organizatorem Pol’and’Rock Festival. Później Owsiak podpisał porozumienie z lubuskim urzędem marszałkowskim do 2022 roku. Ta decyzja wskazywała, że tegoroczny festiwal  i trzy kolejne odbędą się w Kostrzynie i że jak w poprzednich latach przygotuje je zespół pod wodzą Owsiaka. Czy po rezygnacji z funkcji prezesa porozumienie zostanie utrzymane? Zadałem to pytanie jako pesymista.

Ps.

Organizatorzy zielonogórskiego finału Orkiestry dopuścili do licytacji akcję „Podpal radnego”. Odpowiednio zabezpieczeni przed poparzeniem dwaj rajcy miejscy poddali się tej czynności. Chodziło o to, żeby podpalaczem została osoba, która wygra licytację. Zwyciężył wicemarszałek lubuski (ten od spraw społecznych). Mnie się ten pomysł od samego początku nie podobał. A stałem się jego wrogiem po tym, kiedy wicemarszałek stanął do rywalizacji. Gdyby licytował któryś z nowobogackich właścicieli hurtowni, restauracji czy firmy sprzątającej, pal licho, nie musi myśleć i świecić przykładem. Na miejscu tego wicemarszałka złożyłbym rezygnację z funkcji. Tak, jak to zrobił Jerzy Owsiak, który przecież nie jest winny śmierci prezydenta Gdańska. Gdybym był wicemarszałkiem, złożyłbym rezygnację dlatego, żeby innym wybić podobne akcje.

Podobały mi niektóre poprzednie pomysły organizatorów zielonogórskich finałów Orkiestry. Na przykład ten, gdy wiceprezydent miasta napaliła w piecu tego, kto wygrał jej usługę. I ten, kiedy ta sama pani podjęła się umycia okien w hotelu należącym do zwycięzcy licytacji.

Wyszukaj w blogu: