W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Gizeli, Łukasza , 17 lutego 2019

Dlaczego UE zmusza nas do podwyżki cen prądu?

2019-01-25 16:30:27, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

Do końca 2018 roku żyliśmy tematem, czy i ile podrożeje energia elektryczna.

Byliśmy utwierdzani w przekonaniu informacjami ośrodków zbliżonych do europejskich central polityki energetycznej, że Polska jest głównym trucicielem Europy. Pomyślałem, że nie ma się co dziwić, w końcu odziedziczyliśmy po poprzednim systemie ziejący kominami przemysł,  kotłownie opalne węglem marnego gatunku i te mieszkania ogrzewane „kopciuchami”. Zaraz sobie przypomniałem, jak mieszkając kiedyś na Górczynie w Gorzowie Wlkp. codziennie rano zmiatałem warstwę pyłów osiadłych na karoserii mojego dużego Fiata. Był to wystarczający dowód jak nas te wyziewy kominowe truły. Logiczne, że trzeba to wszystko  naprawić i finansowe konsekwencje ponieść.

Już się prawie zgodziłem z tym uzasadnieniem podwyżki cen prądu. Jestem ekonomistą, więc wiem, że ceny prądu wywołają spiralę wzrostu innych cen, szczególnie produktów spożywczych i tych energochłonnych, choćby materiały budowlane, stal, woda ciepła i ogrzewanie mieszkań. Jednak coś mi się to wszystko nie zgadzało. To dzisiejsze trucicielstwo określa się ilością emisji CO2, a nie  ilością pyłów wyziewanych z kopcących kominów i  starych samochodów z Zachodu, które w konsekwencji tworzą zabójczy smog. Ale tych dawniejszych kominów już prawie nie ma, pył na karoserię mojej TOYOTY nie osiada, gaz do większości domów w Gorzowie doprowadzono w ramach „Kawki” i piece zlikwidowano, czarnego dymu z kominów gorzowskiej Elektrociepłowni też nie ma. W ogóle znikły przemysłowe kominy dawniejszego przemysłowego Gorzowa, ale też z całej przemysłowej Polski. Skąd więc to polskie trucicielstwo Europy? Dlaczego UE będą nas karać i zmuszać do podwyżki cen prądu? Przecież spowodują przyhamowanie naszego rozwoju i przez to nie dogonimy Zachodniej Europy! A może właśnie o to chodzi?

Rząd Morawieckiego wystraszył się konsekwencji podwyżki cen prądu i zaczął szukać jakiejś drogi wyjścia. W końcu  zapowiedział, że podwyżki ceny prądu nie będzie, bo znalazł 9 mld zł. na dopłaty. To mnie jednak nie uspokoiło. Pomyślałem: sprawdzimy „co jest grane”, kto jest temu winien.  Żeby dopłacić do prądu, to komuś trzeba zabrać, najszybciej budżetowi Polski. Znając zawiłości decyzji politycznych UE często nie w naszym narodowym interesie, postanowiłem przeprowadzić dochodzenie publicystyczne. Przewertowałem wiele gazet i portali, począwszy od 2007  roku, z zamiarem trafienia na jakiś ślad. Od razu przyszło mi na  myśl, że może ociera się to o matactwo energetyczno-klimatycznego. Założyłem, że zapewne są jakiejś regulacje związane z tzw. sprawą ocieplania się klimatu, co w konsekwencji wymusza podwyżki cen prądu w Polsce. W końcu różnie na ten temat piszą. Jest zastanawiające, dlaczego z paktu klimatycznego wycofały się państwa, które emitują największe ilości CO2, choćby USA, Chiny, Indie i kilka innych szybko rozwijających się państw? Dlaczego Wielka Brytania opuszcza UE i też nie chce płacić haraczu cieplarnianego? Jest wiele powodów ograniczenia zaufania do decyzji UE. Wiemy, że kilka państw starej UE  z dużym wyprzedzeniem zmontowało ogromny przemysł urządzeń energii tzw. odnawialnej i nisko emisyjnej i potrzebują klientów. Ten pakt jest jakby skrojony na użytek w pierwszej kolejności tych przygotowanych i najsilniejszych, stawiając państwa środkowoeuropejskie w roli petentów w kolejce do technologii obniżających emisję gazów cieplarnianych. A żeby chcieli kupować i montować to trzeba ich jakoś do tego przymusić. Widać, że temu służyć może nowy pieniądz, który nazwano CO2.

Przyjrzyjmy się więc temu bliżej. Co piszą gazety i portale na temat przyjętego przez polski Rząd paktu klimatycznego w 2008 roku? Czy był to sukces czy też porażka ówczesnego wtedy Rządu? Kto podejmował decyzje o daleko idących skutkach i czy wykazał się troską o Polaków? Zobaczymy. Po objęciu władzy przez koalicją PO-PSL Polska była jednym z światowych liderów w redukcji CO2 i innych tzw. gazów cieplarnianych. Tę redukcję emisji zapisano w konwencji klimatycznej w protokole z Kioto, w którym ówczesny Rząd Polski zobowiązał się, że w latach 2008-2012 zmniejszy emisję CO2 o 6% w stosunku do bazowego roku 1988. Tymczasem do roku 2005 Polska zmniejszyła emisję dwutlenku węgla o 31,9 % i  stała się światowym liderem walki z tzw. ociepleniem klimatu. Tak się stało dlatego, że w wyniku transformacji gospodarczej „Balcerowicza” na potęgę likwidowano polskie przedsiębiorstwa lub je za bezcen sprzedawano. Tym zachodnim nowym właścicielom chodziło przede wszystkim o przejęcie na trwałe polskiego rynku zbytu i wykorzystanie polskiej taniej siły roboczej, a nie proekologiczna modernizacja polskich fabryk. W związku z tym kominy przestały dymić, kotłownie opalane węglem i piece hut, cementowni i cukrowni wygaszano, gorzowski Stilon, Silwanę, Ursus, Roszarnię wraz z ich kominami zlikwidowano. Upadł wtedy cały tzw. przemysł terenowy w mniejszych miejscowościach łącznie z POM-ami i PGR-ami. Hodowla bydła i trzody zmniejszyła się o ponad połowę i nie było powodu, aby na wsi za produkcję gazu obciążać zwierzęta hodowlane. Zostali tylko ludzie na bezrobociu. W taki sposób zmniejszono emisję CO2 o 1/3. I tak Polska wypracowała  ogromny zapas emisyjny sięgający ponad 500 mln ton dwutlenku węgla.

Już wtedy  mogliśmy na tym zarobić, po ówczesnej cenie 16 euro za tonę CO2, przynajmniej 8 mld zł. Dzisiaj ta cena wzrosła i zysk z tego tytułu byłby wielokrotny. Rząd premiera Tuska miał komfortową sytuację finansowo-gospodarczą.  Mógł tą sytuację wykorzystać i zarobić wielkie miliardy na polityce klimatycznej. Do dzisiaj nie wiadomo dlaczego tego nie wykorzystał, a na konferencji w 2007 roku na wyspie Bali nie zajął w tej sprawie korzystnego dla Polski stanowiska. Premier Tusk zgodził się w Brukseli zmniejszyć emisję CO2 o 20% w latach 2013-2020, co okrzyknięto wielkim sukcesem. I może by tak było, gdyby, chyba w 2011 roku, nie wyszły na jaw szczegóły. Rząd polski zgodził się, by poziom dwutlenku węgla liczyć od bazowego poziomu roku 2005. W ten sposób do obniżki emisji CO2 nie wliczono osiągniętej redukcji w latach 1988-2005,która to redukcja już wtedy osiągnęła 31,9 %. Dlaczego więc tak lekką ręką premier Tusk przekreślił polski dorobek klimatyczny, na którym polska by zarobiła wielkie miliardy? Co by nie szukać na usprawiedliwienie, to w konsekwencji mamy do czynienia z działaniem na szkodę Polski, a główny interes na tym ubiły Niemcy. Polska ze światowego lidera stała się klientem do technologii w zakresie nieemisyjnych lub ekologicznych źródeł energii, które do dnia dzisiejszego przede wszystkim musi kupować za ciężkie pieniądze od Niemców. Wiem ile kosztują niemieckie technologie bo budowałem dużą ”hybrydę” energetyczną w ośrodku dla dzieci w miejscowości Długie.

Polska poniosła ogromne koszty balcerowiczowskiej restrukturyzacji obniżając przy okazji emisję gazów cieplarnianych i nic z tego nie zarobiła przez indolencję ówczesnego Rządu, a w dodatku musi teraz jeszcze kupować prawo do emisji  CO2. Trudno to  logicznie wyjaśnić, dlaczego premier Polski nie zadbał o dorobek polityki klimatycznej i zdegradował Polskę z pozycji  lidera ekologii do roli państwa frajerskiego, które już poniosło olbrzymie koszty restrukturyzacji i modernizacji, a teraz w to miejsce musi kupować prawo do emisji CO2, a tym samym prawo do swojego rozwoju. Tak więc ramowe założenia polityki klimatycznej zawarte w Konkluzji Rady Europy z 2007 roku podpisane przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za rządów jego brata Jarosława, były dla Polski korzystne, gdyż zawarta tam była zgoda UE na 20 %-towy  cel redukcji CO2, przy czym cele redukcyjne miały być liczone względem poziomu emisji z roku 1990. Postęp gospodarczy i tempo rozwoju UE powodowało w wielu krajach zachodnich rosnące zapotrzebowanie na coraz większy pakiet emisyjny CO2, a ta Konkluzja Rady Europy  dawała Polsce poważną przewagę konkurencyjną. Tego nasi zachodni sąsiedzi nie zaakceptowali  i widocznie dogadali się z premierem Tuskiem tyle, że z ogromną dla nas stratą przyjmując podstawę liczenia emisji CO2 z roku 2005.

Dzisiaj dlatego musimy co roku te 9 mld zł. dopłacać, by nas drożyzna w sklepach i w opłatach za prąd nie pokonała. Rząd premiera Morawieckiego wprawdzie ceny zamroził i na razie nie wzrosną, ale o te 9 mld zł. mamy  co roku w budżecie państwa mniej. Dziennik Gazeta Prawna  ze stycznia br. podaje, że te koszty mogą być nawet dwa razy większe. To nas mocno osłabi. Od 2005 roku w UE zaczął działać system handlu uprawnieniami do emisji. Jego głównym celem jest tworzenie ekonomicznego przymusu dla zakładów przemysłowych, aby przechodziły na technologie zmniejszające ilość szkodliwych gazów tzw. cieplarnianych, a szczególnie dwutlenku węgla. W walce z tzw. ociepleniem klimatu w grę wchodzą ogromne pieniądze, które zgarniają przede wszystkim Niemcy, bo to one najbardziej przygotowały swój przemysł pod wytwarzanie  technik dzięki którym można obniżyć emisję gazów tzw. cieplarnianych. Dzisiaj dyktują solidne ceny tych ekologicznych technik. Żeby się rozwijać to trzeba kupować prawa do emisji CO2. Największe zapotrzebowanie na prawa do emisji gazów tzw. cieplarnianych mają państwa zapóźnione i te, które próbują zachód gonić swym rozwojem. Zakup pakietu emisyjnego dwutlenku węgla, by uruchamiać zakłady produkcyjne, powoduje wzrost kosztów i drastycznie ogranicza konkurencyjność. I tak ci „wielcy”, zamiast udostępniać nowoczesne ekologiczne technologie, zablokowali drogę do rozwoju tym zapóźnionym. Sprytne!

Prof. Richard Lindzen, członek Amerykańskiej Akademii Nauk, zajmujący się fizyką atmosfery i meteorologią, nie pozostawia suchej nitki na oenzetowskim raporcie dotyczącym ocieplania się klimatu. Twierdzi, że alarmistyczny ton opracowania jest skandaliczny, a teoria o ocieplaniu się klimatu na świecie jest ”nonsensowna” i popierana fałszywymi dowodami.  Dalej tłumaczy, że w teorii globalnego ocieplenia przypisuje się winę tylko jednemu z wielu elementów składowych klimatu – dwutlenkowi węgla. To jest myśl absurdalna…(...). Dlatego prezydent Tramp z tego wątpliwego paktu się wycofał. Ten kierunek myślenia potwierdzają też wykradzione e-maile z Instytutu Klimatologii w Wielkiej Brytanii. Idzie o wielkie zyski małej grupy interesów kosztem miliardów obywateli. Kto stoi za przemysłem OZE i kto najwięcej musi płacić za drożejące uprawnienia do emisji CO2? Prof. Szyszko ma rację przytaczając wyniki badań naukowych, które wskazują na konieczność diametralnie innych działań. Jest przecież udowodnione, że najwięcej CO2 pochłaniają lasy i tereny zadrzewione. Przecież drzewa do swojego rozwoju potrzebują właśnie ogromnych ilości dwutlenku węgla, aby go w procesie biosyntezy przerobić na masę drzewną. To nie lepiej dofinansować lasy i parki, nieużytki obsadzać drzewami i nie walczyć, jak z „wiatrakami”, z tym 1,5 %-owym wzrostem poziomu dwutlenku węgla? Jedno jest pewne: o środowisko naturalne człowieka należy dbać, z trucicielami walczyć i nie unikać wprowadzania nowych technologii proekologicznych. 

Gorzów dba o parki i czyste powietrze. Warto jest jednak wziąć przykład z Torunia, gdzie 30% energii cieplnej pochodzić będzie z geotermii.  Takie rozwiązania należy stosować i nie pozwalać sobie na haracz CO2. Za gaz z Rosji też słono płacimy! Dlaczego? Będziemy o tym pisać mimo, że „Prawda może być bolesna”. Wielki pisarz i myśliciel Józef Mackiewicz wyznawał, że Jedynie prawda jest ciekawa”.

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: