W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Danuty, Jana, Janiny , 24 czerwca 2019

Trzydzieści lat później

2019-02-06 23:59:36, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Historia nauczycielką życia. Zapewne tę starą, łacińską sentencję mieli na uwadze organizatorzy konferencji na temat trzydziestej rocznicy rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole. Odbyła się ona w ramach nowego cyklu spotkań pod hasłem Lubuskie rozmowy u Herberta. Dyrektor Szenwald już zapowiada kolejne, np. 5 kwietnia ma się odbyć spotkanie z profesorem Mikołajko. Konferencja, która właśnie się odbyła w gorzowskiej bibliotece zgromadziła sporą grupę ludzi zainteresowanych tematem, przede wszystkim dlatego, że pamiętają tamte wydarzenia z własnej obserwacji, czy nawet czynnego uczestnictwa. Ale byli także młodzi, dla których na pewno Okrągły Stół to tylko historia.

W pierwszej części konferencji sprawnie moderowanej  przez dra Krzysztofa Wasilewskiego z biblioteki głos zabierali historycy, którzy w swych wystąpieniach podejmowali wszelkie aspekty związane z tym, jak do Okrągłego Stołu doszło, jakie było jego znaczenie dla czerwcowych wyborów roku 1989 oraz  jego międzynarodowe reperkusje. Były one zwarte w treści, bardzo syntetyczne w formie, ale  uwzględniające znane chyba dla większości zebranych treści i fakty. Mimo, iż nie było zaskoczeń i odkryć, ta część była mocno pouczająca i nie wzbudzająca wątpliwości czy kontrowersji. Nie było tak skrajnych ocen i opinii, jakie dziś wygłaszają przedstawiciele obecnej władzy, którzy o okrągłym stole mówią jako o zmowie elit, zdradzie w Magdalence, czy tak jak profesor Zybertowicz, dla którego jest on wydarzeniem polegającym na tym, że komuniści podzielili się władzą ze swoimi agentami. Nawet dr Siedzisko ze szczecińskiego IPN sprytnie wykręcił się od odpowiedzi na pytanie jak skomentuje słowa  prezesa IPN doktora Szarka, który porównał Okrągły Stół do układu zawartego w Jałcie, co można było jednak odebrać jako próbę delikatnego zdystansowania się od opinii swojego szefa.

Potem był panel polityków z udziałem pani poseł Krystyny Sibińskiej oraz pana Jerzego Wierchowicza (zawiódł  zapowiadany, acz nieobecny senator Sługocki), którzy mieli mówić o tym jak dziś odbieramy Okrągły Stół i jakie ma on znaczenie dla współczesnej Polski.

Było ciekawie i inspirująco, choć nieuniknione były wtręty osobiste  i opowieści o tym co działo się wówczas w ich życiu. Pani poseł była na przykład wtedy na początku swej drogi zawodowej pracując jako świeżo upieczony inżynier w gorzowskiej Przemysłówce i uczestnicząc w kampanii wyborczej 1989 roku dyrektora Dyraka kandydującego (zresztą z powodzeniem, o czym nie każdy może pamiętać) do Sejmu. Jednak to co najważniejsze w jej wystąpieniu to opinia, iż obecna sytuacja polityczna w Polsce pod wieloma względami jest gorsza niż wówczas, gdy niereformowalna z pozoru władza nazywana niekoniecznie słusznie komunistyczną podjęła dialog z solidarnościową opozycją. Podała wiele argumentów przemawiających za tym, że w dzisiejszych warunkach taki Okrągły Stół byłby niemożliwy do przeprowadzenia, bo brakuje po prostu woli porozumienia, jaką wykazywały przed 30 laty strony sporu politycznego.  A potrzeba zorganizowania kolejnego Okrągłego Stołu staje się coraz bardziej paląca, z czym się  absolutnie zgadzam, o czym zresztą niedawno pisałem w tym blogu.

Z tą potrzebą nie chciał się zgodzić mecenas Wierchowicz, który przekonywał, że w demokratycznym państwie takim naturalnym Okrągłym Stołem powinien być parlament, jako miejsce, w którym ścierają się różne poglądy i wypracowywane są decyzje dotyczące polskich problemów. Sam jednak za chwilę stwierdził, że polski parlament dziś stał staję się  mało znaczącą fasadą przypominającą Sejm z czasów PRL, czyli niejako podzielił pogląd pani poseł. Mówiła ona bowiem wiele o tym, że w trakcie kończącej się już kadencji obóz władzy nie uwzględnił żadnego wniosku, postulatu, czy poprawki do projektu ustawy zgłoszonej przez opozycję. Nie można tego określić inaczej niż karykaturę parlamentaryzmu i demokracji.

W tym sporze o potrzebie Okrągłego Stołu w obecnej sytuacji salomonowe wyjście zaproponował jeden z obecnych, który powiedział, że obecnie rządzący nie chcą porozumienia i dialogu to może taki Okrągły Stół zorganizuje opozycja, wszyscy ci, którzy nie akceptują działań PiS i chcą odsunąć tę partię od rządzenia Polską. Może dzięki temu uda się zakończyć jałowe spory i uda się wypracować spójny, przemawiający do większości Polaków program. Nie muszę chyba mówić, iż ten postulat spotkał się wręcz z entuzjastycznym odbiorem większości zebranych.

I na koniec dwie krytyczne uwagi.

W moim przekonaniu organizatorzy nie zachowali się w duchu okrągłostołowym, bo nie zaprosili do aktywnego udziału w panelu politycznym przedstawicieli tej drugiej strony ówczesnego sporu, czyli ludzi reprezentujących stronę rządową. Na sali byli między innymi choćby Edward Korban, czy Edward Jaworski (zresztą sam historyk z wykształcenia), którzy mogliby powiedzieć wiele ciekawego jak to wszystko wyglądało z punktu widzenia tamtej władzy. Przecież to żywi świadkowie historii, których świadectwo jest bezcenne.

Natomiast pani poseł Sibińska w oratorskim zapale posunęła się o jedne most za daleko, bowiem raczyła była powiedzieć, mówiąc o tym, jak wspaniałym człowiekiem i szefem był śp. Ryszard Dyrak, choć „był członkiem PZPR”. Można to było zrozumieć, iż pani poseł zdaje się ulegać nawykowi generalizowania i uleganiu chęci uogólnień, z których wynika, że PZPR należy traktować jako organizację nieomal przestępczą, a ludzi do niej należących jako „drugi sort”.

To było niepotrzebne i krzywdzące tych ludzi, którzy należeli do tej partii kierując się ideami i chęcią służenia ojczyźnie. To tak jakby dziś powiedzieć, że do PiS należą wyłącznie karierowicze o ograniczonych poglądach, a do PO bezideowi aferzyści.

Pozwoliłem sobie w prywatnej rozmowie z panią poseł wyrazić żal i pretensję o te słowa, wychodząc z przekonania, że na tej sali było co najmniej kilkanaście osób należący kiedyś tak jak i ja do PZPR i nie godzą się na tak niesprawiedliwe słowa. Bo bez patriotyzmu i mądrości reformatorskiej części PZPR nie byłby możliwy Okrągły Stół, wydarzenie, które powinno być zapisane w najnowszej historii Polski złotymi zgłoskami. Tymczasem dzisiejsza władza zdaje się zadawać sobie nieustanne pytanie, które onegdaj zadał wielki Wojciech Młynarski „co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co spieprzyć?”. Zabrali się więc za „spieprzanie” Okrągłego Stołu, na co nie może być naszej zgody.

Wyszukaj w blogu: