W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

Tu nawet nie ma pola do negocjacji

2019-02-24 10:31:29, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Kultura, Miasto,

Dla rozwoju społeczno-gospodarczego potrzebny jest spokój w warunkach z dłuższą perspektywą stabilizacji. Ten spokój wydaje się jest, koniunktura dobra, poziomem rozwoju Polska dołączyła do najszybciej rozwijających się państw UE, bez problemu dobija do czołówki i niewiele do szczęścia dzisiaj już by brakowało. A jednak… pojawiły się wydarzenia mogące zakłócić naszą w trudzie wypracowaną drogę rozwoju, poczucia dumy z sukcesów i satysfakcji bycia narodem wybijającym się na równoprawną podmiotowość wśród społeczeństw Europy. Polska zaczęła być postrzegana jako godny partner gospodarczy i w rozwiązywaniu ważnych problemów o charakterze światowym. Dlatego Konferencja dot. Bliskiego Wschodu, na wniosek Stanów Zjednoczonych, odbyła się w Warszawie w dniach 13-14 lutego br. Wzięło w niej udział 70 delegacji z całego świata. Jednym z głównych zagadnień był konflikt bliskowschodni, wojna w Syrii i Jemenie, problemy humanitarne w tych regionach, problem broni masowego rażenia, terroryzm i bezpieczeństwo energetyczne. W Konferencji brał udział wiceprezydent USA Mike Pence z sekretarzem stanu Mike Pompeo i premierem Izraela Benjaminem Natanjachu. Polska wraz z USA zapoczątkowały tą Konferencją na wysokim szczeblu cykl spotkań krajów, które nawet oficjalnie nie uznają swojego istnienia. Te kraje usiadły przy wspólnym stole i zaczęły ze sobą rozmawiać. To sukces Warszawy, który może być początkiem nowych stosunków międzynarodowych, szczególnie w odniesieniu do Bliskiego Wschodu.

Polska zrobiła wielki gest skierowany  na stosunki izraelsko-irańskie. Już dzisiaj mówi się o „procesie warszawskim” dla Bliskiego Wschodu. Ogólnie wszyscy podzielają pogląd, że największym zagrożeniem bezpieczeństwa i pokoju na Bliskim Wschodzie jest Iran, który otwarcie opowiada się za kolejnym Holokaustem i pragnie unicestwienia Izraela. Polska tą Konferencją naraziła się na potencjalne konsekwencje ze strony części świata arabskiego. Prof. Marek J Chodakiewicz, naukowiec mieszkający w USA, celnie ripostuje wypowiedzi niektórych polityków żydowskich i amerykańskich na łamach portalu wPolityce.pl: „Unieśliśmy organizację konferencji zgodnie z życzeniami Waszyngtonu. W zamian dostaliśmy obelgi i zostaliśmy obrażeni”. Chodakiewicz wspomina też słowa Mikea Pompeo dotyczące restytucji mienia żydowskiego i zadaje pytanie: ”A co z mieniem katolików i chrześcijan? Oni nie zasługują na restytucję i wsparcie czołowych amerykańskich dyplomatów?” No właśnie…

Na zebraniu gorzowskiego Stowarzyszenia Dzieci Wojny wszyscy byli zbulwersowani, nie mogą pojąć, że oskarża się ich sponiewierane i umęczone wojną ś.p. matki o karmienie dzieci z matczynej piersi mlekiem antysemityzmu. Kilka dni temu w Myśliborzu na spotkaniu Stowarzyszenia Dzieci Wojny zebrani wyrazili swój sprzeciw wobec oszczerstw wypowiedzianym przez członków izraelskiego rządu, na czele z premierem i ministrem spraw zagranicznych. Pytają: - Gdzie dzisiaj jest ten antysemityzm? Dawniej też nie widzieliśmy w Polsce antysemityzmu. Owszem, były jednostkowe nieporozumienia, które dzisiaj próbuje się definiować antysemityzmem czy antypolonizmem. Z Żydami żyliśmy w zgodzie, chodziliśmy często do tej samej szkoły, a naukę tak dzieciom żydowskim jak i polskim przerwała wojna i okupacja niemiecka. Wielu z nas pomagało naszym rodzicom ukrywać nasze żydowskie koleżanki i kolegów. Za ukrywanie Żydów Niemcy karali Polaków śmiercią. A jednak ukrywaliśmy… W Yad Vashem najwięcej drzewek Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata mają Polacy” - mówi jeden z 90-latków obecnych na zebraniu.  Następnie z ogromnym żalem dodaje: - Dlaczego żadnego odszkodowania nie dostały polskie rodziny, które straciły wszystko, po wojnie musiały zaczynać swoje życie od początku w biedzie i poniżeniu. Dzieci przeżyły wojenną gehennę prześladowań w nędzy, często kalekie i osierocone, były uczestnikami przesiedleń, deportacji, obozów zagłady i ciężkiej przymusowej niewolniczej pracy, podobnie jak Żydzi. Dla wielu Dzieci II Wojny Światowej Niemcy przerwały edukację. Dzisiaj żyją za tysiąc złotych i głodują, a jak ktoś ma 1250 złotych to mu i tak na lekarstwa nie wystarcza. Jak mamy żyć? Należałoby zapytać tych z Izraela, którzy nas oczerniają. Ich Dzieci Wojny od polskiego Rządu dostają miesięcznie ok. 450 złotych dodatku, a my ani grosza. A teraz ci Żydzi z Nowego Jorku domagają się miliardów od Polski, a nie od Niemiec! – mówił jeden z członków Dzieci Wojny z Gorzowa Wlkp.

Opowiedziałem to wszystko memu 92-letniemu ojcu, który mieszka w Gorzowie Wlkp. i tradycyjnie z mamą w niedzielę przyjeżdża swoim Citroenem do nas na rodzinny obiad. Tak, Tak, nie pomyliłem się, sam przyjeżdża samochodem, a umysł i pamięć ma tak sprawne, że życzyłbym tej sprawności nawet osobom o wiele młodszym. Ale do tematu… Kiedy zdawałem mu relacje z tych spotkań Dzieci Wojny w kontekście pomówień o antysemityzm i  o udział Polaków w  Holokauście, to widziałem, że nerwowo  już nie wytrzymuje. W końcu podniesionym głosem powiedział: „ To co, ja wyssałem z mlekiem matki antysemityzm? Ja, który z moimi rodzicami przechowywałem u nas w domu w Kozłowie  k. Tarnopola Żydówkę, 11-12 letnią córkę naszego zaprzyjaźnionego lekarza Binera. Ja jestem antysemitą?”

Wiele ze swej historii rodzinnej mi opowiadał, ale tym razem gdzieś uruchomił głębokie pokłady pamięci z tamtych tragicznych dni. - „Rodzina Binerów mieszkała w dość bliskim sąsiedztwie z nami. Z ich synem Ickiem chodziłem do szkoły, bawiliśmy się, nasi rodzice lubili się odwiedzać. Mieli Binerowie też młodszą córkę. Mój tata Jan był osobą znaną w Kozłowie, pełnił społecznie funkcję naczelnika straży pożarnej, był przedsiębiorcą handlowym. Nasza rodzina miała też sklep mięsny tyle, że nie koszerny, bo sprzedawali kaszankę. Ojciec miał też zakład stolarski. Mama prowadziła stołówkę. Podczas I wojny światowej w wojsku austriackim był dowódcą plutonu sanitarnego. Znał dobrze język niemiecki. Kiedy w 1941 roku do Kozłowa wkroczyli Niemcy przygotowując się do marszu na Moskwę, często korzystali z ojca znajomości niemieckiego i brali go za tłumacza. Chyba był to rok 1942, Niemcy zaczęli wyłapywać Żydów do wywózki. Pewnego razu do naszego domu przybiegła mała Binerówna.  - Za mną biegnie brat Icek, zaraz tu będzie, mówiła. Ciociu, mówi do mojej mamy, schowajcie mnie. Strach padł na wszystkich. –Niemcy nas zastrzelą, powiada ojciec, biegnij do ziemlanki z ziemniakami, zaraz cię tam nimi przysypię. Zbysiu zrób legowisko, mówi ojciec do mnie - siedź przed domem cicho i pamiętaj, że nikogo nie widziałeś.  Jak przyjdą - mówi do mamy - to poczęstuj ich czymś by nie węszyli. Sytuacja ta wyglądała bardzo źle. Mała Binerówna przetrwała jednak u nas chyba 2-3 miesiące, później dla bezpieczeństwa przerzuciliśmy ją do naszej rodziny Mrozów, a stamtąd zabrali ją partyzanci i przerzucili dalej. Jej brat, a mój kolega do nas nie dobiegł, dosięgła go kula niemiecka. Ta córka Binera przeżyła wojnę, wyjechała do Izraela, tam wyszła za mąż. Na pewno jest tam odnotowana jako ocalona. Co jednak ciekawe – chyba  w latach 60-tych z mężem wróciła z Izraela do Polski, była wdzięczna naszej rodzinie. Jej mąż był nawet znanym dyrektorem chyba wałbrzyskiego państwowego przedsiębiorstwa budowlanego. Do końca swego życia przyjaźnili się z moim kuzynem Henrykiem z Krakowa.”  Ojciec kończąc opowieść dodaje: - to gotowy scenariusz na film. Byłem w Kozłowie trzy lata temu. Spotkałem tam 90-letnią Polkę pamiętającą tamte czasy i moją rodzinę. Na cmentarzu zachowały się w bardzo dobrym stanie rodzinne pomniki z krzyżami.

Te zebrania Dzieci Wojny z Gorzowa i Myśliborza wypełnione wspomnieniami wojennymi i ta opowieść mego ojca o małej Binerównie nijak nie pasują do tych kalumnii z przed paru dni, kiedy minister rządu Izraela oczerniał Polaków mówiąc, że wyssali antysemityzm z mlekiem matki. Przykre... Amerykańscy Żydzi każą nam płacić odszkodowania za mienie, które im zniszczyli Niemcy hitlerowskie. Bardzo trafnie sprawę restytucji mienia żydowskiego skomentował zwięźle i w sposób nie pozostawiający wątpliwości Łukasz Schreiber, sekretarz stanu w KPMR: ”(…) jeżeli chodzi o restytucję prywatnej własności sprawa jest absolutnie zamknięta. Sytuację trzeba widzieć w szerokim kontekście historycznym.” Odpowiadając pani Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce,  pan Szreiber powiedział: „ (…) Fakt, że ktoś może się domagać, by Polska uczestniczyła w procesie zadośćuczynienia za popełnione przez Niemców zbrodnie jest jakimś kompletnym nieporozumieniem. Nic takiego nastąpić nie może, bo to my jesteśmy ofiarami, a nie prześladowcami. To raczej my mamy prawo domagać się i żądać odszkodowań.” Dalej dodał:” Sprawa roszczeń obywateli amerykańskich pochodzenia żydowskiego jest uregulowana od lat 60. ubiegłego wieku, kiedy doszło do zawarcia umowy indemnizacyjnej, która zwalnia Polskę z wszelkiej odpowiedzialności. (…) Tu nawet nie ma pola do negocjacji.” Taka stanowczość przedstawiciela Rządu polskiego cieszy i rozwiewa wszelkie wątpliwości. Ale jeżeli tak, to po co premier Izraela Natanjachu bredzi coś o winie Polaków za Holokaust? Benzyny do ognia dolał izraelski minister spraw zagranicznych Israel Katz, który powiedział: „(…) nie zapomnimy i nie przebaczymy. Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami – tak jak powiedział Icchak Szamir, któremu Polacy zamordowali ojca, Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych”.

TVP opublikowała materiał o ojcu Icchaka Szamira, z którego wynika, że był on członkiem Judenratu kolaborującego z Niemcami. Szamir na prawdę nie zważał i oskarżał Polaków o zabicie jego ojca i z tego powodu mówił w 1989 roku, że „antysemityzm Polacy wyssali z mlekiem matki”. Po 30 latach powtórzył to minister spraw zagranicznych Izraela, Israel Katz. Stało się to powodem wielkiego napięcia politycznego pomiędzy Polską i Izraelem i odwołaniem szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie. Premier Morawiecki zbulwersowany tym nieprawdziwym i rasistowskim oskarżeniem zdecydował, że polska delegacja nie pojedzie do Izraela na szczyt Grupy Wyszehradzkiej. W tej sprawie stanowisko zajął nawet rabin Shmulej Boteach, który w rozmowie dla Onetu powiedział: ”(…)Polacy jako naród nie kolaborowali(…) – polski rząd nie kolaborował z nazistami, polski rząd walczył z nazistami, Polacy stawiali opór nazistom, zostali zaatakowani 1 września 1939 roku, to fakt historyczny – podkreśla Boteach. – Nie oznacza to, że nie było żadnego Polaka, który nie kolaborował – zaznacza. – Ale to były indywidualne osoby, ale nigdy naród czy rząd – podkreśla(…). W podobnym tonie wypowiada się znany Polakom i szanowany Szymon Weiss.

Ciekawe, co chce Izrael ugrać tymi antypolskimi wypowiedziami swojego premiera i ministra spraw zagranicznych. Jak mówią wtajemniczeni, jak nie wiadomo o co Żydom chodzi, to chodzi o pieniądze. Po tych wypowiedziach od razu odezwała się grupa żydowska  z USA oskarżając, że Polska winna jest Żydom ponad trzysta miliardów dolarów za pozostawione mienie w Polsce po II wojnie światowej i Holokauście. Jakoś nie potrafią dodać, że z winy hitlerowskich Niemiec, a ich wierzycielem nie jest Polska, a dzisiejsze Niemcy. Po raz pierwszy w historii powojennej polski premier mocno odpowiedział: „Polska już się nie boi. Przeżyliśmy straszliwą wojnę i dziesięciolecia okupacji, nie mogliśmy bronić się przed oskarżeniami. Ale teraz Polska nie będzie już ulegać presji, by akceptować kłamstwa, sformułowania wprowadzające w błąd, a co dopiero rasistowskie zniewagi.(…)”  Chyba już możemy żyć spokojnie i bez obaw…

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: