W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

Po drugiej stronie wojny

2019-03-01 17:48:23, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: historia, Miasto,

Co się działo w styczniu 1945 roku w Landsbergu – w miarę oczytany gorzowianin powinien wiedzieć. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, a są ciekawi, polecam powieść niemieckiej autorki Christy Wolff „Wzorce dzieciństwa”. Jak wyglądał Grünberg, czyli Zielona Góra, po wejściu Rosjan do miasta, szeroko zrelacjonował ksiądz Georg Gottwald, proboszcz parafii katolickiej z kościołem pod wezwaniem Świętej Jadwigi, który obecnie jest konkatedrą. Wspomnień autorów niemieckich jest trochę więcej, wszystkie mniej więcej w stylu − było tragicznie, a szczególnie dlatego, że informacje przekazywane o Rosjanach sprowadzały się do jednego: czerwonoarmiści, ci nieokrzesani Azjaci gwałcą kobiety, zabijają mężczyzn i piją co wpadnie im do ręki.

Jak wyglądało życie przybyszów do Landsbergu/Gorzowa, Grünbergu/Zielonej Góry, okolicznych miasteczek i wiosek, najwięcej się dowiedziałem z opowiadań i powieści Natalii Bukowieckiej-Kruszony, Janusza Olczaka i Zygmunta Trziszki. Pod koniec stycznia wyszła powieść Zofii Mąkosy mniej więcej na ten sam temat, tyle że siedemdziesiąt lat później. Czytelnik książek tych pierwszych autorów zapewne wyrobił sobie opinię o tamtych czasach. Były dramatyczne, ale do zniesienia. Czytelnik powieści Z. Mąkosy dojdzie do wniosku, że to były czasy katastroficzne. Najgorsze z najgorszych.

Dwa lata temu ukazała się powieść Z. Mąkosy „Cierpkie grona”. To książka otwierająca trylogię „Wendyjska winnica”. Jej bohaterami są mieszkańcy Altreben, wsi, która po zakończeniu drugiej wojny stała się Chwalimiem w gminie Kargowa. W „Cierpkich gronach” autorka przedstawiła spokojne, wręcz idylliczne miejsce, gdzie obok siebie szczęśliwie żyli i uczciwie pracowali Niemcy i Wendowie. Wendami Niemcy nazywają wszystkich Słowian. Czyli w Altreben mogli być Łużyczanie, Czesi, Słowacy, Polacy. Prawdę mówiąc, to autorka dokładnie nie określiła, do której nacji Wendom jest najbliżej. W Altreben Wendowie mieli niemieckich sąsiadów, ale nie czuli się Niemcami.

Gdy front zbliżał się do Odry i Nysy, na polecenie miejscowej administracji wielu Niemców zostawiło swoje siedliska i uciekło za rzeki. Także wielu mieszkańców Altreben. Matylda, córka jednej z bohaterek „Cierpkich gron”, została po tej stronie. Ona jest bohaterką drugiej powieści z tego cyklu. Ta powieść to „Winne miasto” (432 strony gęstego druku). Tym, którzy nie słyszeli, że Winnym Grodem jeszcze w czasach niemieckich była nazywana Zielona Góra. Tam dzieje się akcja najnowszej powieści Z. Mąkosy. Akcja „Winnego miasta” by mogła się dziać i w północnej stolicy regionu lubuskiego, bo przecież w 1945 roku te miasta były do siebie podobne. Mam na myśli to, że wszelka władzę sprawowali w nich radzieccy komendanci wojenni. Tu i tu czerwonoarmiści czuli się jak zwycięzcy, to znaczy, ładowali na wagony co się dało załadować i wywozili to na wschód, rabowali mieszkańców, pili, zabijali bez powodu i gwałcili kobiety. Proszę zauważyć, że nie napisałem, iż gwałcili niemieckie kobiety. Czerwonoarmiści gwałcili: Niemki, robotnice przymusowe, Wendyjki. W takiej sytuacji znalazła się i bohaterka „Winnego miasta”, która w 1945 roku została mieszkanką Zielonej Góry.

„Winne miasto” jest powieścią wielowątkową. Wątek trzymający całą książkę dotyczy Matyldy, Wendyjki z Altreben, która nie czuje się Niemką, ale i nie jest Polką. Nie jest katoliczką, bo wychowała się w religii luterańskiej. Matylda nie wyjechała za rzeki z kilku powodów, wśród nich był i ten, że trzymała ją pamięć o bliskich. Inne wątki „Winnego miasta” to akowiec, ubek, winnica, elżbietanki, lokatorzy kamienicy przy ulicy Wandy, restauracje, wytwórnia win, osiedleńcy w Chwalimiu, uroczystości w Kargowej, sierota Staś. Autorka kreśli je z wręcz aptekarską dokładnością. Ile w tym jest autopsji, ile realizmu i ile fantazji, nie wiem. Wydaje mi się, że bardzo dużo. Że to jest bardziej opowieść o tamtych czasach niż powieść. Że właśnie tak wyglądały dni 1945 i 1946 roku w Zielonej Górze. Kto niczego nie przeczytał o dniach pierwszych w Zielonej Górze może sądzić, że Grzegorz Zarugiewicz czy starosta Klementowski albo jego zastępca Mazurkiewicz to postaci fikcyjne. Nie. To rzeczywiści bohaterowie tamtych dni. Notabene ofiary ówczesnego systemu politycznego. Na pięciu stronach „Posłowia” autorka podaje źródła, z których korzystała, a korzystała między innymi z pomocy potomków pierwszych mieszkańców Zielonej Góry. Przyjmuję, że taki powieściowy obraz, jaki wyszedł spod pióra Z. Mąkosy, malowali współcześni zielonogórzanie.

Książka ukazała się we wrocławskiej oficynie wydawniczej Książnica. Na okładce znajduje się zdjęcie ze zbiorów Muzeum Ziemi Lubuskiej.

Ps.

W połowie 2018 r. wyszła powieść Krzysztofa Koziołka „Wzgórze Piastów”, nominowana do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. Jej akcja obejmuje ostatnie miesiące przed wybuchem drugiej wojny w Grünbergu.

Wyszukaj w blogu: