W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

Trzymanie  ręki na pulsie miasta na odległość

2019-03-05 14:57:17, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Tak dzisiejszy świat jest urządzony, że nawet kilkuset  kilometrowe oddalenie od Gorzowa nie uniemożliwia śledzenia tego, co się dzieje w mieście średniej wielkości (niektórzy uważają, że stało się ono miastem średniej jakości) położonym nad Wartą. Jest to możliwe naturalnie nie dzięki mediom centralnym, bo w nich Gorzów pojawia się tylko jak coś u nas spłonie, albo jak przedszkolanka pobije swych wychowanków, albo jak zdarzy się inne spektakularne nieszczęście. I dobrze.

Jakimi problemami żyje dziś Gorzów można się dowiedzieć przede wszystkim z mediów społecznościowych, w których gorzowianie są bardzo aktywni. FB wie wszystko, nie tylko przypomina o urodzinach bliższych i dalszych znajomych, ale informuje o tym, gdzie kto był, co robił, a nawet co zjadł w knajpce za rogiem. Są jednak i sprawy poważniejsze. Oto radna MBB (wszyscy wiedzą o kogo chodzi, bo jest szczególnie często obecna na FB) informuje, że  podejmuje wraz ze swoim klubem radnych walkę o wprowadzenie bonifikat od opłaty z tytułu przekształcania prawa użytkowania wieczystego gruntów w prawo własności, by za parę dni ogłosić, iż jej wysiłki zostaną uwieńczone sukcesem, bo na marcowej sesji rady bonifikata ma zostać uchwalona. I bardzo dobrze, że prezydent dał się przekonać, na czym zyskają tylko mieszkańcy.

W innym miejscu radna MBB zachwyca się rekordową liczbą projektów zgłoszonych przez gorzowian do budżetu obywatelskiego. Mnie ten fakt akurat mniej rajcuje, już kilka razy wypowiadałem swe wątpliwości nie tylko wobec samej idei budżetu partycypacyjnego, ale i sposobu jego wdrażania w naszym mieście. Cały czas odbywa się to na zasadzie moja chata z kraja,  a poza tym są przecież radni, którzy powinni poprzez utrzymywanie stałego kontaktu ze swymi wyborcami najlepiej znać ich potrzeby i zadbać o zapewnienie środków na ich wykonanie.

Mocno zbulwersowała mnie dyskusja  na fejsbukowym koncie Stanisława Jałoszyńskiego. To były radny, bodajże jednej kadencji, kiedyś wyczynowy kajakarz, któremu sportowe pasje i zamiłowania pozostały do dziś. Właśnie dlatego w swym poście na FB bardzo ostro skrytykował najnowszy pomysł gorzowskich radnych dotyczący  nowych zasad nagradzania naszych sportowców za wybitne osiągnięcia sportowe. Od teraz finansowe nagrody mają otrzymywać wyłącznie złoci medaliści MP, a stypendia tylko mistrzowie Europy i świata. Obruszył się, i słusznie, że zostali pominięci srebrni i brązowi medaliści rozmaitych czempionatów. Dziwi mnie to wieczne majstrowanie przy regulaminie nagradzania gorzowskich sportowców, w ubiegłej kadencji rada po długich sporach i dyskusjach uchwaliła w końcu regulamin, który nie zadowalał co prawda  wszystkich, ale który wydaje się być sensowniejszy od tego nowego. Nie bardzo rozumiem po co otwierać kolejna pola sporów, zmieniać coś, co nawet nie miało szansy na sprawdzenie czy działa jak należy. Swoistym paradoksem jest to, że te poronione pomysły wyszły z Komisji Sportu i Promocji skupiającej wielu byłych wybitnych sportowców, a więc ludzi dobrze znających cenę sportowego sukcesu. Gorzów kiedyś potrafił hojnie wynagradzać tych, którzy rozsławiali nasze miasto, przypomnę choćby nagrody za medale olimpijskie dla gorzowskich sportowców, którymi były mieszkania, co wywoływało uzasadnioną zazdrość medalistów olimpijskich z innych miast. Szymon Ziółkowski znakomity lekkoatleta otrzymał za swój medal od władz Poznania telewizor, podczas gdy Tomasz Kucharski mógł się wprowadzić do nowiutkiego mieszkania na gorzowskim osiedlu.

Na tym tle żałośnie prezentują się projekty naszych rajców, którzy w obronie przegranej sprawy sięgają, tak jak radna Halina Kunicka, po argument, że przecież sportowcy otrzymują poza nagrodami z miasta także stypendia i gratyfikacje ze związków sportowych, a także od władz państwowych, tak jakby kiedyś tego nie było. To jednak żenada,bo nie można inaczej nazwać słów pani radnej.  Takie ściubienie i oszczędzanie tam, gdzie nie  należy dowodzi  wyłącznie  małostkowości. Chyba kierowano się tymi samymi przesłankami, jak przy projekcie odstąpienia od wspomnianej wcześniej bonifikaty. Trzeba jednak rozumieć na czym polega  rozsądne gospodarowanie publicznym groszem, bo z tym zdaje się mamy problem.

Siłą rzeczy przebywając gdzieś w nowych miejscach dokonujemy porównań z naszą małą ojczyzną. I nie mówię tu o porównaniach ze Złotą Pragą, bo to zupełnie inna liga, niż nasz Gorzów, czy z kurortami w Kotlinie Kłodzkiej, bo ich walory krajobrazowe przewyższają wszystko co mamy u siebie i w najbliższej okolicy. Ale już porównania z Wałbrzychem, miastem o zbliżonej wielkości i podobnych problemach społecznych i gospodarczych mają swój sens. Wałbrzych przeżył w latach 90 ogromną traumę, gdy upadały kopalnie i prawie z dnia na dzień blisko 35 tysięcy ludzi straciło pracę. U nas jednak Stilon, Silwana, Ursus umierały powoli i był to proces bardziej rozłożony w czasie, przecież  stilonowskie resztki gdzieś jakoś egzystują do dziś.

To bolesne prawie, że chirurgiczne cięcie na żywym mieście przyniosło jednak ozdrowieńczy skutek. Lokalna władza potrafiła znaleźć nowy pomysł na miasto, poprzemysłowe obiekty nie zostały, jak chcieli niektórzy, rozebrane do imentu, ale tak jak słynna kiedyś kopalnia Thorez za 160 milionów złotych (głównie z funduszy europejskich) została przekształcona w Centrum Spotkań i Kultury z bardzo ciekawym szlakiem edukacyjnym pokazującym jak funkcjonowała kiedyś kopalnia i na czym polegał górniczy trud. Tu odbywają się ciekawe koncerty i spektakle, rozmaite jak to się dziś mówi eventy, wystawy i wszystko, co się twórcom kultury zamarzy. Czy to nie byłby dobry pomysł na twórcze przekształcenie terenów po Stilonie, znajdujących się przecież w środku miasta, gdzie zamiast rachitycznych firemek, dogorywającego czegoś ,co kiedyś było wielką fabryką, można było stworzyć atrakcyjny dla gorzowian i przybyszy z zewnątrz koncept kulturalno-społeczny. Jak się okazuje problem nie tkwił w pieniądzach, bo te można było pozyskać, decydował brak wizji i odważnego myślenia.

Wałbrzyska specjalna strefa ekonomiczna należy dziś do najlepiej działających  nie tylko w Polsce, tu swoje fabryki zlokalizowały światowe koncerny i mniejsze zakłady, których jest ponad 200. Tuż obok jest zamek w Książu z legendą złotego pociągu i romantyczną historią księżnej Daisy von Hochberg, uzdrowisko w Szczawnie Zdroju, pięknie odnowiona palmiarnia – wszystko przyciągające tłumy przybyszy z różnych stron Polski i wielu sąsiadów z Czech. Na tle starannie zrewaloryzowanego Wałbrzycha z szerokimi arteriami, życzliwego dla mieszkańców, marnie wypadamy jako wiecznie rozkopane miasto, zagrożone armagedonem śmieciowym, z budzącymi wątpliwości projektami takimi jak deptak na Sikorskiego czy rondo przy pomniku Mickiewicza.

Jak to się wszystko weźmie pod rozwagę, to aż strach wracać do domu.

Wyszukaj w blogu: