W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2019

Dżuma czy cholera

2019-04-04 10:51:44, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Przed gorzowskimi rajcami trudne zadanie. Oto pospołu z Prezydentem Miasta będą musieli uaktualnić Wieloletni Plan Inwestycyjny, jaki powstał na początku pierwszej kadencji Jacka Wójcickiego, a który po kilku latach w związku ze zmianą sytuacji na rynku inwestycyjnym wymaga korekty. Niestety te poprawki oznaczają konieczność rezygnacji z części zaplanowanych projektów, bo najzwyczajniej nie starczy na nie pieniędzy. Wynika to przede wszystkim z tego, że jest drożej, więcej wykonawcy winszują sobie za robociznę, znacznie wzrosły też ceny materiały budowlanych. Wykonawcy jak mogą wykorzystują sprzyjającą im sytuację, czemu nie można się dziwić, ale oznacza to, że inwestycja, na którą przetarg z jakichkolwiek powodów nie został rozstrzygnięty, przy kolejnym podejściu przetargowym okazuje się sporo droższa niż przy wcześniejszych ofertach.

Potrzeba korekty WPI nie oznacza jednak zwyczajnej zmiany wcześniejszych zamiarów, nie jest nawet tzw. wyborem mniejszego zła. Każdy z zapisanych w tym dokumencie projektów był dla dalszego rozwoju miasta bardzo ważny, żeby nie powiedzieć niezbędny. Czyli wykreślenie któregoś z realizacji oznacza dylematy praktycznie nie do rozstrzygnięcia,  decydowanie co będzie mniej dolegliwe - dżuma, czy cholera.

Niewątpliwie na pierwszy rzut oka najbardziej bolesna wydaje się być rezygnacja z planów budowy hali widowiskowo-sportowej. Wielokrotnie obiecywana, tak potrzebna dla gorzowskiego sportu i kibiców, odpływa w nieokreśloną przyszłość, bo choć prezydent Wójcicki informując o  wstrzymaniu inwestycji, nie chciał powiedział  jednoznacznie, że miasto ostatecznie rezygnuje z budowy hali, ale warunki jej podjęcia są tak trudne, że dla każdego realisty staje się oczywiste, że w najbliższych latach hala w Gorzowie nie powstanie.

Nadzieje, że dotacja na ten cel z budżetu centralnego zostanie podwojona (choć nawet kwota 30 milionów złotych dofinansowanie może być niewystarczająca) to mrzonki w sytuacji gdy rządząca formacja ogłasza nowe projekty socjalne, na które wydaje się brakuje pieniędzy i co niewątpliwie wyhamuje inwestycje w całym kraju.

W taki oto sposób projekt budowy gorzowskiej hali staje się lokalną never ending story, czyli nigdy nie kończącą się historią, jest naszym potworem z Loch Ness, albo Yeti, których nikt nie widział, ale wszyscy o nich mówią.

Hala po raz kolejny staje się elementem gorzowskiej gry politycznej. Najpierw prezydent Wójcicki poinformował o możliwości odroczenia w czasie budowy hali tłumacząc to mniejszym niż oczekiwane dofinansowaniem z budżetu centralnego. Natychmiast ripostowała minister Rafalska, która oznajmiła, że wszelkie możliwe ścieżki prowadzące do uzyskania finansowego wsparcia przez miasto swoimi działaniami otwarła i tylko brak czerwonego dywanu sprawił, że gorzowskie władze z tych ścieżek nie zechciały skorzystać. Do tej wymiany poglądów ze swym głosem dołączyła prezes Słowianki, która oświadczyła, że kierowana przez nią spółka robi wszystko co trzeba by przygotować inwestycję, ale jeżeli miasto nie zapewni źródeł finansowania to ona na to już nic nie poradzi. W ten sposób po wybudowaniu hotelu z sieci Hilton Słowianka osiągnie kolejny sukces inwestycyjny.

Wszystko to byłoby nawet na swój sposób zabawne, gdyby nie to, że po raz kolejny zawodzi się nadzieje gorzowian, mających prawo oczekiwać  godziwych, odpowiadających wymogom współczesności warunków uczestnictwa w wydarzeniach sportowych, czy artystycznych.

Hala może się stać symbolem gorzowskiej inercji, braku umiejętności rozwiązywania miejskich problemów i zdolności spełniania oczekiwań mieszkańców.

Hala  niestety nie jest jedynym projektem z WPI, któremu grozi skreślenie. Nie wróży to dobrze naszemu miastu bo może wyraźnie przyhamować jego dalszy rozwój.

Wyszukaj w blogu: