W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jadwigi, Leonarda, Teresy , 15 października 2019

Wiosenna inspekcja

2019-04-07 14:58:43, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Słoneczko coraz wyżej, co oznacza, że wiosna przyszła na dobre. Zachęca to do wyjścia na tzw. łono natury i do sprawdzenia przy tej co nowego w naszym najbliższym otoczeniu. A ponieważ z roweru lepiej widać, tym razem zamiast w podgorzowskie lasy wybrałem się na przejażdżkę po mieście.

Ponieważ odbyłem ją w sobotnie popołudnie, czyli w czasie przeznaczanym na wypoczynek, swoją uwagę skupiłem na tym, gdzie i jak gorzowianie mogą wyjść na spacer, na zabawę z dziećmi, by zaczerpnąć oddechu.

Pierwsza obserwacja jest taka – przybyło nam w Gorzowie miejsc do rekreacji i wypoczynku.

W okolicach „willi Jancarza” zaczyna się niedawno oddany do użytku trakt spacerowy nad Kłodawką, z którego mogą korzystać także rowerzyści. Bardzo mi się tam podobało przede wszystkim dlatego, że owa ścieżka pokazała wszystkie ukryte dotąd uroki Kłodawki pozwalając uwierzyć, że rzeczywiście mamy do czynienia z rzeką o górskim charakterze.

Mnóstwo ławek umożliwiającej odpoczynek w każdym momencie wycieczki i gapienie się na płynącą wodę, oświetlenie, kosze na śmieci (niektóre już wyrwane z korzeniami przez miejscowe bezmózgi), sprzyjające rowerzystom podłoże sprawiają, że ścieżka w ten sobotni czas była wręcz oblegana. Mijałem licznych bicyklistów ( wśród nich popularną radną Martę Bejnar Bejnarowicz z synkiem, która zapewne postanowiła sprawdzić, czy miejskie pieniądze zostały sensownie wydane), a na placach zabaw posadowionych obok tej ścieżki roiło się od dzieciaków. Nie czuło się braku tych wszystkich wyciętych drzew i krzewów, bo zieleni zachowało się sporo, widać zresztą, że jest jeszcze co najmniej kilkanaście drzew, chorych bądź uschniętych, które trzeba będzie w najbliższym czasie usunąć. Pozostało jednak do zrobienia kilka rzeczy. Szybkiego uporządkowania wymaga mini skarpa wzdłuż ogrodzenia stadionu Warty, póki co panoszą się tam jakieś chwasty.

Dla rowerzystów należałoby urządzić (likwidacja wysokich krawężników) i oznakować drogę dla rowerów w miejscach, gdzie przecina ona ruchliwe ulice (np. przy pałacu biskupim). Należy tylko żałować, że to tylko trzy kilometrów szczęścia dla rowerzystów, którzy tym boleśniej po opuszczeniu tej ścieżki odczuwają wyboje na ulicach i dziury na chodnikach. Bądźmy jednak optymistami, bo wszędzie gdzie to tylko jest  możliwe przy okazji remontów ulic urządza się ścieżki rowerowe (np. ulica Staszica).

Zajrzałem także do gorzowskich parków. W Parku Róż, przez który zresztą przebiega część opisywanej trasy nad Kłodawką, wszystko wydaje się być jak należy. Park jest uporządkowany, są place zabaw, tytułowe róże (jeszcze nie kwitną), może tylko brakuje łodzi do przejażdżki po stawie, a na pewno brakuje legendarnej Wenecji.

W Parku Siemiradzkiego widać początek prac rewaloryzacyjnych, na jakieś oceny efektów tych prac jest zdecydowanie za wcześnie, bo na razie ich po prostu nie widać. Zwraca jednak uwagę troska o zabezpieczenie drzew przed ewentualnymi uszkodzeniami, na jakie są one narażone w trakcie wykonywanych robót.

Smutne wrażenie robi natomiast Park Słowiański, cierpliwie oczekujący na swoją kolej. Jednak już teraz można by zrobić tam wiosenne porządki, posprzątać śmieci, pograbić zeschłe liście, naprawić połamane ławki, doprowadzić do użytku urządzenia ścieżki zdrowia. Mam tylko nadzieję, że jak już przyjdzie kolej na rewaloryzację tego parku to zostanie utrzymany dotychczasowy charakter tej oazy zieleni, trochę dziki, trochę tajemniczy.

Przejechałem z mieszanymi uczuciami obok na nowo urządzonego skwerku przy Łaźni. Niby to  uporządkowane, uładzone, ale jakieś to wszystko bez wyrazu, bezduszne. Nikt tam chyba nie przystanie, nie usiądzie (zresztą zdaje się nie bardzo jest na czym), więc to nie był według mnie trafiony strzał. A zieleni tam ubyło.

Ze smutkiem popatrzyłem na sąsiednie, zamknięte prawie od zawsze, Schody Donikąd, a smutek mój był tym większy gdy sobie przypomniałem jak piękny widok roztacza się z miejsca, do których te schody kiedyś prowadziły. Oby jak najszybciej ten fragment miasta wrócił do życia jak najszybciej stając się jego atrakcją, których przecież nie mamy zbyt wiele.

I na koniec odnowiony Kwadrat, o który ciągle toczą się spory; ładne toto, czy raczej niekonieczne.

Spór jest nie do rozstrzygnięcia, każdy ze zwolenników, czy krytyków takiego Kwadratu ma swoje uprawnione argumenty. O ostatecznej ocenie decyduje jednak niepodważalny fakt, jakim jest wielka gromada dzieci radośnie korzystających z zamontowanych tam urządzeń do zabawy, wielu odpoczywających na licznych ławeczkach (słychać było rozmowy w języku naszych sąsiadów z Ukrainy), czyli ludzie zagłosowali nogami akceptując w ten sposób tę kosztowną inwestycję.

Jednym słowem miasto się zmienia, rozwija, na pewno jeszcze nie tak szybko jak byśmy sobie tego życzyli. Nawet na ulicy Chrobrego jakby więcej ludzi niż kiedyś, tam też znalazłem jedyne miejsce na trasie swej wycieczki, gdzie można było wypić kawę na świeżym powietrzy. Kawiarnianych i restauracyjnych ogródków jeszcze nie ma, właściciele jeszcze tkwią w zimowym śnie.

Było miło, endorfiny wyprodukowane. Zachęcam do pójścia w moje ślady.

Wyszukaj w blogu: