W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2019

Uprzejmie, że aż nieuprzejmie

2019-04-14 00:09:11, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Dużo chodzę z psem po lasach i nieużytkach, na których jeszcze niedawno rosło żytko na zmianę z kartoflami. Teraz to są nieużytki. To znaczy w planie zagospodarowania działki budowlane, na których wyrosną domy. Cała moja okolica jest upstrzona osiedlami postawionymi tam, gdzie do niedawna chłopi orali, siali, kosili i znowu orali. Często na tych nieużytkach spotykam takich samych jak ja, tzn. spacerujących z psami. Mam to w naturze, że w lesie zagaduję nawet nieznajomego. Zawsze zaczynam od dzień dobry i gdy rozmowa się klei, padają kolejne zdania. Najczęściej schodzą one na psy. W ten sposób poznałem chyba wszystkich swoich sąsiadów, którzy identycznie jak ja wolą oddychać świeżym powietrzem niż siedzieć przed telewizorem i się denerwować a to z powodu zapowiadanej podwyżki ceny za wywóz śmieci, a to z powodu głupiego zdania polityka, a to z niespodziewanej przegranej żużlowców. Każdego dnia powodów do zdenerwowania jest więcej niż mam włosów na głowie. Wracam na nieużytki. Jak powiedziałem, każdemu napotkanemu na ścieżce mówię dzień dobry. I każdy w wieku powyżej pięćdziesiątki odpowiada tym samym. Przesadziłem. Są tacy, którzy ani be, ani me, ani kukuryku. To pewnie ci, którzy dopiero co wyprowadzili się z bloku i jeszcze nie zdążyli nauczyć się, że na przyleśnym osiedlu każdy jest sąsiadem. O tym przekonają się dopiero latem, kiedy zechcą wyjechać na wczasy. Wtedy dobrze jest komuś zostawić klucz do domu, żeby podlewał kwiaty i miał baczenie na drzwi. W latach mojej młodości sporo wędrowałem po górach. Tam wszyscy na szlakach pozdrawiali się: cześć górom albo dzień dobry. Trochę później często jeździłem do Niemiec. W miastach nie, a na wsiach było powszechne pozdrawianie Guten Tag.

Jestem w tym wieku, kiedy trzeba się badać. To i raz na jakiś czas chodzę do lekarki rodzinnej, żeby mnie zbadała, obejrzała, skierowała na bardziej szczegółowe badania. Zresztą akurat mojej lekarki nie muszę prosić o skierowanie. To ona podpowiada, do którego specjalisty iść, żeby nie było za późno. Kilka dni temu zadzwoniłem do pielęgniarki pracującej z moją lekarką, przedstawiłem się i powiedziałem, że proszę o zapisanie mnie do pani doktor. Pielęgniarka, czego się spodziewałem, powiedziała, że zajrzy do planu przyjęć i za chwilkę zaproponuje termin. Ta chwilka to może było dziesięć sekund, może piętnaście. Oczywiście zgodziłem się przyjść na wskazaną godzinę,  powtórzyłem swoje imię i nazwisko i miałem zamiar dodać adres, gdy pielęgniarka mi przerwała. Nie trzeba, powiedziała. Wiem, kim pan jest i gdzie mieszka.

Dotąd było mi przyjemnie.

Również powinno być przyjemnie wtedy, gdy z koszykiem pełnym tego, czego nie było w moim domu, a po co poszedłem do sklepu, stanąłem w kolejce do kasy. Dzidory. A może zdory? Albo może bry? Jakiś taki dźwięk. Domyślam się, że szef sklepu nakazał kasjerkom, aby każdemu klientowi mówiły dzień dobry. One wykonują jego polecenie, ale to na pewno nie jest dzień dobry. Nie jestem nowicjuszem, dlatego zawsze mówię wyraźnie: dzień dobry. Mówię i czuję się z tym źle. Wolałbym, aby kasjerka mnie nie witała tym bąknięciem. A jeżeli ma witać, to wyraźnym dzień dobry. Krótko mówiąc: miała być uprzejmość, a jest nieuprzejmość.

Wyszukaj w blogu: