W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Bony, Horacji, Jerzego , 24 kwietnia 2019

Coraz bardziej pusto

2019-04-15 14:28:50, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Zwykle unikam, ze względu na felietonową formę tego bloga, pisania o odchodzeniu ludzi mi bliskich, albo bardziej znajomych. Ostatnio dzieje się to tak często, że mój blog stałby się siłą rzeczy kroniką żałobną, co byłoby nie do zniesienia. Dzieje się tak z prostego powodu: „biorą z naszej półki”.

Są jednak i takie okoliczności, które jednak wymagają pożegnania zmarłego, bo znaczył w moim życiu wiele, bo łączyły nas wspólne przeżycia, czy też wspólne idee i wartości.

Dlatego rok temu chwilę refleksji i wspomnień poświęciłem Piotrowi Steblinowi Kamińskiemu, z którym w ostatnich latach często dyskutowałem o gorzowskiej rzeczywistości, a którego niespodziewane odejście mocno przeżyłem.

Dziś żegnam Marka Pospiesznego, człowieka którego poznałem 44 lata temu. Tyle już lat minęło od chwili kiedy zamieszkałem w Gorzowie, w miejscu dla mnie kompletnie nowym i gdzie nikogo nie znałem. Tak się złożyło, że w takiej samej sytuacji znaleźli się Andrzej, który przyjechał tu z Dębna Lubuskiego, czyli z województwa szczecińskiego, właśnie Marek pochodzący z Międzychodu (województwo poznańskie), a ja byłem przybyszem z Ośna Lubuskiego, czyli z województwa zielonogórskiego. Pewnie dlatego do siebie się zbliżyliśmy, a z czasem nawet zaprzyjaźniliśmy. W miasteczkach przez nas uprzednio zamieszkiwanych zostawiliśmy swoje rodziny, żony, małe wówczas dzieci, dlatego obecność kogoś kto znajdował się w takiej samej sytuacji nabierała szczególnego znaczenia. Marek, Andrzej i ja pomieszkiwaliśmy w różnych internatach, bursach, hotelach robotniczych, można więc powiedzieć, że spędzaliśmy razem nie tylko wiele dni, ale także i nocy. Na całe szczęście mimo wszelkich różnic charakterów i upodobań, mimo różnic doświadczeń, nie było kłótni i swarów, a Marek, poznaniak z krwi i kości, wprowadzał w nasze życie wiele rozsądku i racjonalizmu  dbając o to by niespodziewana „wolność” nie uderzyła nam zbytnio do głowy.

Poznaliśmy się więc dobrze To, że wywodziliśmy się z różnych województw nabrało nieomal symbolicznego wymiaru. Właśnie wtedy w roku 1975, stanęliśmy przed skomplikowanym zadaniem zbudowania nowej wspólnoty społecznej z mieszkańców szczecińskiego, poznańskiego i zielonogórskiego. Tak jak naszej trójce udało się żyć w pełnej zgodzie i porozumieniu, do tego stopnia, że prowadziliśmy nawet coś w rodzaju wspólnego gospodarstwa, tak samo mieszkańcy nowo powstałego województwa gorzowskiego zrobili wiele, aby okres jego istnienia można było zaliczyć do najlepszych lat w dziejach tego regionu. Dzięki temu właśnie mieszkańcy Choszczna, Barlinka czy Międzychodu z takim sentymentem i żalem dziś wspominają czas, gdy mieszkali w województwie gorzowskim.

Ale miało być o Marku. Kiedy już każdy z nas poszedł na swoje, gdy przyjechały nasze rodziny, w sposób naturalny osłabły nasze kontakty i związki, tym bardziej, że rozeszły się także nasze drogi zawodowe.

Przez wszystkie te lata pozostawaliśmy jednak w bliskiej znajomości, dobrze wiedzieliśmy co się u naszych przyjaciół dzieje. Czasem zdarzało się nawet podejmować rozmaite wspólne projekty.

Marek miał to, że zawsze musiał coś robić, był urodzonym działaczem, niespokojnym duchem.

Kiedy został zmuszony do odejścia ze struktur Okręgowego Związku Piłki Nożnej, co było dla niego bolesnym przeżyciem, swoją pasję do futbolu zrealizował poprzez pracę nad książką dokumentującą historię gorzowskiej piłki. To przebogate źródło wiedzy o gorzowskich klubach, smakowity kąsek dla wszystkich miłośników sportowych statystyk. Pomagałem mu w adiustacji pierwszej części tej książki, w planach miał napisanie drugiej, niestety nie zdążył.

Energia go rozpierała do końca. Jeszcze kilka tygodni temu, już przecież tocząc walkę ze śmiertelną, jak się okazało, chorobą pojechał do swojego ukochanego Międzychodu, by omówić plany związane z kolejnymi turniejami w baśkę, czy też kopa. Jego wielką zasługą było to, że owe stare i kiedyś bardzo popularne gry karciane odkurzył i przywrócił do życia  w naszym regionie.

Zawsze był człowiekiem lewicy, swego czasu bardzo aktywny w Stowarzyszeniu Pokolenia.

Kiedy czytałem jego nekrolog na łamach echogorzowa.pl, mimo że dobrze go znałem to byłem mocno zaskoczony wielością jego zajęć i zamiłowań, wielki szacunek wzbudzają we mnie jego dokonania i osiągnięcia. Odszedł człowiek z epoki społeczników i działaczy, których dziś coraz mniej.

Tym bardziej, Marku, będzie nam Ciebie brakowało.

Wyszukaj w blogu: