W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Efekt Zalewskiej

2019-05-10 19:16:58, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Pierwszym skutkiem zeszłorocznej tzw. reformy oświaty było to, co się zaczęło w kwietniu i trwa, to znaczy zostało zawieszone przez strajkujących nauczycieli. Drugi skutek już zaczęli odczuwać uczniowie: a/ kończący trzyletnie gimnazjum, b/ kończący ośmioletnią szkołę podstawową oraz ich rodzice. Sprawa dotyczy przede wszystkim tych młodych mieszkańców miejscowości z południowych gmin województwa lubuskiego, którzy na miejsce swojej dalszej edukacji wybrali Zieloną Górę. Może się okazać, że nic z tego wyboru nie będzie.

Jeszcze na początku roku kalendarzowego zielonogórskie szkoły średnie miały przyjąć prawie 5 tys. nowych uczniów. Niedawno się okazało, że przyjmą niecałe 3 tys. To znaczy przyjmą wszystkich absolwentów ostatnich klas miejskich podstawówek i gimnazjów. Przed absolwentami spoza granic miasta, którzy mieli ochotę uczyć się w renomowanych zielonogórskich liceach i technikach, administracja miejska zamyka drzwi. Zielonogórskie szkoły średnie są wyłącznie dla zielonogórzan. Jedynym wyjściem jest: przemeldować się do Zielonej Góry i zamieszkać pod miejskim adresem, co jest łatwe wtedy, kiedy kandydat na zielonogórzanina ma matkę chrzestną, ciocię czy babcię w mieście będącym samorządową stolicą województwa.

Gdyby zielonogórskie szkoły ponadpodstawowe przyjęły 5 tys. kandydatów, wtedy nauka musiałaby się odbywać w zagęszczonych salach i na dwie zmiany. Byliby potrzebni dodatkowi nauczyciele. To z kolei by spowodowało większe wydatki na pensje, opłaty za ogrzewanie, oświetlenie, sprzątanie itp. Wydatki z budżetu miasta.

Jak się domyślam, bo jeszcze nie ma informacji o tym, kto został przyjęty do pierwszej klasy szkoły średniej, chętnych do uczenia się w zielonogórskich szkołach ponadpodstawowych nie brakuje. Przede wszystkim dlatego, że tylko w Zielonej Górze są takie szkoły, których nie ma w Żaganiu, Żarach, Nowej Soli, Sulechowie. Na przykład liceum plastyczne. I poziom nauczania w zielonogórskich szkołach jest wyższy, o czym świadczą rankingi. Wyjaśnienia, czy to, że w niektórych szkołach uczą osoby z doktoratem ma wpływ na uczniów, nigdzie nie spotkałem.

Czym różni się uczeń szkoły średniej w większym mieście od ucznia szkoły średniej w mieście gminnym dowiedziałem się kilka lat temu podczas spotkania z czytelnikami w Szprotawie. Wieczorem byłem gościem starszych czytelników, w dzień młodszych, to znaczy panienek na wydaniu i kawalerów w wieku przedpoborowym. Zacząłem od opowieści o pracy pisarza, co na ogół wywołuje zaciekawienie słuchaczy. (Doświadczyłem tego podczas wielu spotkań od Gdańska przez Gorzów, Zieloną Górę, Żary po Środę Śląską.) Potem miałem w planie rozmowę i odpowiadanie na pytania. Tego punktu nie udało się zrealizować przede wszystkim dlatego, że z sali nie padło nawet jedno pytanie i nikt się nie odezwał, nie licząc polonistki, która kusiła młodzież do przerwania milczenia. Po spotkaniu zapytałem nauczycielkę, czy mówiłem aż tak nieciekawie, że nikogo to nie zaciekawiło. Oni tacy są, odpowiedziała. Po chwili, jakby się wstydząc, wyjaśniła, że ci najzdolniejsi młodzi szprotawianie po skończeniu gimnazjum uczą się w Zielonej Górze. Ci z troszkę słabszymi świadectwami dojeżdżają do szkół w Nowej Soli, Żaganiu, Głogowie. A ci najsłabsi, którzy ze względu na wiek jeszcze nie mogą pracować na budowie czy w markecie, chodzą do szkół szprotawskich. Po maturze ci, którzy uczyli się w Zielonej Górze, w większości bez trudu dostają się na studia w wybranej uczelni. Ci ze świadectwem maturalnym wydanym w Nowej Soli, Żaganiu, Głogowie na ogół także nie mają problemu z dostaniem się na wymarzone studia. A ci, którzy zdali maturę w Szprotawie, jeśli chcą się uczyć, to wybierają wyższą szkołę zawodową. Nie powiedziałem, że się z tym nie zgadzam, ale miałem prawo tak pomyśleć. Wśród studentów uniwersytetu, na którym jeszcze w zeszłym roku prowadziłem zajęcia, było niemało takich, którzy robili błędy ortograficzne, pisali niegramatycznie, nie rozumieli podstawowych pojęć.

Prawo nic nie mówi o tym, że o przyjęciu do szkoły średniej decyduje miejsce zamieszkania kandydata. Prawo nakazuje brać pod uwagę świadectwo, czyli oceny. Każdy ma prawo uczyć się tam, gdzie chce. Co zrobią władze Zielonej Góry, jeśli się okaże, że miejsca przeznaczone dla młodych zielonogórzan zajmą kandydaci spoza miasta, którzy mają lepsze świadectwa niż młodzi zielonogórzanie? Czy zmienią zdanie i wrócą do planu z początku roku?

Wyszukaj w blogu: