W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Dobrze albo wcale

2019-05-19 18:00:23, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Dwa lata temu, 14 maja, zakończył swoją ziemską pielgrzymkę Zygmunt Kowalczuk, były ksiądz, historyk, poeta, publicysta. Określenie „ziemska wędrówka” i „odszedł do domu Pana” często spotykam w komunikatach o śmierci duchownych katolickich. Że Zygmunt Kowalczuk zakończył swoją ziemską pielgrzymkę, jestem pewny, ponieważ byłem na jego pogrzebie i w sobotę, 18 maja, stałem przy grobie na wiejskim cmentarzyku, gdzie został pochowany. Czy na pewno odszedł do domu Pana? Nie zadawałbym tego pytania, gdyby nie to, że według oficjalnego komunikatu, zmarł śmiercią gwałtowną. Wprawdzie odebrał sobie życie jako osoba świecka, co być może oznacza mniejszy grzech, ale przecież od niego jako absolwenta seminarium duchownego w Gościkowie-Paradyżu, wyświęconego na kapłana, którym był do 2008 r. wierni, a przede wszystkim sąsiedzi z Biecza, wymagali dużo więcej. Był pierwszym mieszkańcem Biecza koło Lubska, który aż tak daleko zaszedł. Miał dyplom magisterski Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, doktorat z historii obroniony w ówczesnej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze, habilitację, stanowiska naukowe na Uniwersytecie Zielonogórskim, Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i Politechnice Koszalińskiej. Napisał blisko 20 książek, wśród nich dziewięć literackich i opowieści religijne dla dzieci „W poszukiwaniu szczęścia”, wydane przez zielonogórskie Wydawnictwo Diecezjalne. Dlaczego zrzucił sutannę i popełnił samobójstwo przez powieszenie w zielonogórskim hotelu? Druga część pytania chyba na zawsze pozostanie niewyjaśniona przez prokuraturę i policję kryminalną. Ja, nieźle znając Zygmunta, mam podejrzenia. Przede wszystkim dotyczą one tego, czy to na pewno było samobójstwo. Temat na powieść. Od dwóch lat układam ją w swojej głowie. Jestem coraz bliżej tego dnia, kiedy zacznę pisać. Na pierwszą część pytania, to znaczy dlaczego zrzucił sutannę, próbowałem uzyskać odpowiedź od Zygmunta wtedy, kiedy bywał w moim domu. Na to, że zrzuci sutannę, zanosiło się na plebaniach w Sulęcinie, Żarach i Zielonej Górze. Wcześniej był wikariuszem w Gorzowie i Strzelcach Krajeńskich. Już wtedy Zygmunt mówił o tym, o czym jest w filmie „Kler” i co ujawnili bohaterowie dokumentu „Tylko nie mów nikomu”. Na długo przed pozbawieniem arcybiskupa Juliusza Paetza urzędu metropolity poznańskiego dowiedziałem się od Zygmunta tego, co złego robił ten mężczyzna w koloratce. Nie tylko to jedno nazwisko padało z jego ust.

W sobotę, 18 maja, w filii biblioteki gminnej w Bieczu koło Lubska odbyło się spotkanie tych, którzy znali i cenili Zygmunta. Przyjechali mieszkańcy Zielonej Góry, Żar, Lubska, Brodów. Był wójt gminy spokrewniony z Zygmuntem. Pokazał się bratanek. Ilu było mieszkańców Biecza, gdzie Zygmunt się wychował, dokąd wracał, gdzie, póki nosił sutannę, był podziwiany, wychwalany, bo to pierwszy bieczanin, który tak wysoko zaszedł, nie wiem. Gospodyni spotkania wymieniła jedynie sołtysa. Na moje oko sąsiadów Zygmunta można było policzyć na palcach jednej ręki. Dlaczego nie przyszli w sobotę do biblioteki, skoro wtedy, kiedy Zygmunt wracał do Biecza w sutannie, byli dumni z tego, że ich sąsiad tak daleko zaszedł? Plotka powtarzana szeptem łączy jego samobójstwo z zrzuceniem sutanny.

To, że Zygmunt Kowalczuk napisał blisko 20 książek, w większości naukowych, że zdania z tych książek cytują badacze historii Kościoła, że jego wiersze trafiają do czytelników, że piosenki z jego tekstami śpiewają wokaliści. Że po sobie naprawdę sporo zostawił. To za mało, aby sąsiedzi uznali go za godnego upamiętnienia. Jeszcze zanim rozpoczęło się to spotkanie, padła cicha propozycja, aby biblioteka w gminnych Brodach przyjęła Zygmunta Kowalczuka jako swojego patrona. To przecież najwybitniejszy mieszkaniec gminy. Padła także propozycja, aby za trzy lata, kiedy odbędzie się podobne spotkanie w piątą rocznicę śmierci Zygmunta Kowalczuka, ukazały się dwie książki. Jedna z wyborem najbardziej wartościowych wierszy poety z Biecza. I druga – ze wspomnieniami o Zygmuncie. Wydanie pierwszej książki nie powinno być kłopotliwe. Druga może się nie ukazać. A to dlatego, że o zmarłym powinno się mówić dobrze albo wcale. Tak uważają w Bieczu.

Wyszukaj w blogu: