W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Augusta, Saturnina, Urbana, 31 października 2020

Maczugi w użyciu

2019-05-22 16:32:23, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Facebook to bardzo interesujące narzędzie internetowe. Jest ono także wyrazem  zmian obyczajowych zachodzących we współczesnym świecie polegających m.in. na tym, że obecnie jak nigdy dotąd sfera prywatności staje się coraz mniejsza, ludzie nieproszeni sami z siebie podają do publicznej wiadomości informacje o sobie, które kiedyś stanowiły najbardziej intymną część ich osobowości. W tym swoistym ekshibicjonizmie informuje się wszem i wobec nie tylko o tym co ostatnio zjedliśmy, czy gdzie byliśmy, ale także i o tym, kogo obdarzamy miłością i innymi nie zawsze pozytywnymi uczuciami. Na FB prezentowane są powszechnie także przekonania i poglądy, często w bardzo skrajnej postaci, co siłą rzeczy wywołuje natychmiastowe reakcje tych, którzy tych poglądów nie akceptują. Często więc dochodzi do wymiany zdań, niekoniecznie parlamentarnych w formie i treści. Czy to jest właściwe miejsce na publiczną debatę, mam poważne wątpliwości. Z drugiej jednak strony wiem, że najmożniejsi tego świata (choćby Donald Trump) korzystają często z Twittera, by przekazać pilnie swoje stanowisko w sprawach o znaczeniu światowym.

Mimo wszystko jednak z pewnym rozbawieniem (bo to śmieszne), ale i zażenowaniem (bo rzecz dotyczy z pozoru poważnych ludzi) obserwuję trwającą już od dłuższego czasu właśnie na FB wymianę ciosów pomiędzy panami Arturem Radzińskim a Robertem Surowcem. Nie ma ona jednak charakteru rzeczowej rozmowy o naszych gorzowskich sprawach przypominając raczej udowadnianie swych racji za pomocą maczugi przez neandertalczyków. Sprawa robi się o tyle poważniejsza, jeśli uświadomimy sobie, że dotyczy ona istotnych postaci w naszym mieście; z jednej strony mamy ważnego polityka PO, wieloletniego radnego, kiedyś nawet przewodniczącego gorzowskiej rady, jednego z szefów bardzo znaczącej instytucji, jaką jest szpital, z drugie zaś strony barykady stanął  polityk kojarzony z PiS, niedawny wiceprezydent miasta, także były radny, dziś   zajmujący ważne stanowisko w instytucji państwowej. Panowie są bardzo aktywni w mediach, także społecznościowych i wystarczy by któryś z nich zabrał głos „ w temacie” obchodzącym, bądź dotyczącym choćby w najmniejszym stopniu drugiego następuje natychmiastowa reakcja. Oto ostatnio pan Radziński w swym felietonie krytycznie opisał przedwyborczą fetę w gorzowskim szpitalu, w trakcie  której  politycy PO mniejszej i większej rangi tłumnie „otwierali” oddział radiologii nie bacząc, że nie ma on kontraktu z NFZ co uniemożliwia jego normalne funkcjonowanie. Gdy mówi się o szpitalu to musi być natychmiastowy odpór ze strony jego wiceprezesa, który za każdy  razem, gdy ktoś (najczęściej pacjent) mówi źle o gorzowskiej lecznicy to czuje się w obowiązku by wyjaśniać, prostować, polemizować, a  w szczególnych przypadkach zapraszać autora wypowiedzi na kawę. Czasem odnoszę wrażenie, że wiceprezesowanie pana Surowca polega właśnie na prowadzeniu polemik z krytykami szpitala i piciu z nimi kawy.

Spory panów Surowca i Radzińskiego dotykają zresztą nie tylko szpitala, panowie zdają się różnić fundamentalnie w każdej sprawie. Na przykład obwiniają się wzajemnie odpowiedzialnością za zakup budynku po Przemysłówce, co zdaje się  tworzyć wrażenie, że jednak mimo wszelkich cechujących ich różnić zdają się zgadzać z poglądem, że decyzja podjęta w tej sprawie była niesłuszna. Tyle tylko, że traktują ją jak gorący kartofel przerzucany z rąk do rąk ze słowami to nie ja, to on.

Panowie nie szczędząc sobie razów zdają się nie zauważać, że właściwie są takimi samymi wytworami dzisiejszej polityki. Zajmują bowiem swoje stanowiska nie tyle dzięki kompetencjom i umiejętnościom, co z nadania partyjnego. Dziś powierza się partyjnym działaczom nie tylko stanowiska polityczne, co byłoby zrozumiałe i akceptowalne, ale także zadania wymagające konkretnej wiedzy. Trudno mi pojąć, jak to się stało, że pan Radziński stał się nagle specem od ochrony roślin, a pan Surowiec nabył umiejętności do kierowanie wielotysięcznym zespołem pracowników szpitala. To znak czasów, które miały nigdy się już nie powtórzyć.

A zwaśnionym panom rekomenduję zbyt często zapominaną zasadę: „czasem warto milczeć”.

Wyszukaj w blogu: