W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Bettiny, Konrada, Mirosława , 19 lutego 2020

To młodzi rozpoczynali rewolucje

2019-05-28 06:43:49, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Powyborczy kurz powoli opada i zaczynają się dogłębne analizy wyników jakie osiągnęły formacje polityczne i poszczególni kandydaci. Za chwilę z tych analiz wyniknie diagnoza, a potem także recepta na sukces podczas kolejnej elekcji. Tak działają sztaby i partie i tym zajmują się specjaliści od kreowania wizerunku polityków i polityki. Przy okazji badania chodzi o to, aby nie umknął w tym wszystkim klucz do zwycięstwa demokracji podczas jesiennych wyborów.

Frekwencja w najniższej grupie wiekowej wyborców wyniosła 27%. To oczywiście wynik sondażowy choć akurat w pytaniu o wiek trudniej jest skłamać i te badania możemy uznać za wybitnie wiarygodne. Otóż te dwadzieścia siedem procent to jest porażka, a dosadniej określając problem to jest to katastrofa. Pokoleniesmart postanowiło zostać w domu i cieszyć się wolną niedzielą niż zadbać o przyszłość dla siebie i swojej ojczyzny. Nie chodzi mi o wybór tej czy innej partii, bo akurat jeśli chodzi o młodych to rozstrzał jest typowy dla nieukształtowanego i wciąż poszukującego własnej tożsamości społecznej obywatela. Problem jest dużo poważniejszy, bo przyszłość naszego kraju kształtuje pokolenie schodzące i to ono zostawia Polskę młodym, którzy – jak widać – nie są wcale zainteresowani wzięciem odpowiedzialności za swoją ojczyznę.

Możemy się zżymać na fakt, że pokoleniemillenium jest tak mało odpowiedzialne albo nie do końca zdaje sobie sprawę jak ważne decyzje podejmuje się podczas głosowania. Należy zastanowić się dlaczego jest tak, że szeroko pojęta obywatelskość tak słabo zakorzeniła się w młodych i kogo winić, że następuje po nas generacja ignorantów i analfabetów politycznych. Winnych poszukać jest najprościej i najłatwiej w (stosując dowolną kolejność) domu, szkole, środowisku i na końcu w mediach – zwłaszcza społecznościowych. W domu wykuwany jest charakter człowieka, ale to w szkole przeżywamy bunt i po raz pierwszy spotykamy autorytet w osobie nam zupełnie obcej. W tej właśnie chwili młody człowiekpróbuje na wszelkie sposoby obalić tenpomnik i stanąć na jego miejscu. Tak działał od wieków naturalny proces socjalizacji, a teraz on zwyczajnie zawiódł lub (dla usprawiedliwienia własnego sumienia) został zastąpiony bezwolnym przyjmowaniem tego co wokół z tzw. dobrodziejstwem inwentarza.

Od co najmniej dekady do szkół średnich trafiają uczniowie, u których gen buntu został skutecznie uśpiony. On jest obecny, ale całkowicie bezwolny. Szybsze nabywanie umiejętności przez młodych ludzi pozwala im odnajdywać drogę do doskonalenia się bez rodziców, a przede wszystkim szkoły. Jako pokolenie mentorów stajemy się zbędni, bo wszystko co jest potrzebne do materialistycznej egzystencji jest łatwo dostępne, a środki do tzw. trwania znajdują się na wyciągniecie ręki. Nowoczesne technologie doprowadziły do zaniku relacji mistrz – uczeń, a co za tym idzie także do unicestwienia naturalnego pędu do poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Prawdą jest, że nie dotyczy to wszystkich, ale wyjątki – niestety - potwierdzają regułę.

Od kiedy cywilizacje zakotwiczyły nad rzekami, a więc około czterdzieści wieków temu ludzie rozpoczynali rewolucje z kilku powodów. Nie podobała im się władza albo brakowało: pieniędzy, środków produkcji, surowców, etc. Z rzeczy najważniejszych to brakowało im wolności. Wolność uzyskiwano przelewając krew współbraci i wrogów. Zawsze koszty były ogromne i nie zawsze zwyciężano. Próbowano jednak bez względu na estymację kosztów, bo na barykadach, w okopach, w lasach walczyli ludzie młodzi. To w nich nie brakowało nigdy strachu, a stawianie na szali własnego życia następowało często bezrefleksyjnie. Nie oznacza to, że młodzi dziś nie zrobiliby rewolucji, ale problem w tym, że rewolucja jako pojęcie zdewaluowało się dla nich. Są odważni i nierzadko lekkomyślni. Mają pomysły i marzenia. Nie potrafią jednak myśli połączyć z działaniem skierowanym na ten pozytywny bunt. Do tego dochodzi radykalizacja. To cecha wybitnie przypisana młodym „jastrzębiom”, ale właśnie po to zawsze były stare „gołębie”, aby neutralizować zapędy i tonować nastroje. Dlaczego zatem pomimo cech wrodzonych nie ma sprzeciwu i jest marazm?

I tu jest moment bicia się w piersi i przyznanie do błędu, po którym powinno pojawiać się słowo  przepraszam.

Mamy tak, bo począwszy od rodziców, którym jest wygodnie gdy dziecko siedzi w domu przed komputerem, a nie wałęsa się po osiedlu. Poprzez nauczycieli, dla których niełatwym wyzwaniem jest dociekliwy uczeń choć to on właśnie będzie w przyszłości Stephenem Hawkingiem. Na mediach i politykach kończąc. Dla mediów to sprawa oczywista. Podawanie lekkostrawnych show w telewizji w postaci sitcomów, a nayoutubie subskrybowaniepatostreamerów jest kreowaniem potrzeb i całkowitym ogołacaniem młodych społeczeństwa z potrzeb wyższego rzędu. Dla polityków jest jasne, że tępe i ograniczone społeczeństwo będzie łatwiejsze do zmanipulowania i gotowe będzie uwierzyć, że rząd ma pieniądze, które ludziom po prostu daje ze względu na to, że jest taki świetny.

Możemy wspólnie poszukiwać rozwiązań, ale pointa jest dość oczywista. Winna jest m.in. szkoła i pracujący w niej przemęczeni oraz słabo opłacani nauczyciele. Autorytet tych ostatnich praktycznie nie istnieje, bo był/jest systematycznie niszczony przez wszystkie rządy od 1989 r. Drzewiej szkoła to była oświata i wychowanie dziś to jedynie edukacja. Swoisty powielacz schematów i gotowych matryc. Okrojone do granic możliwości przedmioty ścisłe, tendencyjne teksty literackie nie przystające do rzeczywistości i nieaktualne oraz wszechobecna wiara w to co nie istnieje. Szkoła stała się tylko obowiązkowym przystankiem dla młodego człowieka, a nie jest już stacją węzłową, na której chętnie zatrzymywaliśmy się w podróży, aby usiąść i rozważyć opcje. Jest takim miejscem, o którym można zapomnieć. Z takim wspomnieniem wychowywane jest kolejne pokolenie, które nie może mieć innego obrazu niż ten zapamiętany przez ojca i matkę. Ten etap dla nich był mało istotny, bo liczył się pieniądz i szybkideal.

Co należy zrobić, aby odzyskać dla Polski młode pokolenie?

Trzeba o nich zawalczyć. Te słowa kieruję do moich koleżanek i kolegów. Walka o każdego ucznia, bo każdy z nich oderwany od smartfona i przyciągnięty na zajęcia w szkole będzie małym sukcesem. Trzeba wrócić do tego co w szkole najważniejsze: przygody. Niech znów będzie to  wędrówka mistrza i jego ucznia. Konieczne jest natomiast spełnienie dwóch warunków. Nauczyciel musi mieć wsparcie w rodzicu i polityku. Rodzic musi ufać, a polityk godnie wynagradzać. Jeśli to zrozumiemy to wygramy. Wszyscy.

Wyszukaj w blogu: