W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Wszystko donikąd

2019-06-02 21:53:11, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Mam takiego bliskiego kolegę, z którym często rozmawiam o Gorzowie, jego problemach dnia dzisiejszego, historii, perspektywach rozwoju, blaskach i cieniach życia w mieście. To rodowity gorzowianin, który poza paroma latami poświęconymi na studia, całe swe życie spędził w mieście nad Wartą. Dla kogoś takiego, jak ja, który przeżył w Gorzowie zaledwie niewiele ponad czterdzieści lat, jego opinie są bardzo istotne i znaczące, bo wynikające z głęboko przemyślanych i wynikających z doświadczeń obserwacji. Wychodzę bowiem z założenia, że gorzowianinem z krwi i kości jest się wyłącznie wówczas, gdy spędziło się tu dzieciństwo, chodziło się do miejscowych szkół, gdy wśród kolegów i przyjaciół ma się tych, z którymi kiedyś bawiło się na Kwadracie. Ktoś kto zamieszkał w Gorzowie mając dwadzieścia kilka lat jest o te lata spóźniony w budowaniu swojej gorzowskowości, bo tak jak ja nie wie  choćby tego dokąd chodziło się w latach sześćdziesiątych na wagary. To sytuacja podobna do tej jak na Śląsku, gdzie żyją obok siebie ptoki, pnioki i krzoki.

Dziś Gorzów stracił swą magiczną moc przyciągania przybyszów z różnych stron kraju, którzy kiedyś przyjeżdżali tutaj np. z dalekiego Podkarpacia do pracy w Stilonie, nie przyjeżdżają absolwenci szkół artystycznych, którzy w latach siedemdziesiątych licznie ściągali do naszego miasta skuszeni perspektywą otrzymania pracowni i mieszkania. Także młodzi gorzowianie tak jak kiedyś nie wracają po studiach do rodzinnego miasta, moszczą się gdzieś po Warszawach, Poznaniach, czy innych metropoliach.

Z naszych rozmów z Michałem jednoznacznie wynika, że Gorzów się zwija, że pogłębia się dystans cywilizacyjny wobec takich miast jak Poznań, czy Wrocław,  a już od Warszawy dzieli nas dosłownie przepaść. Nawet nasz tradycyjny i odwieczny rywal zza między Zielona Góra ucieka nam coraz bardziej, wyprzedzając nas w wielu sferach życia społecznego. Dla gorzowskiego patrioty to niewątpliwe źródło frustracji i zwątpień. Ciągle brakuje pomysłu na miasto, kompleksowej i porywającej wszystkich wizji, która mogłaby zastąpić obraz miasta przemysłowego, jakim Gorzów dawno przestał być. Różne osoby i środowiska snują różne pomysły, zbyt często jednak graniczące z mrzonkami i fantasmagorią. Pojawił się np. projekt by Gorzów stał się swoistą przystanią dla seniorów, by poprzez stworzenie całej infrastruktury i systemu opieki do naszego miasta ściągali emeryci z całej Polski, a nawet zza granicy, by tu właśnie spędzić jesień swego życia. Nasze miałoby więc być czymś w rodzaju amerykańskiej Florydy, gdzie populacja seniorów grubo przekracza krajową średnią. Pomysł na swój sposób nawet interesujący, tyle tylko że chyba za mało ambitny, a w dodatku klimat daleko odbiegający od tego w Miami. Ktoś tam kiedyś lansował hasło, że Gorzów polską Krzemową Doliną. To już odlot całkowity, oderwany od rzeczywistości i możliwości.

Elity intelektualne, władze miasta, środowiska opiniotwórcze powinny skupić swe wysiłki w poszukiwaniu gorzowskiego pomysłu tzw. efektu Bilbao. Przypomnę tylko, że w tym hiszpańskim mieście, które przeżyło zapaść gospodarczą po likwidacji hut i stoczni wybudowanie Muzeum Guggenheima rozpoczęło prawdziwy fenomen społeczno - kulturowy i przywróciła  miastu poprzednią rangę.  Przypadki naśladownictwa Bilbao przez inne europejskie miasta pokazały, że nie zawsze kończą się one sukcesem, ale przecież można odwołać się do bliższego gorzowskim warunkom Wałbrzycha, gdzie udało się z powodzeniem ożywić miasto i przywrócić mu część dawnej świetności.

Daleki jestem od tego by w czambuł potępiać debatę o nowej marce miasta, owe osławione Gorzów  w sam raz. Przy wszystkich jej niedostatkach i błędach, obok niewydarzonego hasła była i próba rozmowy o tym, co powinno nasze miasto wyróżnić na tle innych. Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi także nie zaowocowała jakimiś konkretnymi pomysłami na rozwój miasta, a o głoszonych wtedy hasłach, wszyscy, łącznie z ich autorami szybko zapomnieli.

Dlatego ciągle niestety aktualnym symbolem Gorzowa są Schody Donikąd. Świetny punkt widokowy, doskonałe położenie w centrum, stoi zamknięte na głucho, pokazując bezradność i nieskuteczność miejskich organów decyzyjnych. Ową nazwę  mój przyjaciel rozszerzył na całe miasto, w którym wszystko według niego prowadzi donikąd. Rowerowe ścieżki urywające się gdzieś w polu, trasa kolejowa nieskomunikowana  z głównymi arteriami, wymagające autobusowych by-passów, czy wreszcie całe miasto, które wydaje się zmierzać na manowce, czyli donikąd. Smutne to bo niestety wiele w tym prawdy.

Wyszukaj w blogu: