W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Smutno mi

2019-06-05 08:43:10, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Data 4 czerwca  ma dla Polaków różne znaczenia. Dla jednych jest to, jak się okazuje, rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny, dla drugich rocznica tzw. nocy teczek,  czyli odwołania rządu Jana Olszewskiego, dla innych jeszcze to rocznica pierwszych częściowo wolnych wyborów w roku 1989.  Ta okoliczność to w istocie dzisiejsza Polska w pigułce. Było to widać szczególnie w tym roku, gdy mieliśmy do czynienia  z krajem w stanie pełnej schizofrenii. Jedni świętowali, bo rocznica wielkiego zwycięstwa, inni nie wiadomo czemu przyjechali owszem do Gdańska, ale by uczcić rocznicę wizyty papieża, której przecież nie było w tym mieście i rekonstruowali rząd. Znowu dwie Polski, czyli stan określany kiedyś bodaj przez Kisiela, że znaleźliśmy się w czarnej d... ,  zaczyna nam się ten stan podobać więc  zaczynamy się w niej urządzać. Czyli już nas nie dziwią te coraz głębsze rowy, prezydent tylko części Polaków i premier łamiący wszelkie zasady kultury osobistej i etykiety.

W taki to oto sposób po raz kolejny okazujemy się  mistrzami autodestrukcji; bowiem zamiast wykorzystać ważne wydarzenie historyczne do budowy wspólnoty i budzenia dumy narodowej, to pogrążamy się w małostkowych gierkach małych ludzi niegodnych przewodzenia narodowi.

Mimo tego wszystkiego święto wolności, jakie przygotowali włodarze Gdańska przy udziale samorządowców z całej Polski miało imponujący przebieg, dając zarazem potężny ładunek nadziei i optymizmu. Po wypowiedziach prezydentów polskich metropolii, po ogłoszeniu 21 nowych postulatów samorządowców można sądzić, że popularni politycy samorządowi odegrają  istotną rolę w zbliżających się wyborach do parlamentu. Po niezbyt imponującym wyniku wyborczym Koalicji Europejskiej w ocenie wielu jest to bodaj ostatnia szansa na zatrzymanie szaleństw PiS w naszej ojczyźnie. Na pewno może się to udać w wyborach do senatu, a następnie także w prezydenckich. Jest to niewątpliwie jakieś światełko w tunelu dla tych, których po eurowyborach ogarnęły zwątpienie i beznadzieja.

Rocznicę wyborów czerwcowych 1989 świętowano nie tylko w Gdańsku. Także na gorzowskim Kwadracie zapowiedziano obchody tego wydarzenia. Nie spodziewałem się tam wielkich tłumów, jednak to co tam zobaczyłem było dla mnie bolesnym rozczarowaniem. Nie można wyjaśnić faktu mizernej frekwencji tym,  że to południe normalnego dnia roboczego, że upał, że słaba informacja, bo ta garstka ludzi, spośród których wielu przyszło tam z obowiązku wyglądała bardzo słabo. Kogo brakowało? Przede wszystkim uczestników tamtych wydarzeń, owych bohaterów tamtych dni. A miał kto przyjść bo przecież Gorzów był ważnym ośrodkiem oporu przeciwko ówczesnej władzy. Obecni byli wyłącznie na kilku fotogramach, żałośnie odgrywających rolę wystawy okolicznościowej, którą organizatorzy przygotowali ponoć we współpracy z gorzowskim archiwum. Brakowało także czołowych polityków, z całym szacunkiem dla tych nielicznych, którzy na plac przybyli. Nie było nikogo z prezydium Rady Miasta, prezydent był nieobecny usprawiedliwiony, bo od soboty uczestniczył w gdańskich obchodach, ale przecież ma kilku zastępców, z których żaden się nie pofatygował na tę uroczystość.

Właściwie jedynym pozytywnym akcentem gorzowskich obchodów było wspólne odśpiewanie Mazurka przez seniorów i przedszkolaków. To było prawdziwie wzruszające i dające otuchę, że może jednak pamięć o tamtych dniach pozostanie żywa.

Gdy rankiem zobaczyłem nadjeżdżający autobus komunikacji miejskiej udekorowany chorągiewką byłem pewien, że to z okazji rocznicy 4 czerwca. Ale kiedy już był blisko okazało się, że jest to proporczyk  w barwach gorzowskiej Stali. Nie inaczej było z innymi autobusami spotykanymi w mieście. I wtedy zrobiło mi się naprawdę smutno, bo jeżeli taka hierarchia wartości obowiązuje w naszym mieście to chyba gdzieś popełniliśmy błąd.

A może nie mam racji i zwyczajnie się czepiam, jak to złośliwy staruch?

Wyszukaj w blogu: