W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Wabienie paszportem

2019-06-07 18:08:25, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Na Lubuskim Szlaku Wina i Miodu jest 14 przystanków. To najczęściej winnice i gospodarstwa pszczelarskie, gdzie można się przespać, napić boskiego trunku i posmakować tego, co robią pszczoły w ulach. Szlak biegnie z Mierzęcina koło Dobiegniewa, przez Gralewo, Gościkowo, Kalsk, Zieloną Górę, Łaz do Starej Wsi za Nową Solą. Latem zeszłego roku spotkałem wesołych gości z Niemiec, którzy przyjechali autokarem do podzielonogórskiego Łazu, gdzie mieli obejrzeć winnice i pokosztować winnych trunków, a przy okazji mogli kupić to, co tam powstaje i co rozwesela. Potem wsiedli na galary i Odrą dopłynęli do Cigacic, skąd te same autokary, które ich przywiozły do Łazu, odwiozły do Niemiec. Znawcy zarabiania pieniędzy twierdzą, że to jeden z najbardziej udanych interesów winiarzy i pszczelarzy. Niestety, trwa krótko, bo tylko od maja do października.

Czy zielonogórskie Stowarzyszenie Zielone Grono pozazdrościło sukcesów twórcom Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu, tego się nie dowiedziałem. Zapytałem, a jego przedstawicielka odpowiedziała, tyle że jakoś zbyt pokrętnie. Żeby nie wyjść na opóźnionego w rozwoju, nie miałem odwagi powtórzyć pytania. Moim zdaniem Zielone Grono nie tyle pozazdrościło sukcesu, co doszło do wniosku, że zapraszanie przyjezdnych może być złotą kurą. Stowarzyszenie nawet wydało książeczkę z tytułem Lubuski Paszport Turystyczny, gdzie są nazwy terytoriów, które honorują ten dokument. Czy bez tego dokumentu władca wpuści przybysza na swoje terytorium, tego nie zdążyłem sprawdzić.

Jak w każdym paszporcie tak i w tym jest miejsce na pieczątkę. Przedstawicielka stowarzyszenia, którą zapytałem, czy Zielone Grono skopiowało pomysł Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu powiedziała, że kto zbierze ileś tam pieczątek, dostanie nagrodę bodajże ufundowaną przez urząd marszałkowski. Moim zdaniem tu nie chodzi o nagrodę. Tu chodzi o to, żeby zaciekawieni odwiedzaniem wymienionych w paszporcie terytoriów nie wykorzystywali przywilejów.

Te przywileje to na przykład: rabat 5 proc. na „ozdoby z prawdziwego, piernikowego ciasta, wytwarzanego zgodnie z tradycją rodzinną, przetwory z owoców, słodkości”. Posiadacz paszportu może wybrać się do Solników koło Kożuchowa, tam kupić bilet normalny za 10 zł lub ulgowy za 5 zł, wejść do pałacu i wypić „duży kubek regionalnego soku 100 proc.”. To jeszcze nie wszystko. Ci, którzy „odwiedzą pałac i zdobędą pieczątkę”, mają prawo do 10 proc. rabatu „na cały asortyment pobliskiego Kącika Lubuskich Smaków”. To się bardziej opłaca niż od razu jechać do Kącika, gdzie rabat na Smaki wynosi tylko 5 proc. Proszę nie sądzić, że posiadanie paszportu jest korzystne każdego dnia. Na przykład restauracja przy ul. 1 Lutego w Łagowie udziela rabatu „5 proc. na wszystkie potrawy z menu”, ale tylko „od poniedziałku do czwartku”, czyli wtedy, kiedy konsumentów da się policzyć na palcach. Ja, gdy postawię kropkę na ostatniej stronie tej powieści, nad którą się pocę od grudnia zeszłego roku i jeśli chętka mnie weźmie na podróżowanie z paszportem, pojadę do Salcum-Fixum. Pojadę tam ze względu na rabat 10 proc. i dlatego, że firma oferuje „naturalne wyroby wędliniarskie produkowane i wędzone w sposób tradycyjny” oraz zapewnia, że znajdę w nich „dużo serca, masę poświęcenia, całe pokłady wyobraźni, a co najważniejsze smaki z dzieciństwa’. Gdybym palił cygara, żywił się czekoladą, cenił szkło kryształowe, pojechałbym do Salonu Alkoholi Eluxo. Tam dają rabat 5 proc. na „wina regionalne, wina z całego świata, szampany i wina musujące, wyselekcjonowane alkohole, mocne personalizowane alkohole oraz zestawy prezentowe”.

W paszporcie jest 20 terytoriów do odwiedzenia. W zasadzie wszystkie wabią rabatami. Większość leży w Zielonej Górze i blisko południowej stolicy regionu. Wygląda to tak, jakby w północnej części niewiele było do oglądania (są adresy terytoriów w Lubiechni Wielkiej koło Rzepina i MRU w Pniewie koło Międzyrzecza). O to zapytałem przedstawicielkę Stowarzyszenia Zielone Grono. Odpowiedziała uśmiechem.

Wyszukaj w blogu: