W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2019

Cierpliwie Słuchająca Pani mieszka w Rokitnie

2019-06-14 12:00:19, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

W niedzielę, 16 czerwca, sanktuarium w Rokitnie znowu będzie pełne ludzi. Odbędą się uroczystości z okazji 30. rocznicy koronacji obrazu uznanego za cudowny, co miało miejsce w 1670 r. Od 350 lat obraz mieszka w rokitniańskiej bazylice. Jak do tego doszło, o tym jest opowieść „Cierpliwie Słuchająca Pani z Rokitna”, zamieszczona w zbiorze „Klucz do bramy” (2009). Pierwszym administratorem kamieńskim, lubuskim i prałatury pilskiej, czyli późniejszej diecezji gorzowskiej/zielonogórsko-gorzowskiej był ks. Edmund Nowicki. On jest bohaterem mojej opowieści. Oto początek:

− W sierpniu 1945 r. prymas Hlond mianował administratorów apostolskich w nowych prowincjach kościelnych. Dlaczego na zarządcę w Gorzowie powołał księdza doktora, wtedy kanclerza kurii poznańskiej?

− Bogu niech będą dzięki. Przyjąłem to jako bardzo ważne zadanie w mojej posłudze kapłańskiej. Zastanawiałem się po wielokroć, dlaczego to właśnie mnie ksiądz prymas obarczył tą odpowiedzialnością. Zapewne dlatego, że urodziłem się w Trzemesznie koło Gniezna, tuż przy granicy z prałaturą pilską, pracowałem w metropolii poznańskiej, skąd najbliżej na ziemie nazywane zaraz po wojnie odzyskanymi. W Rzymie uzyskałem doktorat z prawa kanonicznego. Pod uwagę ksiądz prymas wziął też to, że byłem więźniem hitlerowskich obozów koncentracyjnych Dachau i Gusen. Miał prawo sądzić, że moja znajomość języka niemieckiego okaże się przydatna w pracy tak duszpasterskiej, jak i administracyjnej.

− 28 października 1945 r. odbył ksiądz jako administrator apostolski ingres do kościoła pw. Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie. Kto podjął decyzję, aby to niewielkie wtedy miasto nad Wartą zostało stolicą biskupią?

− Ksiądz prymas wskazał Szczecin i Gorzów do wyboru. Kiedy już byłem biskupem gdańskim, dotarły do mnie informacje, jakoby ówczesny Szczecin nie stał się stolicą administracji apostolskiej ze względu na położenie i znaczną odległość od centrum kraju. Nie to jednak zdecydowało o wyborze Gorzowa. Przeciwko Szczecinowi przemawiały nie do końca podjęte decyzje polityczne co do tego, czy to miasto na pewno pozostanie w granicach Polski, mimo iż traktat poczdamski już został zawarty. Szczecin traktowałem z należytym szacunkiem, czego wyrazem był ingres, który odbyłem również do tamtejszej prokatedry Matki Bożej Królowej Korony Polskiej.

− Przejdźmy do zasadniczego tematu naszej rozmowy. 3 maja 1946 r. Wasza Ekscelencja oddał administrację w opiekę Matce Bożej z kościoła w Rokitnie. Jakie były tego powody?

− O tym nie mówi się oficjalnie. Powiem więc to, czego nikomu dotąd nie ujawniłem. Otóż nie wszyscy kapłani uważali, że ziemie zwane odzyskanymi pozostaną przy Polsce. Ówczesna propaganda rządowa tak głosiła, ale byli i tacy, którzy jej nie wierzyli i czekali na wybuch trzeciej wojny światowej, po której ziemie te miały wrócić do Niemiec. Trzeba było coś postanowić, aby połączyć ludzi zwiezionych na Pomorze i Ziemię Lubuską z różnych stron Rzeczpospolitej. To, że łączył nas język, historia, tradycja, religia było za mało. Pomyślałem, iż na gruncie Kościoła lokalnego takim łącznikiem może stać się Pani Rokitniańska, tym bardziej że ma wiele wspólnego z powszechnie wielbioną Panią Jasnogórską.

− Wiele wspólnego? A co łączy obie Madonny?

− Podczas potopu szwedzkiego obie zapisały się w dziejach narodu polskiego w sposób szczególny. O cudownym wizerunku Pani Jasnogórskiej większość diecezjan dobrze wiedziała, albowiem dzieje Jasnej Góry przedstawił w swojej powieści Henryk Sienkiewicz, natomiast o cudownym obrazie Pani Rokitniańskiej wiedzieli nieliczni.

− Należało więc tę wiedzę upowszechnić, ale jak?

− Pomógł Episkopat Polski latem 1946 roku, zarządzając cykl uroczystości maryjnych w całym kraju. Przypomniałem sobie wtedy pobyt w Rokitnie tuż po objęciu administracji, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem cudowny obraz. Był on w opłakanych stanie, a to dlatego, że gdy zbliżał się front, parafianie za radą tamtejszego proboszcza, księdza Polzina, ukryli go w słomie w zabudowaniach gospodarskich kościelnego. Zaproponowałem swoją pomoc w dostarczeniu obrazu do Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu, gdzie konserwatorzy dołożą starań, aby dziełu przywrócić dawny blask. Rokitnianie niezbyt chętnie się na to zgodzili. A gdy na początku sierpnia 1946 obraz wrócił do kościoła, mieli łzy w oczach widząc, jak jest wspaniale odrestaurowany.

− Uroczystość oddania diecezji w opiekę Matce Bożej Cierpliwie Słuchającej 15 sierpnia 1946 r. ostatecznie odbyła się nie w Rokitnie, lecz w Gorzowie.

− Gorzów był stolicą biskupią, miał katedrę, mógł przyjąć tysiące pielgrzymów z całej diecezji. A więc były lepsze warunki, aby odprawić uroczystości. Nie bez znaczenia było i to, że po raz drugi od trzech wieków obraz udawał się z uroczystą pielgrzymką. Pielgrzymował obraz i pielgrzymowali diecezjanie do miejsca, które stało się matką kościołów w największej administracji kościelnej w Polsce.

− Czy zawierzenie diecezji Madonnie z Rokitna miało szczególny charakter?

− Poza częścią religijną odczytano akt poświęcenia. Wierni powtarzali za mną: „Niepokalana Dziewico, Boga Matko Przeczysta! Jak ongiś po szwedzkim najeździe król Jan Kazimierz Ciebie za patronkę i Królową Państwa obrał i Rzeczpospolitą Twojej szczególnej opiece i obronie polecił, tak w tę dziejową chwilę my, dzieci narodu polskiego, stajemy przez Twym tronem z hołdem miłości, czci serdecznej i wdzięczności.”

− Jeszcze tego samego dnia obraz wyruszył w drogę powrotną do Rokitna, gdzie do dziś się znajduje.

− Zanim trafił do Rokitna, był w Bledzewie. Zapiski wskazują, że jego pierwszym właścicielem mógł być Jan Stawicki z Kujaw, który ofiarował malowidło znawcy sztuki sakralnej z Kruszwicy archidiakonowi Maciejowi Dąbrowskiemu. Ten prawdopodobnie przekazał go biskupowi Rozdrażewskiemu. Krewna biskupa, Anna Rozdrażewska, wychodząc za mąż za Wacława Leszczyńskiego, późniejszego kanclerza koronnego, wniosła ten obraz do majątku w posagu. Potem wizerunek Maryi należał do jej córki,  Katarzyny Leszczyńskiej. A gdy ta po śmierci swego pierwszego męża Stanisława Grzymułtowskiego drugi raz wyszła za Piotra Opalińskiego, obraz stał się własnością rodziny męża.

− Które to były lata?

− Druga połowa siedemnastego wieku, czas potopu szwedzkiego. Opaliński stał na czele opozycji szwedzkiej w Wielkopolsce. To on wraz z pospolitym ruszeniem natarł zwycięsko na Szwedów, zatrzymując się dopiero między Ośnem Lubuskim a Rzepinem. Wyprawie wojennej towarzyszył obraz, który od czasu uzdrowienia sąsiada Opalińskiego, niejakiego Brodzkiego, słynął ze swojej cudownej uzdrawiającej mocy. Można więc przyjąć, że Madonna z Rokitna odbyła swoją pierwszą pielgrzymkę po Ziemi Lubuskiej już w roku 1656.

Wyszukaj w blogu: