W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Moje powitanie lata w ruinach pałacu

2019-06-22 19:20:26, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Od kiedy upały mi dokuczają, wieczory stają się przyjemniejsze. Piątkowy, 21 czerwca, był przyjemny i odkrywczy. Po pierwsze, początek lata. Po drugie, późnowieczorny koncert w ruinach pałacu. Po trzecie, miejsce to występuje w moich książkach. Jest nim zielonogórskie Zatonie, gdzie mimo oddalenia od centrum dzieje się naprawdę sporo. Pewnie nie byłoby aż tyle, gdyby nie Stowarzyszenie Nasze Zatonie. Jeszcze trzy lata temu Zatonie było wsią w gminie wiejskiej Zielona Góra najbardziej znaną z tego, że w parku wokół zniszczonego pałacu rośnie czosnek niedźwiedzi. Roślina lecznicza, jadalna i ozdobna. Teraz pałac jest na ustach zielonogórzan z powodu tego, że niebezpieczne ruiny zostały zabezpieczone, podświetlone i są do zwiedzania. Za rok zaniedbany do niedawna park ma wyglądać tak jak przed wojną.

Pałac, a właściwie dwór zbudował przed 330 laty Baltazar von Unruh, członek rodu, któremu swój rozwój zawdzięcza wiele miejscowości w regionie lubuskim, np. Międzyrzecz i okoliczne wsie czy Klępsk koło Babimostu, gdzie stoi jedyny taki drewniany kościół. Jedyny, bo ze scenami biblijnymi utrwalonymi na ścianach świątyni. Unruhom mogą być wdzięczni mieszkańcy Kargowej, która do 1945 r. nazywała się Unruhstadt. Mimo że historia zatońskiego pałacu zaczęła się przed 330 laty, tak naprawdę sławę zdobył on dopiero w 1809 r., kiedy te dobra kupił książę kurlandzki i pan na Żaganiu, jak nazywano Piotra Birona. Majątek był posagiem dla najmłodszej córki, Doroty, żony Maurycego Talleyranda-Périgod, księżnej Dino. Po rozwodzie z hulaką księżna zamieszkała w Güntersdorf, jak wtedy nazywało się Zatonie. Za jej pieniądze i na jej polecenie dwór stał się pałacem. Czy księżna podejmowała w nim władców pruskich i sławy światowej kultury, tego nie da się jednoznacznie dowieść. Prof. Jerzy P. Majchrzak twierdził, że tak. Inni historycy mają wątpliwości. Na pewno pałac księżnej Dino był miejscem wydarzeń kulturalnych. Kolejni właściciele dóbr raczej dokładali swoją cegiełkę do tego, żeby pałac i park zyskiwał na znaczeniu. Kto go zniszczył po 1945 r.? Zdaniem większości dziejopisów zrobili to Rosjanie. Do 2018 r. w zrujnowanym pałacu nic się nie działo. Gdyby nie Stowarzyszenie Nasze Zatonie, a właściwie jego prezes Jarosław Skorulski, pewnie nadal zdziczałe drzewa by zasłaniały ruiny. Znalazły się pieniądze nie tylko na zabezpieczenie ruin, ale i na ich utrzymanie w takim stanie, że chce się budowlę oglądać. Wieczorami dziesiątki lamp oświetlają mury i wabią przyjezdnych. Przypałacowy park i niektóre znajdujące się nim budowle mają odzyskać dawny charakter. Nawiasem mówiąc, to po przyłączeniu do miasta Starego Kisielina remontu doczekał się pałac von Stoschów. Teraz jest tam dom kultury, biblioteka i sale spotkań. Przypałacowy park zachęca do spacerów.

Zatoński pałac jest bohaterem mojego opowiadania s-f „Czosnek niedźwiedzi” znajdującego się w zbiorze „Pozaduszki” (Zielona Góra 2017). Napisałem, że tam mogą się znajdować skrzynie pełne złotych i srebrnych monet z mennic carskich, posążki lamaickich bóstw pokryte złotem, tabakiery z nefrytu zrabowane przez barona von Ungerna. Stojąc przed plutonem bolszewików w 1921 r. baron miał wyznać, że skarb ukrył w sobie najbliższym miejscu. Von Ungern urodził się w Güntersdorf lub koło tej miejscowości. Powieść „Pomsta” (Gdańsk 2017) napisałem zanim coś zaczęło się dziać w pałacu. W mojej książce jest on w odbudowie, ma się w nim znaleźć centrum konferencyjne i rezydencja właściciela budowli. Podobno, ale to chyba plotka, jest ktoś, kto ma zamiar kupić ruiny i przywrócić im wygląd przedwojenny. Może przeczytał moją powieść?

Wracam do pierwszego dnia lata. Jak napisałem: późnym wieczorem w ruinach pałacu odbył się koncert. Poprzedziła go gawęda prezesa Skorulskiego o Unruhach. Potem kwartet smyczkowy Filharmonii Zielonogórskiej wykonał kilkanaście utworów kompozytorów barokowych. Najważniejsze okazało się to, że z okazji 330-lecia pałacu zielonogórski muzyk Jakub Kotowski skomponował Suitę zatońską. Jej wykonanie miało miejsce w piątek w ruinach pałacu w obecności co najmniej setki osób. Wśród słuchaczy dominowali zielonogórzanie, co zrozumiałe, byli także mieszkańcy Głogowa, Poznania i Opola.

Ps.

Część rodziny Unruhów uważała się Brandenburczyków, część za Saksończyków, część za Polaków. W historii Polski szczególnie zapisał się admirał Józef Unrug. Do końca pierwszej wojny światowej był on marynarzem niemieckim. Po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczpospolitą dowodził polską flotą. We wrześniu 1939 r. bronił skrawka polskiego wybrzeża. Wzięty do niewoli, przebywał w obozach jenieckich, m.in. w Woldenbergu (dziś Dobiegniew). Mimo iż Niemcy namawiali go do powrotu do Kriegsmarine, nie przyjął propozycji. Zmarł we Francji w Domu Spokojnej Starości Polskiego Fuduszu Humanitarnego w 1973 r. Jego prochy przeniesiono do Gdyni na cmentarz Marynarki Wojennej.

Wyszukaj w blogu: