W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Dyżurny chłopiec do bicia

2019-07-10 10:48:17, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Właściwie to miałem nie pisać o awanturze wokół Filharmonii Gorzowskiej. Wydawało się bowiem, że po przyjęciu uchwały przez rajców miejskich zmieniającej niektóre zasady jej funkcjonowania nie pozostaje nic innego, jak poczekać na ewentualny ruch wojewody bądź decyzję NSA, jeżeli ta uchwała zostałaby zaskarżona.

Jednak w weekendowym wydaniu Gazety Lubuskiej ukazał się wywiad dyrektora FG Mariusza Wróbla, który wywołał spory rezonans, a nawet podgrzał uspokajające się już nastroje.

Nasze miasto tak jakoś ma, że to co powinno być źródłem uzasadnionej dumy (a powodów do tego nie mamy zbyt wiele) staje się często przedmiotem sporów i awantur. Tak było kiedyś ze Słowianką, obiektem którego słusznie zazdrościła nam cała Polska, tak dzieje się teraz z Filharmonią, od dłuższego czasu spełniającej rolę dyżurnego chłopca do bicia. Instytucja ta w swej niedługiej przecież historii ma już czwartego (miałem problem z policzeniem wszystkich szefów FG, bo wydawało mi się, że dyrektor Wróbel jest trzecim z kolei) dyrektora, a i posada obecnego wydaje się być mocno zagrożona. Jest to zjawisko o tyle niepokojące, że instytucje artystyczne, jak rzadko które potrzebują czasu by zyskać wyrazisty kształt i charakter, a do tego niewątpliwie konieczna jest wielka osobowość człowieka, który nią zarządza i tworzy. By mógł powstać teatr Dejmka, czy orkiestra von Karajana trzeba było lat spokojnego budowania i mozolnej pracy. To po pierwsze.

Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać specyfikę działalności instytucji w tak stosunkowo niewielkim mieście, jakim jest Gorzów. Najlepiej widać to na przykładzie naszego teatru, którego repertuar co sezon budowany jest na zasadzie dla każdego coś miłego. Zawsze jest sztuka dla dzieci, coś jak to się mówi, „dla śmichu”, jest jakaś adaptacja klasyki polskiej bądź światowej, dzięki czemu udaje się zachować balans pomiędzy zachowaniem poziomu artystycznego i zaspokojeniem nie zawsze wyrafinowanych potrzeb widza.

Podobnie winna funkcjonować FG, która  dysponując jedyną w mieście dużą salą umożliwiającą organizację różnorodnych eventów powinna ją udostępniać nie tylko wyłącznie do przedsięwzięć muzycznych. Tak przecież postępuje wspomniany wyżej teatr, tak dzieje się w książnicy imienia Herberta. Poza tym jest to przecież sposób na pozyskiwanie znaczących dodatkowych środków finansowych, na nadmiar których te instytucje utrzymywane przez podatników bynajmniej nie narzekają. I nie musi to wcale oznaczać, jak twierdzą niektórzy sprowadzania roli FG do działalności gminnego domu kultury. Miejskie uroczystości odbywały się w Filharmonii za czasów prezydenta Jędrzejczaka  i nikomu to jakoś nie wadziło, odbywają się i teraz pod rządami prezydenta Wójcickiego i odbywać się będą później pod rządami nie wiadomo jeszcze kogo. To oczywiste i uzasadnione potrzebami. Co więc się wydarzyło, że problemem musiały się zająć najwyższe miejskie władze. Pewnie rację miał dyrektor Wróbel mówiący o tym, że działanie na ostatnią chwilę wymuszające rujnowanie wcześniejszych planów i zrywanie umów oznacza dewastowanie normalnego funkcjonowania instytucji. Do tego jednak by przywrócić normalność nie były konieczne uchwały Rady Miasta, wystarczyło usiąść w gronie zainteresowanych, by określić jasne i jednoznaczne zasady wynajmu sali koncertowej. To tak oczywista oczywistość, że aż nie wypada o tym mówić. Zapewne zostały naruszone  dobre obyczaje, doszły do tego czyjeś urażone ambicje i mamy gotowy przepis na kolejną, nikomu niepotrzebną awanturę. Mam nadzieję, że zwaśnione strony pójdą po rozum do głowy, bo dalsza eskalacja konfliktu może spowodować nieodwracalne skutki. Ewentualna dymisja dyrektora Wróbla byłaby kompromitacją całego Gorzowa. Środowisko muzyczne w naszym kraju dobrze zna kulisy odejścia dyrektor Moniki Wolińskiej i gdyby odszedł z funkcji przed końcem kadencji dyrektor Wróbel, to wątpię czy znalazłby się jeszcze jakiś kamikadze gotowy do objęcia tego gorącego stołka.

Doceniając opinie i stanowisko dyrektora Wróbla wyrażone w rzeczonym wywiadzie nie mogę jednak zaakceptować jego oceny działań radnej Grażyny Wojciechowskiej. Tu dyrektor poszedł o jeden most za daleko, nie jest bowiem jego rolą i kompetencją osądzanie realizowanych przez radną projektów. Sformułowanie, że „w jej imprezach dostrzegam więcej promowania się jej samej, niż szczególnych wartości” daleko wykracza poza dobry obyczaj, a przede wszystkim nie przystoi dyrektorowi poważnej miejskiej instytucji. To rola i zadanie zupełnie innych organów, niż dyrektor FG.

Wyszukaj w blogu: