W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Pomysł na powieść

2019-07-13 17:28:37, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Do końca maja miała się ukazać moja 32 książka. Nie wyszła. Na moje pytanie, dlaczego mimo umowy powieść się nie ukazała, dyrektorka wydawnictwa przysłała wyjaśnienie: „wydajemy na jesień (wrzesień)”. Dotąd dyrektorka nie rzucała słów na wiatr, wierzę więc, że „Poroniony pomysł” wyjdzie we wrześniu. Dyrektorce nie podoba się tytuł książki. Zaproponowałem kilka nowych, m.in. „Zaproszenie na śmierć”, „Uśmiercony pomysł”, „Zapłatą jest twoja śmierć”. Który wybierze gdańskie wydawnictwo Oficynka, gdzie ukazały się cztery moje ostatnie powieści, jeszcze nie wiem. Ta najnowsza jest współczesna z wątkiem kryminalnym, z akcją osadzoną po obu stronach polsko-niemieckiej granicy, na Ziemi Lubuskiej i w Brandenburgii. Na czytelników czekają ci sami główni bohaterowie, których poznali w „Pomście”, „Postrzelonym” i „Porąbanym” i którzy będą w następnych powieściach czekających na druk. Dziś prezent dla czytelników moich książek. Jest to fragmencik najnowszej książki, która powinna trafić do księgarń wczesną jesienią.

 

Jung dziesiątki razy robił zakupy w Kaufhofie przy drodze do Chociebuża, a nie wiedział, jak się dostać na gubeński cmentarz. W informacji o pogrzebie przesłanej mu e-mailem przez kogoś z biura Kulsch Medizintechnik nie było dokładnego adresu nekropolii. Wczoraj późnym wieczorem zadzwonił do Stonogi i Nowakowskiego, obaj potwierdzili, że wybierają się na pogrzeb bez żon, lecz żaden nie orientuje się, jak dojechać na cmentarz w Gubenie. Dopiero niemiecki strażnik przy moście granicznym pomógł Danielowi.

‒ Na pogrzeb Kulschmanna? ‒ zaciekawił się.

‒ Po czym pan poznał?

‒ Gdyby pan wybrał się do Plastinarium, to w taki upał nie w ciemnym garniturze.

‒ Słusznie.

‒ Widziałem nekrolog w „Niederlausitzer Tageblatt”. I po kwiatach ‒ wyjaśnił strażnik, pokazując głową na wieniec z czerwonych róż za fotelem Daniela, przepasany szarfami z napisami „Das letzte Geleit” i „Ostatnie pożegnanie”. ‒ Niemcy nie są ani aż tak pomysłowi, ani tak wylewni jak Polacy. A tu, na brandenburskich cmentarzach, coraz częściej tradycyjny pogrzeb odbywa się według nowego zwyczaju.

‒ Nowy zwyczaj?

‒ Co drugi pochówek w Gubenie jest anonimowy.

Daniel nie spytał, co strażnik miał na myśli. Przekonał się dopiero na cmentarzu.

Mimo że Adam Kulschmann vel Madej został ochrzczony w kościele katolickim i nigdy nie zmienił wyznania, nabożeństwo żałobne prowadził pastor ewangelicki. Może w Gubenie nie ma parafii katolickiej? Ale przecież w polskiej części historycznego miasta mieszkają księża katoliccy, przypomniał sobie Daniel. Na wprost koszar stoi kościół, zbudowany wtedy, kiedy z miasta wyprowadzono wojsko, zostawiając setki rodzin emerytowanych oficerów. Na to samo zwrócił uwagę Nowakowski, udając oburzonego, chociaż gdyby ktoś go spytał, kiedy ostatni raz był na mszy z własnej woli, długo by sobie przypominał. A gdy pastor poinformował żałobników, że na życzenie wdowy pochówek będzie anonimowy, przez kaplicę przeszedł szmer.

‒ Grabarz wyniesie urnę z prochami zmarłego na wcześniej przygotowane miejsce wiecznego spoczynku. Gdzie się ono znajduje, wie tylko zarządca nekropolii i grabarz. W poufnej księdze cmentarnej zostało ono oznaczone, ale nikt poza sądem nie będzie miał do niej wglądu ‒ wyjaśnił pastor. ‒ My, którzy przyszliśmy pożegnać się ze zmarłym, pozostaniemy tu, gdzie jesteśmy. Przy kawie i ciastkach będziemy wspominali Adama Kulschmanna.

‒ U nas nigdy ten zwyczaj się nie przyjmie ‒ szepnął Nowakowski do ucha Junga. ‒ Ponadto nasze prawo zabrania chowania ciał w miejscach nieoznaczonych. Musi być grób albo, co ostatnio staje się coraz bardziej modne, kolumbarium.

‒ Jak przyjęła się kremacja zwłok nawet wśród katolików, tak i przyjmie się pochówek anonimowy.

‒ Kościół na to nie pozwoli.

‒ Gdy wierzących zacznie wyraźnie ubywać, a tego Kościół katolicki w Polsce nie uniknie, i tę nowość księża zaakceptują. Nie będą mieli innego wyjścia.

‒ Słusznie. Im przede wszystkim chodzi o pieniądze ‒ powiedział Stonoga do Daniela. ‒ Jak umarł mój kuzyn na wsi pod Zamościem, proboszcz nie zaczął rozmowy z wdową od złożenia kondolencji czy pocieszenia. Jego pierwsze pytanie dotyczyło tego, czy zmarły był ubezpieczony na życie. Na życie nie, odpowiedziała kuzynka. Tylko tak jak każdy pracujący. To znaczy dostanie pani zasiłek pogrzebowy z ZUS-u? Wdowa potwierdziła. Wtedy on powiedział, że za mszę i za czynności wikarego na cmentarzu przy grobie zmarłego należy się czwarta część sumy, którą jej wypłaci ZUS. Zgodziła się. Gdy tylko dostanę zasiłek, zaraz przyjdę na plebanię. Jeśli pani nie ma pieniędzy, można pożyczyć w banku. Organista też pożycza. Na procent, ale od ręki i nie trzeba płacić podatku.

Pastor nieznacznie się uśmiechnął.

‒ Skoro miejsce złożenia prochów naszego kolegi jest tajemne...

‒ Anonimowe ‒ pastor poprawił Nowakowskiego. ‒ Jednak nie do końca, bo znane administracji cmentarza i Najwyższemu ‒ podniósł palec wskazujący.

‒ Słusznie, anonimowe ‒ potwierdził Nowakowski przepraszającym tonem. ‒ Moje pytanie dotyczy tego, gdzie powinniśmy umieścić wieńce i wiązanki kwiatów. Chcielibyśmy złożyć je na grobie naszego znajomego, ale skoro... ‒ urwał, jakby nie wiedział, co powiedzieć.

‒ Przed wejściem do kaplicy stoi krzyż. Myślę, że to będzie najlepsze miejsce na złożenie wieńców ‒ wyjaśnił pastor, zapraszając żałobników do stołu, na którym stał dzbanek z kawą, filiżanki i półmisek z ciastkami, jakie można kupić w każdym sklepie.

W Polsce niektórzy księża katoliccy nawet na cmentarzu więcej mówią o polityce, partiach i ich wodzach niż o Bogu, zmarłym i miłości bliźniego, pomyślał Jung. Mógł podać wiele przykładów tego, że po nauce w zdaniach wygłaszanych z niedzielnej kazalnicy, nie ma jej w czynach księży, a on należy do tych, którzy nie rzucają słów na wiatr.

‒ Czy u nas byłoby możliwe, żeby na pogrzeb właściciela firmy nie przyszli pracownicy? ‒ zapytał szeptem Stonoga. ‒ Razem z nami z Polski jest tu osiem osób.

‒ Dziesięć ‒ poprawił go Jung, ale nie wyjaśnił, że wtedy, kiedy grabarz wynosił urnę z kaplicy, przy drzwiach stały dwie kobiety: jedna szczuplejsza, druga wyższa i tęższa. Wydawało mu się, że były podobne do tych, które w poprzedni piątek wieczorem w mundurach strażniczek leśnych weszły na podwórko Witkowskich w Jodłowie.

Wyszukaj w blogu: