W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

„Lubuska Legenda”

2019-08-15 21:14:08, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Nigdy nie traktowałem tego hasła jakoś specjalnie poważnie, bo trąci marketingową sztampą i jest odrobinę infantylne. Podobnie jak „Gorzów – miasto przyjazne” było takie hurraoptymistyczne i mówiące wiele, a w zasadzie nic. Podobnie jest z Gorzowem. Topimy miliony w dyscypliny sportu zamknięte i bez możliwości rozwoju. To trochę jak ze społeczeństwem w przedrewolucyjnej Francji, gdy dbano o zachowanie tego co jest, choć świat już dawno uznał absolutyzm za system szkodliwy. W XVIII w. Emanuel Sieyes napisał o stanie trzecim, że jest wszystkim, ale wszystkim krępowany. Nie może on uzyskać podmiotowości, bo stan pierwszy i drugi pomimo tego, że jest nieporównywalnie mniejszy (stosunek 4% do 96%) to ma atrybut, którego nie sposób przeskoczyć – przywileje.

Tak samo jest z futbolem w naszym mieście. To najpopularniejsza dyscyplina sportu na świecie, ale w Gorzowie uparcie stawia się na niszowy speedway, który w tym sezonie przeżywa najgorszy czas od degradacji za czasów prezesa honorowego. Stawia się także na koszykówkę kobiet, która może być hobbystyczna, jednakże nigdy nie będzie dźwignią i cieszyć może grupę fanatyków grzejących się w świetle kamer przy boku polityków obecnie rządzącej opcji. Żeński basket jest jednak przede wszystkim obciążeniem finansowym i to sporym dla budżetu miasta wszak zakupy na rynku amerykańskim nie należą do „okazji”. Do tego wyjazdy na rozgrywki pucharowe kosztują, a w hali przy ul. Chopina zmieści się może pięć setek osób. Dlaczego w takim razie tak uparcie tkwimy w miejscu? Odpowiedź jest dwojaka: Nie potrafimy lub – o zgrozo - nie chcemy!

Remedium na istniejący stan rzeczy od zawsze znajduje się wgabinecie owalnym przy Sikorskiego 3-4. Tylko osioł lub nienawistnik może zaprzeczyć faktowi, że odbudowa piłki nożnej w Gorzowie pociągnie za sobą prawie wszystkich, którzy gotowi są wykładać pieniądze na sport. Nie pomogą zaklęcia, układy, związki, bo sponsor będzie tam gdzie będzie jego potencjalny klient. Będzie tam gdzie sport nr 1 na świecie. I taka jest najprostsza odpowiedź na pytanie dlaczego futbol jest wrogiem numer jeden nad Wartą dla stanu pierwszego (speedway) i drugiego (żeński basket). Najwięcej kibiców ma piłka nożna. Prześcigamy się w typowaniu wyników meczów europejskich drużyn, ale także emocjonujemy się naszą ekstraklasą choć to męczarnia w przypadku wielu spotkań. To nic, że rodzimy futbol to mizeria (poza Legią, która utrzymuje, że jeszcze Polska nie zginęła), ale piłka jest fascynująca. W przypadku Stilonu grającego na poziomie centralnym to właśniekopanastanie się niemalże religią w naszym mieście jednakże rządzący uparcie zakrzywiają rzeczywistość i wspierają dyscypliny zamknięte. Kieruje nimi sprzężenie zwrotne w postaci wyborców i największy grzech polityków tj. strach przed utratą mandatu na kolejną kadencję. Dobrze jest więc zasilić klub pieniędzmi z budżetu, aby z loży pozdrowić lud pracujący miast i wsi, bo za chwilę kolejna elekcja i tak kręci się już to wszystko co najmniej od dekady. Prezesi klubów nie są zainteresowani, bo okrągła pensja za skórzany fotel jest możliwa tylko w sytuacji gdy Stilon jest na piątym/czwartym poziomie rozgrywek. I na końcu są dziennikarze, którzy chcieliby zachowania status quo, bo o futbolu na centralnym poziomie profesjonalniej piszą w Przeglądzie Sportowym (codziennie!), gdy o wicemistrzostwie koszykówki kobiet była jedna szpalta i to w dodatku raz w roku. Można na gorzowskim podwórku wałkować tematy gorzowskiego sportu (nowy kewlar, banda, twardy/miękki tor, romans i mityczna hala) niemalże codziennie, a tzw.wierszówki będą zasilać konta naszych rodzimych redaktorów. Innymi słowy na placu boju zostaje Stilon Gorzów, który przeciw sobie ma lobby tak silne, że drogę do zwycięstw wyrąbywać musi sobie sam.

Do sukcesu jednak daleko choć symptomy są widoczne aż nadto. Klub odnalazł stabilizację finansową m.in. dzięki tytanicznej pracy ludzi od lat związanych ze Stilonem. Burzowe chmury z tej strony zostały rozwiane. Pod względem organizacyjnym dzieje się jeszcze więcej, bo pierwsza drużyna oparta jest na wychowankach, a sama akademia jest na ostatniej prostej do uzyskania najwyższej noty w certyfikacji szkółek piłkarskich w całej Polsce. Dla klubu na tym poziomie rozgrywkowym, który prowadzi drużynę seniorską i mającego jednocześnie kompletną drabinę szkolenia to absolutnie powód do dumy i ogromnej satysfakcji. Po okresie „burzy i naporu” nadchodzą czasu spokoju i harmonii. To jednak największe utrapienie dla pozostałych. Jakikolwiek wiatr w żagle i niechybny awans Stilonu najpierw do III, a w następstwie na poziom centralny spowoduje natychmiastowy zwrot i zmianę optyki – także w przypadku polityków.

Stoimy dziś przed arcyważnym wyborem, bo speedway  - do jakiego jeszcze z sentymentem, uśmiechem od ucha do ucha wracają ci, którzy w żaden sposób przypinać sobie medali nie mają prawa - kończy się. Koszykówka Pań nigdy nie wejdzie na poziom emocjonujący tysiące choć wszyscy doceniamy to w jaki sposób akademicki klub stał się marką w mikroświecie kobiecego basketu. Pozostaje więc futbol. Obecnie czwartoligowy Stilon, który jest absolutnie piłkarską marką numer jeden w całym subregionie, województwie, a „niebieska eska” rozpoznawalna jest także w całej piłkarskiej Polsce od wielu lat. Jest też Warta Gorzów, która uzurpuje sobie prawo do porównania z klubem z Myśliborskiej, choć w ciągu swojej długiej historii nie odnotowała żadnego znaczącego sukcesu nie mówiąc o zbudowaniu marki, z którą utożsamialiby się gorzowianie.

Jeśli chcemy dziś piłki nożnej jako wizytówki miasta, to musimy pogodzić się z degradacją speedwaya do rangi efektownego dwugodzinnego show odjeżdżonego z obowiązku dziesięć razy w roku. Na powrót GP szans nie ma, bo to w jaki sposób Wrocław zaspokoił potrzeby (portfele) BSI było i jest spektakularne.

Miasto w kolejnych latach poddaje się całej machinie lobbingowej, w interesie której jest blokowanie budowy trybun dla kameralnego stadionu piłkarskiego. Próby uruchomienia jakiejkolwiek inwestycji ot choćby zabudowy z wieżą na trybunie głównej zbywane są komentarzem o niskim poziomie rozgrywek. To taka mantra, która dla władz wydaje się być wygodna, bo zwalnia z obowiązku zapewniania komfortu kibicom podczas oglądania. Dość przypomnieć casus klubów – wcale nie wysoko notowanych – które zyskały na wizerunku i podniosły poziom sportowy właśnie poprzez inwestycję w infrastrukturę. Budowa boisk treningowych była absolutną koniecznością i tu należą się słuszne podziękowania. Nadchodzi czas na nowoczesny stadion miejski i nie taki kompletnie nieperspektywiczny przy Żwirowej, którą trudno przejechać w zwykły dzień roboczy, a właśnie przy Olimpijskiej.

Im szybciej zrozumiemy iż jedyną drogą budowy tożsamości przez sport jest piłka nożna pod znakiem Stilonu Gorzów, tym lepiej dla nas wszystkich. Zaprzęgniemy do tej lokomotywy biznes i spróbujemy wjechać do elity. Przypomnę, że w Zielonej Górze nie było, nie ma i jeszcze długo nie będzie (o ile w ogóle) takiego klubu, jak ten z niebiesko-białą „eską”. Ku pamięci i ku przestrodze.

Wyszukaj w blogu: