W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Rozterki

2019-08-16 09:03:24, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

LGBT – temat już nie tylko dnia, ale tygodni, a zapewne i miesięcy. Do wyborów nie zejdzie z ust politykom i to wszystkich stron uczestniczących w kampanii. W spór włączył się także polski Kościół, który kiedy tylko jest mowa o intymnej sferze życia człowieka natychmiast zabiera głos, milcząc wówczas gdy przedmiotem publicznej debaty stają się sprawy dlań niewygodne, jak choćby problem pedofilii wśród duchownych.

Niektórzy chcą widzieć LGBT jako ideologię, obcą naszej kulturze i obyczajowości stanowiącą istotne zagrożenie dla wiary katolickiej nierozerwalnie związanej z polskością, a także drogą do przedwczesnej seksualizacji naszych dzieci. Z drugiej strony mamy natomiast przekonanie, że każdy człowiek ma prawo do wyboru odpowiadającego mu sposobu życia, a także do pojmowania miłości według swojego przekonania, który niekoniecznie musi być zgodny z zasadami katechizmu.

W Marszach Równości coraz powszechniejszych w naszym kraju mniej istotne staje się demonstrowanie określonych postaw i zachowań obyczajowych, a bardziej ważne jest manifestowanie w obronie prawa do wolności dla każdego, tolerancji dla inności oraz swobody wyrażania poglądów.

Przyznam jednak, że mam z tymi marszami pewien problem. Nie podważając absolutnie ich znaczenia i słuszności trudno mi zgodzić się ze skutkami, jakie wywołują. Towarzyszące im seanse nienawiści, przemoc fizyczna, wszechobecne wulgaryzmy nawet ze strony dzieci, sprawiają, że pokojowe manifestacje stają się zbyt niebezpieczne dla ich uczestników. Przykłady Białegostoku, czy ostatnio Płocka pokazują ogrom złych emocji towarzyszących takim manifestacjom, emocji, które pogłębiają i tak wielkie podziały w naszym społeczeństwie. Czy warto więc wychodzić na ulicę w obronie choćby najsłuszniejszej sprawy, skoro wywołuje to takie gorszące skutki.

Swoje robią media, które żądne sensacji skupiają swą uwagę nie na tym co naprawdę ważne w tych przedsięwzięciach, ale na tym wszystkim co może bulwersować – bójkach, wyzwiskach i na szokujących konserwatywnych obywateli stylizacjach i zachowaniach obyczajowych.

Piszę o tym wszystkim bo sprawa nabrała ostatnio dosyć niespodziewanie lokalnej aktualności. Pojawił się bowiem projekt by wzorem innych miast w Polsce w Gorzowie także zorganizować Marsz Równości. Z taką inicjatywą wystąpiła grupa osób związana ze środowiskiem, o którym niedawno pisałem z sympatią i uznaniem wsparta przez mecenasa Jerzego Wierchowicza. Jednak w tym przypadku chyba zabrakło im wyczucia i właściwej hierarchizacji problemów. Zastanawiam się czy naprawdę idee  tolerancji, równości i wolności w naszym mieście wymagają  demonstracji poparcia. Dotąd moje miasto uważałem za miasto przyjazne dla wszystkich, budowanym przez przybyszy z różnych stron świata, miejsce wielu kultur, gdzie tak pięknie potrafili się zasymilować Romowie, gdzie pamiętamy o niemieckich i żydowskich obywatelach przedwojennego Landsberga. Nie widzę powodów by tę opinię rewidować.

Jak się można było spodziewać wniosek złożony do prezydenta Wójcickiego o wyrażenie zgody na zorganizowanie takiego marszu natychmiast wywołał emocje powodując niepotrzebne spory i duże zamieszanie. Natychmiast odezwała się jedna z radnych należąca do klubu PiS apelująca do prezydenta o odmowne załatwienie tego wniosku bo to wstyd i obraza boska, potem pojawiło się bodaj 40 innych wniosków o zezwolenie na rozmaite demonstracje i zgromadzenia w tym samym terminie, co można by potraktować jak groteskę gdyby sprawa nie była tak poważna.

Na domiar wszystkiego inicjatorzy Marszu zwrócili się z prośbą o objęcie nad nim patronatu najpierw do prezydenta, a potem gdy ten odmówił, do przewodniczącego Rady Miasta Jana Kaczanowskiego. Ten, w przeciwieństwie do prezydenta, który nie uzasadnił swojej odmowy, na list otwarty pomysłodawców Marszu udzielił bogatej w racjonalne i emocjonalne  argumenty odpowiedzi. Przyznam, że jego uzasadnienie odmowy przyjęcia honorowego patronatu mnie przekonało, choć zdaję sobie sprawę z tego, jak była ona trudna dla człowieka poddanego swoistemu naciskowi moralnemu, jako że apelowano do jego lewicowej wrażliwości sugerując niejako, że ewentualna odmowa podważy jego wiarogodność jako człowieka lewicy.

Mam przy tym nadzieję, że podniesione w liście przewodniczącego Kaczanowskiego argumenty i okoliczności być może skłonią autorów pomysłu zorganizowania Marszu do ponownego przemyślenia wszystkich za i przeciw i porzucenia tego projektu. Być może dzięki temu uda nam się uniknąć sytuacji, w której Gorzów trafi na pierwsze strony gazet z informacjami o awanturach na ulicach. Takiej reklamy nasze miasto nie potrzebuje.

Wyszukaj w blogu: